Weźmy świeżutki (luty tego roku) tekst Roberta Warrena Andersona (University of Michigan), Noela D. Johnsona oraz Marka Koyamy (obydwaj George Mason University). Celem, jaki sobie postawili, było wyjaśnienie historycznego fenomenu cyklicznych wypędzeń ludności żydowskiej z europejskich miast. Nie zadowalali się odpowiedzią, że winnym był po prostu powszechny, zwłaszcza w średniowieczu, antysemityzm. Chodziło o to, by znaleźć jego prawdziwą przyczynę. Jakie wydarzenia powodowały, że antysemityzm nagle się ujawniał i eskalował w wielkich, organizowanych nierzadko przez aparat państwowy, wypędzeniach, a potem znów przygasał?

Przekopali się więc przez dane dotyczące prawie 800 takich wydarzeń z lat 1100––1800 i doszli do wniosku, że najczęściej zapalnikiem antysemickich wystąpień były pogodowe anomalie. Zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim. W ówczesnych opartych na rolnictwie gospodarkach wywołany złą pogodą nieurodzaj był równoznaczny z głodem. Rozpoczynało się więc szukanie winnych. Akurat rolę kozła ofiarnego bardzo często odgrywała społeczność żydowska.

Dlaczego właściwie Żydzi? Intrygującą tezę na ten temat przedstawiła kilka lat temu prawniczka z Yale Amy Chua (ta sama, która napisała potem bestsellerowy poradnik dla rodziców „Bojowa pieśń tygrysicy”). Chua udowodniła, że europejski antysemityzm nie różni się od podobnych fenomenów widzianych w innych częściach świata. Niechęci do Chińczyków w Azji Południowo-Wschodniej i na Filipinach, Libańczyków w Afryce Zachodniej albo Hutu wobec Tutsi. W każdym z tych przypadków działa ten sam mechanizm. Mamy etniczną lub kulturową mniejszość, która jest uważana przez większość za ekonomicznie dominującą. Faktyczna dominacja nie musi wcale zachodzić. W końcu Żydzi padający ofiarą średniowiecznego antysemityzmu najczęściej byli biedniejsi niż ich gnębiciele. Ważne, że większość uważała, że jest inaczej. I w czasie kryzysu ekonomicznego (wywołanego złą pogodą) uznawała, iż nadszedł czas wyrównania rachunków.

Podobnie (czyli właśnie pogodowo) historyczne waśnie tłumaczyli wcześniej inni badacze. Emily Oster dowodziła na przykładzie Tanzanii, że im dłużej trwała pora deszczowa, tym więcej notowano pokazowych procesów czarownic. A Eric Chaney pokazał, jak ekstremalne powodzie Nilu wzmacniały potęgę tamtejszych kapłanów i zmniejszały władzę faraonów.

Z badania o wypędzeniach europejskich Żydów wynika, że ich częstotliwość znacząco zmniejsza się od połowy XVII wieku. W Europie to czas, gdy po krwawej wojnie trzydziestoletniej zaczynają się kształtować i krzepnąć sprawne państwa narodowe. A więc pierwowzory współczesnych rządów. Od tamtej pory antysemickich wystąpień jest mniej. Działo się tak prawdopodobnie dlatego, że sprawniejsze państwa zaczęły lepiej chronić swoich obywateli przed ekonomicznymi szokami wywołanymi pogodą. I to akurat widoczne jest do dziś. Nadal, gdy pogoda szaleje, to państwo jest nam jakby bardziej potrzebne. Bo ktoś musi wysłać pług śnieżny na drogę albo umocnić wały przeciwpowodziowe. Niewidzialna ręka zrobić tego niestety nie potrafi.