Anna Wojciechowska: Dlaczego Platforma staje ramię w ramię z rządem w sprawie strategii na unijny szczyt?
Donald Tusk: Pół roku temu Platforma podjęła kluczową inicjatywę uelastycznienia polskiego stanowiska wobec Nicei. Powiedzieliśmy, że Polska powinna być gotowa do kompromisu
europejskiego, czyli że dogmat nicejski nie musi obowiązywać, ale pod warunkiem, że znajdziemy złoty, kompromisowy środek. I równocześnie wysunęliśmy propozycję systemu głosowania
pierwiastkowego, jako sposób na wyjście z europejskiego pata.
Ten punkt widzenia zaproponowaliśmy rządowi. Dziś widać, że to jest jedyny sensowny sposób negocjowania polskiej pozycji w przyszłym traktacie europejskim. Mogę powiedzieć z satysfakcją,
bez ścigania się o polityczny prestiż, że po raz kolejny udało się, głównie dzięki Platformie, stworzyć szanse na porozumienie między rządem a opozycją w sytuacji, kiedy chodzi o
rzeczywisty interes Polaków.
Czy popieracie w tej sprawie rząd na całej linii?
Dziś najważniejsze jest, aby rząd, nawet jeśli popełniał błędy, miał na kluczowe spotkanie w Brukseli wsparcie całego polskiego paralamentu. Unikam bezpośredniej odpowiedzi na pani
pytanie, bo my nie popieramy rządu Jarosława Kaczyńskiego w większości spraw. W tej zaś nieustannie nawoływałem, żeby rząd i opozycja działały razem. Proszę mnie nie zmuszać do
stwierdzenia, że popieramy polski rząd, bo równie dobrze mógłbym powiedzieć, że chcemy, by polski rząd wreszcie skutecznie zrealizował koncepcję Platformy. Tu nie chodzi o wyścig
prestiżowy, ale o to, żeby rząd miał poczucie, że realizuje strategię wszystkich środowisk politycznych, aby miał poczucie pewności, że nie zostanie sam.
Przez ostatnie dni krytykowaliście rząd za zbyt rejtanowski ton negocjacji.
Tak, uważamy, że przez ostatnie pół roku polski rząd, szczególnie minister Fotyga źle
negocjowali. Trzeba pokazać, że jesteśmy gotowi do kompromisu i jednocześnie wyznaczyć granicę, której twardo bronimy. Żeby to zrobić, trzeba skutecznie szukać sojuszników. Uważam, że
przez ostatnie miesiące stracono na to wiele szans. Ale kiedy przychodzi moment ostateczny, trzeba stanąć razem. Dziś powinniśmy być wszyscy razem: od rządu przez Platformę po lewicę.
A przekonał pan premiera do złagodzenia tego, jak mówicie rejtanowskiego tonu negocjacji?
Nie wypominaliśmy sobie nic, tylko rozmawialiśmy, jak to naprawić. Mam
wrażenie, że premier dobrze rozumie nasze stanowisko, a my doceniamy ewolucję poglądu pana premiera w tej sprawie. Sztuka polega na tym, żeby w takich sprawach nie mnożyć konfliktów.
Zaproponowaliśmy pewne sformułowania w uchwale sejmowej, premier Kaczyński przyjął nasz punkt widzenia.
Będą kolejne spotkania? Czy premier dał sygnał: bądźmy w kontakcie, będziemy się konsultować?
Takie odniosłem wrażenie. I sam jestem gotowy w każdej chwili na
spotkanie. Jak na relacje Platformy z rządem, to była wyjątkowo dobra rozmowa.
Ale trzeba też być przygotowanym na różne sytuacje. Co, jeśli się nie uda uzyskać tego, o co dziś zabiegamy?
Moim zdaniem, jesteśmy o krok od tego, żeby uzyskać
poszerzenie agendy międzyrządowej konferencji, czyli otworzenie innych państw europejskich na poważną rozmowę o sposobie liczenia głosów w Radzie Unii Europejskiej.
Na czym pan opiera to przekonanie?
Na własnych rozmowach m.in. ze wszystkimi liderami CDU, partii rządzącej w Niemczech, które teraz przewodniczą Unii, z liderami hiszpańskiej prawicy. Rozmowy prowadził też na różnych
szczeblach Bronisław Komorowski i w samym Parlamencie Europejskim Jacek Saryusz-Wolski. Wszędzie dawaliśmy do zrozumienia, że Polska nie chce robić Europie kłopotu, ale też żeby nikt w
Europie, szczególnie prezydencja niemiecka, nie miał wątpliwości, że w sprawie pozycji Polski w traktacie, jeśli chodzi o sposób liczenia głosw, rząd jest wspierany przez opozycję.
Ale wciąż wraca pytanie: co, jeśli nie będzie zgody?
Moim zdaniem będzie. Istnieje tak poważna szansa, że będzie zgoda, że lepiej w ogóle nie poruszać tematu weta. Dziś rwnież rząd polski uznał, że chcemy przekonać Europę, by rozpocząć
rozmowę, a nie twardo stawiać sprawę: „umieramy za pierwiastek”, bo te deklaracje nie były potrzebne. Twarde komunikaty nie służą tej sprawie.
Można odnieść wrażenie, że Platforma w ten sposób ucieka od odpowiedzi.
Proszę mi pozwolić nie odpowiadać dziś na pytanie, co będzie w przypadku sprzeciwu, bo dziś pracujemy razem: pan Kaczyński, ja, PiS, Platforma, aby nie było potrzeby zgłaszania
sprzeciwu.
A wyobraża sobie pan scenariusz, w którym nie ma pierwiastkowego systemu głosowania?
Nie. Uważam, że ten system jest możliwy do przeprowadzenia. W polityce międzynarodowej czas bywa najważniejszym aspektem. Była obawa, że polski rząd przesadzi w radykalizmie, a jednak udało
się wypracować wspólny punkt widzenia opozycji i rządu na poziomie rozsądnego kompromisu, który nie pozwoli, szczególnie tym najsilniejszym państwom Unii, na podyktowanie niekorzystnych
warunków Polsce.
Co nie zmienia faktu, że dziś wszyscy się zastanawiają, czy Polska ma w ogóle plan B?
Mogę zapewnić z całą odpowiedzialnością, że Platforma i obóz rządzący w sposób spokojny konsultują plany A, B i C.