Dziennik Gazeta Prawana logo

"Czy można zlikwidować Senat? Nie tak łatwo"

18 grudnia 2012, 07:35
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Prof. Jerzy Stępień
Prof. Jerzy Stępień/Newspix
Pytania, czy Senat jest potrzebny, czy nie, wciąż są obecne w debacie publicznej. Można nawet powiedzieć, że kwestia ta nigdy nie została zamknięta, a z okazji dziewięćdziesięciolecia odrodzenia Senatu odżyła na nowo.

Przeciwko istnieniu drugiej izby wytoczono już chyba wszystkie argumenty, jej likwidację wpisywało do swoich programów kilka partii – nawet partii rządzących – z wiadomym skutkiem. Senat dwukrotnie już przywracano do naszego porządku konstytucyjnego: w 1922 r. w Konstytucji marcowej i 1989 r. za sprawą okrągłego stołu. Jego likwidacja po II wojnie światowej odbyła się w drodze sfałszowania referendum. Dziś wiemy, że w 1946 r. większość głosowała jednak za utrzymaniem drugiej izby parlamentu. Co do tego badacze tamtego okresu nie mają żadnych wątpliwości.

Senat odradzał się, jak nie przymierzając feniks z popiołów. Ma wpływowego protektora. Pomysł przywrócenia Senatu zgłosił w trakcie obrad okrągłego stołu Aleksander Kwaśniewski, później prezydent, a nieco wcześniej przewodniczący Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Można wobec tego powiedzieć, że nie tylko był jego pomysłodawcą, ale nawet skutecznie zdołał go obronić przed zamachami pochodzącymi głównie z jego szeregów.

Ktoś powie: do trzech razy sztuka. Jednak trzy razy już było: senat był obecny w porządku ustrojowym I Rzeczpospolitej, nie dał się wyprzeć w II Rzeczpospolitej, a w III RP przywracały go dzieci likwidatorów.

Jakie rozumowe argumenty przemawiają za utrzymaniem w Polsce bikameralizmu? A czy ustroje państw są wynikiem logicznej układanki? Czy historia toczy się zgodnie z czymś takim jak rozsądek? Na pewno nie. A ustroje państw są zawsze wynikiem procesu dziejowego, naznaczonego grą interesów, zbiegów przypadków, czasami zwykłych ludzkich pomyłek, ale także, choć rzadko, wzniosłych zamierzeń. Coś w pewnym momencie się zdarzy, coś się postanowi i tak już pozostanie – najczęściej na wiele, wiele lat, a nawet dziesięcioleci, ba – wieków.

Nie tak dawno uczeń słynnego III Liceum im. Marynarki Wojennej w Gdyni pytał mnie (pozdrawiam, dorasta tam wspaniała młodzież), czy Polska nie mogłaby mieć konstytucji szwajcarskiej. Najmłodsza w Europie, uchwalona ostatnimi czasy przez ludzi rozsądnych, a na pewno doskonale rozumiejących mechanizmy demokratyczne – wygląda na konstytucyjny ideał.

Obydwaj, niestety, byliśmy zmartwieni odpowiedzią. W Polsce bowiem może być wymyślona i uchwalona wyłącznie konstytucja polska. Nie urodzi się bowiem ona na biurku jakiegoś geniusza, który znając wszystkie konstytucje świata (to zresztą wcale nie takie trudne), po prostu napisze coś supermądrego i logicznego. Tak się nie da. Prawdziwa konstytucja rodzi się w wyniku wiekowego historycznego doświadczenia, które zbierane było na licznych historycznych zakrętach przy rozstrzyganiu kwestii ważnych w danym momencie. Później już nikt, albo prawie nikt, nie pamięta, co właściwie zdecydowało o takim czy innym konstytucyjnym rozwiązaniu, ale wpisane raz pozostaje już na wieki.

Dyskusję wokół Senatu można chyba jednak częściowo podsumować. Po pierwsze, usunięcie drugiej izby byłoby możliwe, ale w konstytucji napisanej od początku do końca na nowo. Czy jest to do pomyślenia w dającej się przewidzieć przyszłości?

Po drugie, powtarzane tu i ówdzie postulaty, by przekształcić go w izbę samorządową, byłyby może i uzasadnione, ale tylko ówczas gdybyśmy zdecydowali się na pełną decentralizację państwa – obejmującą także samorząd gospodarczy. Na razie takiego samorządu u nas nie ma, jeśli nie liczyć rachitycznych izb rolniczych i samorządu ubezpieczycieli. Istniejące izby przemysłowo-handlowe są w istocie dobrowolnymi stowarzyszeniami, ale nie samorządem typu zachodniego. Najpierw więc trzeba by pomyśleć o samorządzie gospodarczym jako niezbędnym elemencie państwa zdecentralizowanego, a dopiero później tworzyć specjalną izbę w parlamencie, która mogłaby być platformą dla wszystkich rodzajów samorządu, także zawodowego i akademickiego, a nie tylko samorządu terytorialnego. Odwrotny kierunek przekształceń (najpierw samorządowy Senat, a dopiero ewentualnie później samorząd gospodarczy) to nieporozumienie i z pewnością droga donikąd.

Po trzecie, dotychczasowa praktyka wykazała dobitnie, że Senat nie sprawdza się jako izba kontynuująca spór czysto polityczny. Od tego jest Sejm i wystarczy już tego dobrego. Z kolei druga izba jako forum poważnej debaty nad prawem, kompleksowymi rozwiązaniami instytucjonalnymi służącymi państwu w dłuższej perspektywie, a nie jednej partii czy nawet większości rządowej – to miejsce jak najbardziej pożądane.

Gdybyśmy uznali, że powyższe warunki są możliwe do zaakceptowania, możliwa byłaby dyskusja nad szczegółami. Stosunkowo łatwo je zidentyfikować i ostatnio wiele już w tym kierunku zrobiono. Trzeba tylko pamiętać, że lepsze jest zwykle wrogiem dobrego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj