I właśnie dlatego, że mam pewność, iż w zakładzie, który zaraz zaproponuję, mój ewentualny - jeśli ktoś się zgłosi dobrowolnie - kontrahent wyjdzie na frajera, a ja okażę się cwaniakiem, ogłaszam chęć założenia się z którymkolwiek politykiem albo posłem. Jestem mianowicie gotów założyć się, stawiając dolary przeciw guzikom, że w następnych wyborach parlamentarnych pani Dorota Gardias, przywódczyni strajku i głodówki pielęgniarek, założycielka miasteczka namiotowego pod kancelarią premiera, osoba odrzucająca wszystkie rozumne propozycje kompromisu, znajdzie się na listach wyborczych Lewicy i Demokratów na jednym z najwyższych miejsc. Oczywiście, nie tak wysoko jak Olejniczak, ale równorzędnie z Onyszkiewiczem. Myślę, że to jest bonus, jaki wyborcy muszą dopłacić do kosztów całego zamieszania strajkowego.
Gwoli wyjaśnienia warunków zakładu, nie chodzi o byle jakie guziki. Mój przeciwnik będzie musiał postawić guziki od własnych spodni, a ja należność odbiorę publicznie i własnoręcznie, obcinając je przed kamerami. Ilość dolarów do uzgodnienia, ale najsprawiedliwiej byłoby, gdyby odpowiadała liczbie guzików. Ważne zastrzeżenie - w czasie wypłaty należności noszenie szelek jest wykluczone. Chodzi o to, żeby przy okazji goła prawda wyszła na jaw i stała się widoczna dla wszystkich.
Mam żelazną pewność wygranej, ponieważ nie mogę się dopatrzeć w postawie pani Gardias żadnej innej racjonalnej motywacji, jak tylko oczekiwanie nagrody w życiu doczesnym za upór i nieustępliwość, w ostatecznym rozrachunku szkodzące wszystkim. Nie tylko rządowi, także pacjentom i samym pielęgniarkom.
Oczywiście wątpię, aby ktokolwiek z opozycji zakład przyjął. Nikt nie postawi nawet jednego guzika. Nikt nie chce sam być idiotą, zwłaszcza w polityce. W polityce główną cnotą jest robienie idiotów z innych. A ja bardzo nie lubię być traktowany jak idiota, dlatego propozycją zakładu sygnalizuję, żeby poplecznicy tego strajku i instygatorzy nieustępliwości poszukali sobie frajerów gdzie indziej. Najlepiej we własnych szeregach.