Polska klasa średnia - do ktrej zaliczyłbym wszystkich ludzi powyżej wykwalifikowanego robotnika - w dużym stopniu odbiega swoją postawą od Brytyjczyków, ale także od wielu swoich odpowiedników w Europie Środkowo-Wschodniej. To, co ją wyróżnia, to przede wszystkim ogromne aspiracje społeczne.
Z jednej strony, wiążą się one z chęcią zapewnienia sobie i swojej rodzinie jak najlepszego bytu. Mówię tu na przykład o chęci posiadania domu, wokół którego w końcu skupia się istota dobrobytu rodzinnego. Z drugiej strony, przedstawiciele klasy średniej jak chyba nigdzie indziej zdają sobie sprawę z siły wykształcenia.
Po 1989 roku Polacy odkryli - niemal jak Kolumb Amerykę, że edukacja jest świetną drogą do awansu społecznego, nagle zrozumieliśmy, że już nie tylko łopata, nie bycie majstrem, górnikiem czy hutnikiem, tylko posiadanie wykształcenia to przepustka do poprawy życia. To spowodowało eksplozję edukacyjną w Polsce. Co więcej, rodziny zaczęły inwestować w swoje dzieci, nierzadko kosztem ogromnych wyrzeczeń finansowych.
Podobna chęć podjęcia ryzyka w Wielkiej Brytanii jest cechą typową dla klasy wyższej i górnych sfer klasy średniej. Niezamożne rodziny brytyjskie nie są zdolne do aż takich wyrzeczeń, żeby wysłać swoje dziecko do dobrej, drogiej szkoły. Tymczasem u nas wszyscy pchają dzieci do najlepszych szkół. Robią to po to, aby zwiększyć szanse na dobre życie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet część korupcji w naszym kraju wynika z niezwykłej determinacji pomnażania swojego dochodu i zabezpieczania swojej pozycji w wyścigu szans w przyszłości. Przy czym parcie do awansu jest o wiele silniejsze niż parcie do posiadania większych pieniędzy.
Polacy należący do klasy średniej to grupa otwarta i ruchliwa, cały czas szukająca nowych możliwości. Nieraz - niestety - balansując na granicy prawa i przyzwoitości. My, swoją dynamiką i chęcią działania przebijamy wszystkich w regionie. Pamiętam podróże służbowe z EBOiR-u po krajach byłego ZSRR. Wydawało się, że tam wszystko stoi w miejscu, a miejscowi mówili otwarcie, że oni nie mają żadnych oczekiwań wobec życia, że im jest dobrze tu, gdzie są.
U nas cały czas wyczuwalna jest nerwowość i dążenie prawie po trupach, żeby się wydźwignąć i - chociażby poprzez wyjazd - sięgnąć po lepsze jutro. I ten awans się Polakom udaje, poziom życia w Polsce jest coraz lepszy. Skłonność do ryzyka i ruchliwość powoduje, że to setki tysięcy Polaków, a nie Czechów czy Węgrów pracują w Londynie. To my ruszyliśmy, to my szukamy szansy, żeby się czegoś nauczyć, podpatrzeć, a potem te pomysły skopiować i przenieść do Polski. W Wielkiej Brytanii nikt się nie przejmuje ulepszaniem państwa, bo Brytyjczycy od lat tkwią w stanie względnego dobrobytu. Polska klasa średnia wciąż stara się działać, coś poprawiać. Wiąże się to częściowo z poczuciem niepewności jutra, ale też chęcią doskonalenia.
Polacy są stworzeni do przedsiębiorczości. Kapitalizm demokratyczny służy polskiej naturze i rozwój przedsiębiorczości dobrze pokazuje fenomen budowania klasy średniej, którego na taką skalę nie widać w innych krajach naszego regionu. Przedsiębiorczość, którą mamy we krwi występuje jednak obok bardzo ograniczonego zaufania.
Polacy ufają tylko sobie i rodzinie, nie ufają otoczeniu. To charakterystyczna cecha polskiej klasy średniej, która uważa innych za nieżyczliwych sobie. O tym braku zaufania świadczy fakt,
że kiedy tylko skończył się PRL i przestano na siłę wcielać ludzi do różnych organizacji, nagle Polacy przestali się zrzeszać.
Jest jeszcze jedna cecha polskiej klasy średniej, nad którą ubolewam - syndrom psa ogrodnika.
Chodzi o taką logikę myślenia: skoro mi się nie wiedzie, innym także nie powinno. Tego zjawiska ludzie wychowani w kulturze anglosaskiej nie rozumieją. A samego powiedzenia - nawet przy pomocy uniwersyteckich filologów - nie udało mi się na angielski przełożyć.
Wydaje się, że Polska klasa średnia egalitaryzm ma zapisany w genach. Dlatego podciągamy się nawet kosztem drugiego, stąpamy po krawędzi, jeśli chodzi o reguły prawne i moralne. To także jest polska specyfika. Z drugiej strony ci sami ludzie, starając się dbać o swój byt, jednocześnie działają dla wspólnego dobra: odprowadzają podatki, zatrudniają pracowników. A to jest przecież niezbędne dla rozwoju kraju.
Żeby lepiej zrozumieć fenomen polskiej klasy średniej, warto sięgnąć do dorobku Jamesa J. Heckmana - noblisty z 2000 roku. Choć nigdy się Polską nie zajmował, jego teoria ma odniesienie do naszej rzeczywistości. Heckman uważa mianowicie, że kluczem do dobrobytu, do powiększania się warstwy średniej, która jest podstawą kapitalizmu, jest stworzenie systemu właściwych zachęt.
Tak, aby wszyscy uczestnicy życia publicznego na wszystkich jego szczeblach jak najlepiej reagowali na wyłaniające się możliwości. Takie zachęty w Polsce od 1989 roku pojawiały się
wielokrotnie. Kolejna, gigantyczna zachęta to organizacja Euro 2012 - nowa możliwość rozwoju, z której polska klasa średnia na pewno skorzysta.