Przeciwko istnieniu drugiej izby wytoczono już chyba wszystkie argumenty, jej likwidację wpisywało do swoich programów kilka partii – nawet partii rządzących – z wiadomym skutkiem. Senat dwukrotnie już przywracano do naszego porządku konstytucyjnego: w 1922 r. w Konstytucji marcowej i 1989 r. za sprawą okrągłego stołu. Jego likwidacja po II wojnie światowej odbyła się w drodze sfałszowania referendum. Dziś wiemy, że w 1946 r. większość głosowała jednak za utrzymaniem drugiej izby parlamentu. Co do tego badacze tamtego okresu nie mają żadnych wątpliwości.
Senat odradzał się, jak nie przymierzając feniks z popiołów. Ma wpływowego protektora. Pomysł przywrócenia Senatu zgłosił w trakcie obrad okrągłego stołu Aleksander Kwaśniewski, później prezydent, a nieco wcześniej przewodniczący Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Można wobec tego powiedzieć, że nie tylko był jego pomysłodawcą, ale nawet skutecznie zdołał go obronić przed zamachami pochodzącymi głównie z jego szeregów.
Ktoś powie: do trzech razy sztuka. Jednak trzy razy już było: senat był obecny w porządku ustrojowym I Rzeczpospolitej, nie dał się wyprzeć w II Rzeczpospolitej, a w III RP przywracały go dzieci likwidatorów.
Jakie rozumowe argumenty przemawiają za utrzymaniem w Polsce bikameralizmu? A czy ustroje państw są wynikiem logicznej układanki? Czy historia toczy się zgodnie z czymś takim jak rozsądek? Na pewno nie. A ustroje państw są zawsze wynikiem procesu dziejowego, naznaczonego grą interesów, zbiegów przypadków, czasami zwykłych ludzkich pomyłek, ale także, choć rzadko, wzniosłych zamierzeń. Coś w pewnym momencie się zdarzy, coś się postanowi i tak już pozostanie – najczęściej na wiele, wiele lat, a nawet dziesięcioleci, ba – wieków.
Reklama
Nie tak dawno uczeń słynnego III Liceum im. Marynarki Wojennej w Gdyni pytał mnie (pozdrawiam, dorasta tam wspaniała młodzież), czy Polska nie mogłaby mieć konstytucji szwajcarskiej. Najmłodsza w Europie, uchwalona ostatnimi czasy przez ludzi rozsądnych, a na pewno doskonale rozumiejących mechanizmy demokratyczne – wygląda na konstytucyjny ideał.
Obydwaj, niestety, byliśmy zmartwieni odpowiedzią. W Polsce bowiem może być wymyślona i uchwalona wyłącznie konstytucja polska. Nie urodzi się bowiem ona na biurku jakiegoś geniusza, który znając wszystkie konstytucje świata (to zresztą wcale nie takie trudne), po prostu napisze coś supermądrego i logicznego. Tak się nie da. Prawdziwa konstytucja rodzi się w wyniku wiekowego historycznego doświadczenia, które zbierane było na licznych historycznych zakrętach przy rozstrzyganiu kwestii ważnych w danym momencie. Później już nikt, albo prawie nikt, nie pamięta, co właściwie zdecydowało o takim czy innym konstytucyjnym rozwiązaniu, ale wpisane raz pozostaje już na wieki.
Dyskusję wokół Senatu można chyba jednak częściowo podsumować. Po pierwsze, usunięcie drugiej izby byłoby możliwe, ale w konstytucji napisanej od początku do końca na nowo. Czy jest to do pomyślenia w dającej się przewidzieć przyszłości?
Po drugie, powtarzane tu i ówdzie postulaty, by przekształcić go w izbę samorządową, byłyby może i uzasadnione, ale tylko ówczas gdybyśmy zdecydowali się na pełną decentralizację państwa – obejmującą także samorząd gospodarczy. Na razie takiego samorządu u nas nie ma, jeśli nie liczyć rachitycznych izb rolniczych i samorządu ubezpieczycieli. Istniejące izby przemysłowo-handlowe są w istocie dobrowolnymi stowarzyszeniami, ale nie samorządem typu zachodniego. Najpierw więc trzeba by pomyśleć o samorządzie gospodarczym jako niezbędnym elemencie państwa zdecentralizowanego, a dopiero później tworzyć specjalną izbę w parlamencie, która mogłaby być platformą dla wszystkich rodzajów samorządu, także zawodowego i akademickiego, a nie tylko samorządu terytorialnego. Odwrotny kierunek przekształceń (najpierw samorządowy Senat, a dopiero ewentualnie później samorząd gospodarczy) to nieporozumienie i z pewnością droga donikąd.
Po trzecie, dotychczasowa praktyka wykazała dobitnie, że Senat nie sprawdza się jako izba kontynuująca spór czysto polityczny. Od tego jest Sejm i wystarczy już tego dobrego. Z kolei druga izba jako forum poważnej debaty nad prawem, kompleksowymi rozwiązaniami instytucjonalnymi służącymi państwu w dłuższej perspektywie, a nie jednej partii czy nawet większości rządowej – to miejsce jak najbardziej pożądane.
Gdybyśmy uznali, że powyższe warunki są możliwe do zaakceptowania, możliwa byłaby dyskusja nad szczegółami. Stosunkowo łatwo je zidentyfikować i ostatnio wiele już w tym kierunku zrobiono. Trzeba tylko pamiętać, że lepsze jest zwykle wrogiem dobrego.