"DGP": Altus likwiduje fundusze, część przenosi do zależnego TFI, czyli Rockbridge, blokowane są czasowo lub redukowane umorzenia certyfikatów. Wygląda to jak paniczne likwidowanie marki.

Krzysztof Mazurek: Z punku widzenia klienta jest to oczywiście trudne, ale musimy sobie zdać sprawę, z czego obecna sytuacja wynika. Cienka czerwona linia została przekroczona pod koniec sierpnia i na początku września. Pierwsze wydarzenie to zatrzymanie głównego akcjonariusza Piotra Osieckiego oraz byłego członka zarządu Jakuba Ryby. Druga sprawa to artykuł na portalu Business Insider, w którym pojawiła się informacja o tym, że stracimy licencję. Co prawda informacja została szybko zdementowana przez Komisję Nadzoru Finansowego, ale skutek przyniosła. Mieliśmy więc wrzesień i sytuację, w której od 60 do 100 proc. klientów – w zależności od funduszu – złożyło wniosek o wykupienie ich certyfikatów. Nie znam takiej sytuacji z rynku, żeby w ciągu jednego miesiąca tylu klientów przyszło do instytucji finansowej i powiedziało: oddajcie mi moje pieniądze. W krótkim czasie zgłaszają się do nas tysiące osób. Możemy więc zakładać, a w zasadzie mamy pewność, że nie wszyscy przyszli z wnioskiem o wycofanie pieniędzy, bo sami tak pomyśleli. Nie ma możliwości, żeby taka jednomyślność wystąpiła u tylu klientów w ciągu dwóch–trzech tygodni.

Zakładacie, że ktoś ich namówił do takiego kroku, np. dystrybutorzy waszych funduszy, czyli głównie banki. Może wystarczyło im to, co zobaczyli w mediach, czyli informacje o zatrzymaniu założyciela i de facto właściciela Altusa.

Nie chcę mówić, że nasi dystrybutorzy z sektora bankowego kazali im to zrobić, ale wiele osób informowało nas, że decyzję podjęło po dość jednoznacznym sygnale otrzymanym od pośredników oferujących nasze fundusze. To jest jedyne uzasadnienie takiej skali odpływu klientów. Nie dziwię się, że ktoś zdecydował się poinformować klienta o sytuacji, w jakiej jest Altus, szczególnie gdy pojawiają się informacje, że stracimy licencję, co jest dużo ważniejsze niż zatrzymanie Piotra czy Kuby. Do tego reakcje na artykuł BI ze strony nadzoru, czyli zawiadomienie do prokuratury, pojawiły się dopiero dwa tygodnie po fakcie. Duża część wykupów certyfikatów została już wtedy złożona.

Z tego, co pan mówi, wynika, że złej sytuacji TFI winne są banki, bo ostrzegły osoby, którym oferują wasze fundusze.

Nie. Chodzi mi o to, że informując klientów o sytuacji Altusa, nie pokazano całej prawdy, czyli tego, z czym się będą wiązały masowe wnioski o wykup certyfikatów. To sytuacja zbliżona do runu na bank, czyli masowego wycofywania oszczędności w jednym momencie. Żaden bank nie jest w stanie tego obsłużyć. My paradoksalnie moglibyśmy to zrobić. W większości funduszy we wrześniu portfele składały się w ponad 90 proc. z aktywów publicznych, czyli akcji lub obligacji możliwych do sprzedania dość szybko. Mogliśmy je sprzedać, ale gdy mówimy o szybkim zbyciu aktywów rzędu ponad 3 mld zł, to klienci muszą się liczyć ze stratą rzędu 40–50 proc. Czy kogoś to zadowoli? Gdyby klient od banku-dystrybutora usłyszał: idź do Altusa po pieniądze, ale odzyskasz pewnie tylko połowę, to nie sądzę, żebyśmy mieli taką skalę wykupów. Mam duży żal do moich kolegów z bankowości, że nie powiedzieli klientom, jakie będą skutki czegoś, co kolokwialnie mogę nazwać rzezią czy eutanazją ich oszczędności. W trosce o te oszczędności podjęliśmy wiele kroków w interesie klientów, by uchronić ich przed tak ogromnymi stratami.

Klienci mogą jednak nie zrozumieć zamrożenia ich pieniędzy na pół roku.

