DGP: Jaką Unię chce po sobie pozostawić Jean-Claude Juncker?

Marek Prawda: Unię, w której kraje członkowskie rozumieją, że suwerenność państw i Unii Europejskiej są współzależne. Do tej pory o suwerenności mówili głównie ci, którzy zwalczali Unię pod hasłem obrony autonomii państw. Przewodniczący Komisji Europejskiej odwraca to, mówiąc, że taka suwerenność jest całkowicie złudna bez narzędzi, które możemy wypracować tylko razem. Inny jest dziś świat i inne w nim miejsce Unii. Juncker opowiada nam teraz przede wszystkim o sensie bycia razem.

Tylko czy faktycznie istnieje coś takiego jak suwerenność europejska? Czy to nie jest pojęcie wyimaginowane?

Nie, bo nie są wytworem naszej wyobraźni zjawiska takie jak nadużycia niektórych korporacji międzynarodowych ani to, że rządy państw same sobie z nimi nie radzą. Zagrożenia mają dziś charakter globalny, dlatego odpowiedzi na nie muszą być wypracowane wspólnie. Suwerenność europejska wyraża się w skuteczności. Juncker w orędziu przedstawił nie wyimaginowane, lecz jak najbardziej realne propozycje w różnych dziedzinach, jak migracje, obronność, unia gospodarcza i walutowa, polityka zagraniczna. Europa suwerenna to taka, która ma ambicję bycia nie tylko płatnikiem, lecz również architektem i budowniczym kształtującym sytuację na świecie.

Po doświadczeniu kryzysów na kontynencie ludzie coraz częściej oceniają Unię nie według skali postępu, jaki umożliwiła, lecz po tym, czy potrafi ich ochronić przed zagrożeniami, ciemnymi stronami globalizacji i otwarcia. Na tych prawdziwych i wymyślonych obawach zaczęli żerować miłośnicy zbyt prostych rozwiązań, powstał grunt dla politycznej medycyny niekonwencjonalnej. Unia, żeby być prawdziwie suwerenna, powinna przywrócić obywatelom poczucie kontroli nad ich losem i procesami, które nas w ostatnich latach zaskakiwały. Dlatego w orędziu Juncker tak wiele miejsca poświęcił migracji, mówił o potrzebie radykalnego wzmocnienia ochrony granic zewnętrznych oraz przyspieszenia zawracania migrantów o nieuregulowanym statusie. Wezwał do wzmocnienia unii gospodarczej i walutowej, bo, jego zdaniem, euro powinno się również stać narzędziem nowej suwerenności europejskiej.

Czy takie ruchy jak np. wpuszczenie przez Angelę Merkel w ciągu jednej nocy kilkuset tysięcy imigrantów to akt, który jest wyrazem suwerenności Unii jako całości, czy też jest to coś zupełnie innego?

Gdyby w 2015 r. Unia posiadała tę suwerenność, o której teraz mówi Juncker, tamten dramat by się nie wydarzył. A w każdym razie nie w tej skali i w tak niekontrolowany sposób. Tymczasem wówczas, na bałkańskim szlaku trwał dramat, który mógł przekształcić się w tragedię. To była trudna decyzja w sytuacji, kiedy w Niemczech już było 700 tys. migrantów. Za tę humanitarną decyzję kanclerz Niemiec jest do dzisiaj krytykowana. Cała ta historia pokazała, że skala zjawiska przerosła możliwości południowych państw UE, które nie wypełniały zobowiązań systemu przyjmowania uchodźców. Ale też nie doczekały się wystarczającej pomocy ze strony partnerów unijnych. Zobaczyliśmy, jak pilnie potrzebna jest w Unii reforma polityki migracyjnej na miarę nowych wyzwań. Unia, która szuka rozwiązań i już doprowadziła do znacznego ograniczenia napływu migrantów – co przecież wyraża jej suwerenność, jest powszechnie mylona ze źródłami tych kłopotów. Przecież od dawna było wiadomo, że kiedyś runie mur między bogatą Północą i biednym Południem i miliony ludzi zapukają do naszych drzwi. To skutek tendencji globalnych, których integracja europejska jest tylko małą częścią.