Trzy proste zasady
Dyskutowanie o powyborczych koalicjach to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Na razie Platforma musi skoncentrować się na tym, by wybory wygrać. Już teraz jednak, w przededniu kampanii,
uczciwość wobec wyborców nakazuje ogłosić zasady, jakich trzymać się będą politycy PO, jeśli to ich partię Polacy obdarzą największym zaufaniem. Po pierwsze, wykluczona jest tylko
koalicja z Samoobroną i LPR. Pierwsza z tych partii reprezentuje wszystko, co w polskiej tradycji najgorsze: od zwykłego chamstwa po niejasne konszachty z tajemniczymi organizacjami mającymi swoje
siedziby za naszą wschodnią granicą. LPR z kolei to prawica skrajnie anachroniczna, kompromitująca nas w oczach Zachodu, ideologizująca religię, instrumentalizująca Kościół, a na domiar
wszystkiego w wydaniu Romana Giertycha - skrajnie cyniczna. Tak jak wykluczona jest współpraca z LiS-em, tak strategicznym partnerem PO w przyszłym rządzie będzie PSL - pod warunkiem że
przekroczy próg wyborczy. Celem Platformy jest osiągnięcie takiego wyniku, by niepotrzebny był trzeci koalicjant.
Po drugie, równie daleko nam do PiS jak do LiD. W tej ostatniej dominują peerelowscy aparatczycy. Co ważniejsze, lewica nie dokonała samooczyszczenia po aferach poprzedniej kadencji, a wysuwane
przez nią propozycje (zwłaszcza gospodarcze) to prosta droga do pogrążenia Polski w kolejnym kryzysie. Na odpoczynek od rządzenia ciężko zapracowali sobie też liderzy PiS. Zmarnowanie
najlepszej od 1989 r. koniunktury, pogrążenie Polski w chaosie, osłabienie jej pozycji na arenie międzynarodowej, rozdęcie biurokracji, która zatruwa życie zwykłym Polakom - oto prawdziwy
bilans rządu Jarosława Kaczyńskiego. Ciężka praca min. Gęsickiej, by stworzyć warunki sensownego korzystania ze środków europejskich, determinacja prezes Streżyńskiej w walce z monopolem
Telekomunikacji Polskiej, wysiłek min. Ujazdowskiego, by zapobiec ideologizacji kultury i edukacji, a wreszcie niektóre reformy min. Ziobry nie wystarczą, by zmienić opinię ogromnej większości
z nas, że rządy PiS-u to czas zmarnowany dla Polski.
Po trzecie, gdyby okazało się jednak, że arytmetyka sejmowa zmusza Platformę do szukania koalicjanta wśród obu wymienionych wyżej partii, decyzja zapadnie nie opierając się na emocjach, lecz
na gruncie programowym. Innymi słowy, nie wystarczą wspólne solidarnościowe korzenie (których Jarosław Kaczyński zresztą nas chciał pozbawić, stawiając Platformę "w miejscu,
gdzie kiedyś stało ZOMO"), by deklarować wolę współpracy z PiS-em. Z kolei antypisowskie resentymenty, które narosły w nas w ciągu ostatnich dwóch lat, nie przesądzą o tym, że
za partnera obierzemy lewicę. Platforma sformułuje credo programowe i weźmie do współrządzenia tę partię, która gotowa będzie poprzeć więcej elementów naszego programu.
Do czego są potrzebni politycy
Najważniejsze z punktu widzenia Platformy jest to, co najbardziej interesuje zwykłych Polaków: przyspieszenie i utrwalenie wzrostu gospodarczego. Do tego trzeba zreformować finanse publiczne
(tanie państwo!), obniżyć podatki, stworzyć warunki rozwoju dla małych i średnich firm, uprościć prawo, ograniczyć biurokrację, a wreszcie zerwać z oszustwem tzw. państwa opiekuńczego,
które pod pretekstem troski o ubogich kradnie i marnotrawi nasze ciężko zarobione pieniądze.
Wielką szansą dla Polski (nie tylko pod względem gospodarczym) jest przynależność do UE. Zadaniem przyszłego rządu jest wzmocnienie naszej pozycji w Europie. Trzeba o nasz interes narodowy
twardo zabiegać, co starali się robi i Leszek Miller, i Jarosław Kaczyński. W Unii nie wystarczy jednak prężyć muskułów, trzeba umieć budować koalicje, zawierać kompromisy, pozyskiwać
sojuszników. Polska ze swoim położeniem geopolitycznym nie może sobie pozwolić na złe stosunki równocześnie z Rosją i Niemcami. Dlatego trzeba wykorzystać fakt, że na czele rządu
niemieckiego stoi przyjazna nam pani kanclerz, o wiele zaś twardziej należy rozmawiać z Amerykanami.
Sztandarową obietnicą przedwyborczą PiS-u było rozliczenie afer III RP. Minęły dwa lata i żadna afera nie doczekała się sądowego finału. Niech na koalicję z Platformą nie robią sobie
jednak nadziei ci, którzy liczą na to, że ich oszustwa i złodziejstwa zostaną zamiecione pod dywan. Walka z patologiami to kolejne kryterium, pod kątem którego PO będzie dobierać
koalicjanta. Nie chodzi przy tym tylko o afery z czasu rządów postkomunistów. Ostatnie kilkanaście miesięcy przyniosło nowe nadużycia, zwłaszcza w instytucjach "odzyskanych"
przez Samoobronę - temu też trzeba się będzie uważnie przyjrzeć. Niestety, na odpowiedź czeka pytanie, czy dożywający swego kresu rząd nie uległ pokusie wykorzystywania w walce politycznej
tajnych służb. Mówiąc najkrócej, od przyszłego partnera rządowego PO będzie oczekiwać gotowości do zmierzenia się zarówno z aferami III RP, jak i z tymi, które dokonały się pod
płaszczykiem hasła budowy IV.
Polacy tęsknią za spokojem w życiu publicznym, za zgodą i ładem. Ostatnim więc warunkiem, jaki Platforma postawi przyszłym koalicjantom, będzie rezygnacja z języka agresji, poniżania
przeciwników, eskalacji klimatu ciągłej wojny wszystkich ze wszystkimi. Polacy chcą uczciwie bogacić się ciężką pracą, cieszyć się życiem rodzinnym, podtrzymywać tradycje i wyznawać
wiarę w Boga. Psim obowiązkiem polityków jest stworzyć im do tego odpowiednie warunki. A jeśli nie potrafią lub nie chcą - nie są do niczego potrzebni.