Dziennik Gazeta Prawana logo

Premier: Coś zaświeciło

13 października 2007, 15:38
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Prezydent Francji mówił o chęci daleko idącego zbliżenia i współpracy" - zdradza premier Jarosław Kaczyński szczegóły spotkania z Nicolasem Sarkozym w wywiadzie dla DZIENNIKA.
Michał Karnowski: Gdy nie ma informacji, trzeba czytać z gestów i tonu. Czy wrażenie, które odnieśliśmy, obserwując wczorajszą wizytę prezydenta Francji, że coś się przełamuje, jest słuszne?
Jarosław Kaczyński:
To była miła i dość niezwykła ze względu na rangę gościa rozmowa. Sądzę, że można powiedzieć: coś tam zaświeciło. Ale za wcześnie, żeby mówić to definitywnie i ze szczegółami. Szczerze powiedziałem prezydentowi Sarkozy'emu, że Polska się nie zgodzi na takie rozwiązania, jakie są obecnie. Zobaczymy, co będzie dalej.

To ładnie brzmi: "coś tam zaświeciło". Ale panie premierze, co to znaczy?
Proszę mnie nie pytać o szczegóły, bo nic nie powiem. Będą kolejne rozmowy polsko-francuskie.

Odpowiedzą one na pytanie, czy w ogóle możemy użyć weta na etapie rozpoczynających się za tydzień negocjacji międzyrządowych? Bo pojawiły się wątpliwości, pisał o nich DZIENNIK, czy możemy w ogóle na tym etapie blokować rozmowy?
Był rzeczywiście kiedyś taki precedens w 1985 r., że zignorowano weto Wielkiej Brytanii. Tylko proszę pamiętać, że wtedy mandat Polski po prostu nie obowiązuje, czyli Polska na konferencji może stawiać to, co chce. Bo to jest porozumienie polityczne. Moglibyśmy postawić absolutnie wszystko, co by nam w duszy grało. Ale podkreślam: nie chcemy tego, chcemy tylko postawić pewne sprawy dosyć wąskie, ale te, które nas szczególnie dotknęły.

Co jest w tym pakiecie oprócz systemu głosowania?
To są sprawy z poszerzeniem subsydiarności i wszystkie kwestie wokół sposobu podejmowania decyzji. No i jeszcze jedna sprawa. Bo chcemy wyraźnie usłyszeć, że jeżeli Karta Praw Podstawowych wejdzie w życie, to nie może być podstawą do np. narzucania nam małżeństw homoseksualnych.

Czyli chodzi o autonomię w sprawach obyczajowych?
Tak. W Anglii piłkarza Boruca wezwali na policję dlatego, że się przeżegnał znakiem krzyża. Znając niezwykłą agresję środowisk, które promują tego rodzaju postawy, to można sobie wyobrazić, co by było, gdybyśmy tej sfery wolności nie zastrzegli. Pewnego dnia mogłoby się okazać, że w Polsce msze są nielegalne albo kościoły są nielegalne, bo się zbyt eksponują.

Wiele osób uważało, że Sarkozy przyjeżdża do Polski po to, by się przekonać, czy my naprawdę jesteśmy gotowi postawić weto. Czy usłyszał od pana, że tak naprawdę jest?
Powiedziałem to prezydentowi Sarkozy'emu wyraźnie. I choć nasz gość wysuwał wiele argumentów i mówił, że jest szczery, to ja też powiedziałem, że jestem szczery.

A czy ta szczerość Sarkozy'ego polegała na tym, że nie ma co na niego liczyć?
Nie. To zupełnie inaczej. Ale takie rozmowy są z natury dość poufne. Prezydent Francji mówił o chęci daleko idącego zbliżenia i współpracy.

Wykluczał czy dopuszczał pierwiastek?
Niewątpliwie nie jest zwolennikiem pierwiastka.

Gdzie więc widzi kompromis?
To jest sprawa, o której w tej chwili nie mogę mówić. Żeby było jasne: pozostajemy przy pierwiastku. Argumenty, jakie padły, nie przekonały nas.

Czy pana rozmówca przedstawił jakiś nowy argument na rzecz kompromisu?
Wysuwał mnóstwo różnych argumentów. To była bardzo ciekawa rozmowa, ale ich szczegóły muszą pozostać tajne.

A więc na razie z polskiej strony nie ma planu B?
Nie. Pozostajemy przy pierwiastku. Chociaż... jest plan B. Możemy też pozostać przy Nicei.

Z tego punktu widzenia to pierwiastek jest planem B.
Tak to wygląda. Bo, odwrotnie niż przedstawiają to niektóre media, my nic nie chcemy zmieniać. Obecnie obowiązujące rozwiązania nicejskie bardzo nam się podobają. To nasi partnerzy chcą zmieniać system głosowania. I to podkreślałem w tych rozmowach. A także to, że dla francuskich, zgłaszanych przez pana Sarkozy'ego w kampanii wyborczej planów wielkich zmian w UE, najlepszym wyjściem byłoby właśnie pozostawienie systemu nicejskiego.

Powiedział pan prezydentowi Sarkozy'emu, kto pojedzie na konferencję rządową? Pan czy prezydent?
Nie powiedziałem, bo jeszcze nie ma w tej sprawie decyzji.

Czyj wyjazd jest bardziej prawdopodobny?
Zobaczymy. Podtrzymują to, co niedawno powiedziałem: premierzy się zmieniają częściej, prezydent jest na dłużej. A więc szef rządu może więcej zaryzykować. Przypomnę, że jestem 12. premierem Polski w ciągu ostatnich 18 lat, więc to jest mało pewna posada i gdy są jakieś rzeczy, które mogą obciążać, to lepiej, żeby to robił premier.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj