Lista publikacji, w których autorzy porównują Jarosława Kaczyńskiego z Józefem Piłsudskim (to zwolennicy) lub wykazują, jak mało jest podobieństw (przeciwnicy), jest już bardzo obszerna. Zadziwia przy tym, że sam bohater nigdy nie szuka, a tym bardziej nie eksponuje nasuwających się analogii. Wręcz przeciwnie - robi wszystko, by skojarzeń nie wzbudzać. Poza jednym drobiazgiem - gdy przychodzi do rządzenia partią i Polską, ciągle zachowuje się jak Piłsudski.

Reklama

Zaraz po przejęciu władzy 26 maja 1926 r. Piłsudski zaprosił na spotkanie przedstawicieli wszystkich klubów parlamentarnych. Zaczął je od krótkiego exposé. "Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce, to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej, były pozostające bezkarnie złodziejstwa" - oznajmił. "Wydałem wojnę szujom, łajdakom, mordercom i złodziejom, i w walce tej nie ulegnę. Moim programem jest zmniejszenie łajdactwa i utorowanie drogi uczciwości" - wyjaśnił, tak akcentując swoją wypowiedź, że słuchaczom ciarki przeszły po plecach. Choć przecież ten program polityczny nie był niczym nowym. Trzy lata wcześniej Komendant gościł u siebie w Sulejówku ministra spraw zagranicznych Aleksandra Skrzyńskiego. Podczas rozmowy przyznał, że chce zmontować stronnictwo polityczne, idące do wyborów z "programem negatywnym". Kiedy hrabia Skrzyński zapytał, jak on będzie wyglądał w praktyce, Piłsudski odparł lakonicznie: "Bić kurwy i złodziei".

W czasach wielkiego rozczarowania wobec rządzących elit ten pomysł bardzo się obywatelom spodobał. "Hasło sanacji moralnej, rzucone przez Piłsudskiego, powtórzone z naciskiem przez premiera Bartla, było niezmiernie popularne i przysłaniało swoim dalekim zasięgiem hasło sanacji finansowej, będące podstawą poprzednich kompromisów sejmowych i ostatniego rządu koalicyjnego" - przyznawał we wspomnieniach endecki polityk, wicepremier Stanisław Głąbiński. Uzdrowienie (z łaciny sanatio) państwa miało nastąpić przez odsunięcie od władzy: skorumpowanych karierowiczów, kierujących się jedynie własnym dobrem, lub koterii, do której naleźli. Jednym słowem ukróceniem karier osób "gorszego sortu".

Jeśli bowiem przyjrzeć się samemu sednu filozofii zmiany, jaką fundował Piłsudski Polsce, to niczym nie różniła się od deklaratywnego celu Jarosława Kaczyńskiego. W głośnym wywiadzie udzielonym Katarzynie Hejke w Telewizji Republika prezes PiS oświadczył: "W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej, no i to jest właśnie nawiązywanie do tego; to jest jakby w genach niektórych ludzi, no tego najgorszego sortu Polaków (...). Bo proszę zwrócić uwagę, że wojna, komunizm, pewnie transformacja przeprowadzona tak, jak ją przeprowadzono, właśnie ten typ ludzi promowała, dawała mu wielkie szanse i on dzisiaj boi się, że te czasy się zmienią". Ludzie "najgorszego sortu" Kaczyńskiego to cenzuralna wersja "kurw i złodziei" lubiącego wyrażać się dosadnie Piłsudskiego.

Podobnie jak niegdyś Marszałek, prezes PiS we wspomnianym wywiadzie obiecał: "że przyjdzie czas, w którym - tak jak to być powinno - inny typ ludzi, to znaczy ludzi mających motywacje wyższe, motywacje patriotyczne, będzie wysunięty na czoło i to będzie dotyczyło wszystkich dziedzin życia społecznego, także i zresztą - gospodarczego". Sednem sanacji Polski ma być bowiem wymiana elity w bardzo szerokim pojęciu tego słowa, bo dotyczy ono nie tylko polityki, administracji, ale też mediów, świata kultury oraz biznesu. Oficjalnie po to, by wydana "szujom i łajdakom" wojna "utorowała drogę uczciwości".

Reklama

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej