Zamiast się wysypiać, przewracają się z boku na bok w łóżkach i śpiworach, myśląc o losie wyborczym Ojczyzny. Ludzie, dajcie sobie siana. Odpoczywajcie spokojnie. Żadnego kryzysu demokracji nie ma. Najważniejsze przecież, że jest wybór - robić wybory czy nie robić. Taki wybór wyborczy to jest samo jądro demokracji. Politycy nie mogą się dogadać, to wybierzemy sobie nowych.
Kandydatów na polityków, na szczęście, nie brakuje, ani wśród profesorów, ani wśród sportowców. Nie przejmujcie się też rządem fachowców, którym nas straszą. Owszem, perspektywa jest dość przerażająca, ale na szczęście nie do zrealizowania, bo w Polsce nie ma dziś fachowców. Fachowcy, jak można sobie przeczytać w gazetach, wyjechali do Wielkiej Brytanii i Irlandii za chlebem.
Jeśli wierzyć badaniom opinii publicznej, wiadomo już, kto te wybory, jeśli będą, wygra. Taka wiara to piękna rzecz. Ludzie w Boga nie wierzą, a w badania wierzą, i nawet dzielą już stanowiska po wyborach, o których nie wiadomo, czy się odbędą. Już ogłoszono skład gabinetu cieni przedwyborczych i teraz potrzebna jest naprawdę wiara w Opatrzność, żeby się nie skończyło tak jak po poprzednich wyborach. Żeby nie trzeba było śpiewać rapsodu żałobnego: czemu, cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz...
Swoją drogą, takie przedwczesne wybory to koszty, zamieszanie, bałagan i emocje. Lewica, prawica, nerwica. Można by temu zapobiec, zmieniając ordynację wyborczą. W końcu polityków wybieramy po to, aby się ze sobą dogadywali i nie ma powodu, żebyśmy dodatkowo płacili i podatkami, i zdrowiem za to, że nie potrafią. Trzeba robić wybory dubeltowe, z rezerwą na taką okoliczność jak obecna. Każdy głosuje dwa razy, raz na partię przed kryzysem, a drugi po kryzysie.
Drugie rezultaty pozostają utajnione aż do chwili, kiedy sytuacja dojrzewa do przedwczesnych wyborów. Albo do chwili przecieku wyników do mediów. Rząd zmienia się gładko, w biegu, bez kampanii i agitacji i wszyscy są szczęśliwi. Można spokojnie wypoczywać na urlopie bez lęku, że ledwie człowiek wróci z wakacji, a już pognają go do urny. Jest to pomysł bardzo rozsądny, pełen troski o zdrowie psychiczne Polaków i dlatego właśnie nie ma szans. Bo co to dla polityków za korzyść ze zdrowych na głowę, nieopętanych szaleństwem i histerią wyborców. Żadna.