W ostatnich dniach najbardziej wyrazistym z nich była z pewnością sprawa odrzucenia spotów reklamowych przygotowanych przez PO i PiS. Trudno co prawda komentować fakt sprzeczny z jakąkolwiek logiką, niewątpliwie jednak TVP zaprzeczyła w ten sposób swojej dotychczasowej strategii postępowania z reklamami.
Na co dzień przyjmuje ona bowiem wszystkie komercyjne reklamy, tłumacząc to dążeniem do zysku. Pojawiają się w telewizji spoty wysokokalorycznych czekoladowych batonów prezentowanych nam jako najzdrowsza forma spożywania mleka i reklamówki najrozmaitszych bubli.
Dla odrzucenia przez TVP reklamówek PO i PiS nie ma więc żadnego wytłumaczenia - ani opartego na logice, ani na dotychczasowej praktyce telewizji. Obie partie chciały przecież zapłacić za emisję swoich spotów. Nie ma też nic niezwykłego w fakcie, że przygotowały reklamówki mocno uderzające w politycznych przeciwników. Abstrahując już od niezbyt fascynującej zawartości tych spotów, w których dwie prawicowe ponoć partie posługują się socjalistyczną argumentacją, ich brutalna wymowa jest dla mnie całkowicie zrozumiała. Nic dziwnego, że obie partie chcą pokazać się nawzajem w jak najgorszym świetle - takie są prawa polityki.
Najpierw odrzucono reklamówkę partii opozycyjnej, potem rządzącej, potem zaś kolejne dwie Platformy. Albo prezes TVP ustawił się w tym momencie w roli superarbitra polskiej polityki, albo też, co bardziej prawdopodobne, odrzucenie PiS-owskiej reklamówki miało spełniać rolę przysłowiowego kwiatka do kożucha - i stanowić dowód pozornej niezależności TVP od politycznych mocodawców.