Po zatrzymaniu Piotra i Jakuba oraz artykule o utracie licencji widzieliśmy paniczną ucieczkę naszych klientów. To oczywiste, ale jednocześnie występuje też masowo wyprzedaż i gwałtowne spadki kursów spółek z naszego portfela, w których jako akcjonariusz ujawniamy się z pakietami akcji powyżej 5 proc. Powstał nawet taki indeks giełdowy WIG-Altus, który od początku września traci prawie 20 proc., choć każdy rozumie, że spadki te zupełnie nie wynikają z wewnętrznej sytuacji tych spółek. Staramy się więc wyjść spod presji, by działać racjonalnie i możliwie jak najwięcej pieniędzy oddać naszym klientom. Dzięki naszym krokom wysłaliśmy jasny sygnał, że nie będzie żadnego fire sale aktywów Altusa. Będziemy sprzedawać tylko po cenach, które odpowiadają wartości godziwej.

Jednak wciąż pobieracie opłaty od funduszy, które zamroziliście, co znów trudno pewnie zrozumieć klientom.

Decyzja o zamrożeniu części funduszy na pół roku jest dla posiadaczy certyfikatów niewątpliwie trudna, ale oznacza ona maksymalizację oczekiwanej wartości odkupionych środków dla klientów. To działanie w ich interesie, bo chroni ich przed potężną stratą. To mocny sygnał dla rynku: Altus nie musi pod presją czasu wyprzedawać aktywów, nie liczcie, że zarobicie kosztem naszych klientów. Opłatę oczywiście pobieramy, bo aktywnie zarządzamy tymi funduszami i planujemy to dalej robić przez kolejne lata.

Jednak przenosząc fundusze do Rockbridge, de facto przyznajecie, że jest ryzyko likwidacji TFI, jeśli utraci licencję, a to oznacza lata czekania na pieniądze.

Ten proces wynika z dwóch rzeczy. Jest odpowiedzią na oczekiwania naszych dystrybutorów i klientów. Nasze kompetencje w zarządzaniu będą takie same. Jednak jeśli słyszymy od klientów: skoro nie wiadomo, co z waszą licencją i jest ryzyko jej utracenia – w co jako zarząd nie wierzymy – to przenieście je do TFI, które nie jest obciążone żadnymi ryzykami. W ten sposób będziemy mogli powrócić do normalnej działalności i dalej zarabiać pieniądze dla klientów jak przez poprzednie dziewięć i pół roku, ale bez wiszącego nad nami zagrożenia utraty zezwolenia. I druga – tym razem dobra okoliczność – jest taka, że jest to zgodne ze strategią Rockbridge, która zakłada szybki wzrost aktywów.

Jaki będzie rynek funduszy po tym, co widzimy dzisiaj wokół TFI? Nadzór prowadzi postępowania administracyjne, fundusze trafiają na listy ostrzeżeń publicznych, być może będą utraty zezwoleń.

Mamy dzisiaj w Polsce, jeśli chodzi o nastawienie klientów, taką sytuację jak po upadku banku Lehman Brothers. To zupełnie odwrotnie, niż jest na całym świecie. Co się stanie na naszym rynku, jak się pogorszy globalny sentyment? No cóż. Dodawanie dzisiaj negatywnych emocji nie wydaje mi się właściwym kierunkiem.

Czyli państwo ma nic nie robić, jeśli dochodzi do nieprawidłowości, bo zniszczy rynek kapitałowy?

Nie, ale dziwnym trafem nieprzyjemne rzeczy zdarzają się ostatnio tylko prywatnym TFI, które nie są częścią dużych grup bankowych.

Wróćmy do tego, jak będzie wyglądał rynek funduszy po tym, co dzisiaj dzieje się z Altusem i innymi TFI.

Trudno będzie zatrzymać odpływy środków z TFI, bo ten proces jest już bardzo zaawansowany. Jeśli nawet nasza konkurencja cieszyła się, że dotyczy to na początku Altusa, to ta fala już do nich dociera i nie uciekną przed nią. Czeka nas trzęsienie ziemi na rynku TFI, a podgrzewanie emocji je przyspiesza. Fala dokonała wielkich zniszczeń w Altusie, ale myślę, że to jest już poza nami i dzisiaj możemy policzyć straty i myśleć, jak odbudować biznes. Natomiast do innych dopiero ta fala dociera. Spodziewam się, że docelowo na rynku powstanie swoisty oligopol, w którym przewodnią rolę będą odgrywały państwowe TFI należące do grup bankowych czy PZU. To się odbędzie ze szkodą dla klientów i całego rynku kapitałowego.