Dziennik Gazeta Prawana logo

Migalski: Korporacje tworzą coś na wzór arystokracji

13 października 2007, 16:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W Polsce nigdy nie zbudujemy prawdziwie wolnego i obywatelskiego społeczeństwa, jeśli nie rozbijemy tzw. korporacji. Cóż to takiego - korporacje? To zawodowe klany strzegące jak oka w głowie dostępu do swojego hermetycznego, zamkniętego środowiska. W zdrowym kraju każdy młody prawnik czy lekarz powinien mieć takie same szanse na osiągnięcie zawodowego sukcesu - pisze w "Fakcie" politolog Uniwersytetu Śląskiego, Marek Migalski.

Niestety, dziś w Polsce osoby połączone więzami rodzinnymi z członkami korporacji są w uprzywilejowanej pozycji. Tworzą w ten sposób coś na kształt nowej arystokracji, do której nie mają dostępu osoby spoza tego środowiska,

Korporacje miały być organizacjami samorządzącymi się. Miały być niezależne od państwa i działać na rzecz obrony obywateli. W teorii miały być zainteresowane podwyższaniem standardów panujących w tych organizacjach. W rzeczywistości jesteśmy świadkami tego, że ta korporacyjna samorządność, która została wymyślona w interesie społeczeństwa, sama sobie próbuje załatwiać interesy z państwem.

Duża część członków tych korporacji przede wszystkim kieruje się własnym, partykularnym interesem oraz promuje osoby ze sobą spowinowacone i skoligacone, a nie interesem tych, których mieli bronić. Widać to w korporacjach prawniczych, lekarskich. Ten mechanizm wyraźnie się spatologizował. Co więcej, niektórzy członkowie korporacji, zwłaszcza dotyczy to klanów prawniczych, mówią bezpośrednio, że np. syn prawnika ma być rzekomo lepszym prawnikiem od osoby, która w rodzinie prawników nie ma!

Tak więc jesteśmy świadkami tego typu sytuacji, że na przykład po egzaminie przy równej liczbie punktów, do zawodu dopuszczana jest osoba już w jakichś sposób powiązana z tą korporacją. Wyraźnie tu widać funkcjonowanie nowej arystokracji przechodzącej z ojca na syna. Nic więc dziwnego, że zawód prawnika, czy lekarza tak łatwo przekazywany jest z pokolenia na pokolenia.

Tymczasem nowoczesne państwo polega na tym, że więzy rodzinne w pracy nie mają znaczenia. Wpływ na pozycję w kraju, wpływ na wykonywany zawód, nie powinien być zależny od tego, kto gdzie się urodził i z kim jest spowinowacony. Nic więc dziwnego, że rząd domaga się odebrania przywilejów tak działającym korporacjom. Co więcej, politycy dobrze wiedzą, że społeczeństwo w tym sporze będzie stało za nim.

A to dlatego, że korporacje działają wbrew interesom społeczeństwa faworyzując określone osoby i jednocześnie odmawiając pomocy innym. Z drugiej strony rząd napotyka sprzeciw korporacji, które mogą utracić przywileje bardzo mocno osadzone w tradycji. Próba ograniczenia tej samorządności jest przez nich traktowana jak zamach na niezależne społeczeństwo obywatelskie, jak odbieranie przynależnych praw. A jest przecież zupełnie odwrotnie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj