Dziennik Gazeta Prawana logo

Amerykański ekonomista: W interesie bogatych państw leży, aby Polska była nadal biedna

5 lipca 2019, 11:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Polska
Polska/Shutterstock
Najprostsza droga do utrzymania wzrostu gospodarczego dla krajów o średnich dochodach, takich jak Polska brzmi: "Róbcie to, co robią inni, a nie to, co mówią żebyście robili". Nie stosujcie się do zaleceń bogatszych państw. Korea Południowa i inne azjatyckie tygrysy kiedyś zignorowały rady międzynarodowych instytucji i ekonomistów. I odniosły sukces.

Przed azjatyckim kryzysem finansowym z 1997 r. Korea Południowa miała o jedną trzecią mniejsze PKB na mieszkańca niż Japonia. Mimo 30 lat dynamicznego rozwoju gospodarczego nadal była uzależniona od swojego wielkiego sąsiada pod względem technologii, inwestycji i rynków zbytu. Ta zależność była tym bardziej przykra, że przed II wojną światową i w jej trakcie Japończycy kolonizowali Koreę, gwałcili jej kobiety, powoływali do wojska jej mężczyzn i usiłowali wymazać dwa tysiące lat koreańskiej kultury.

22 lata po kryzysie Republika Korei jest gigantem gospodarczym. Kraj liczący 51 mln mieszkańców został 12. gospodarką świata i może poszczycić się wiodącymi markami technologicznymi. Korea nadal nie dogoniła Japonii, swojego byłego okupanta i ciemiężcy, ale różnica między nimi wynosi łatwe do nadrobienia 25 proc. Koreańczycy już nie wyjeżdżają do pracy w japońskich fabrykach i na polach. Mają o wiele lepsze perspektywy w swojej ojczyźnie.

Polska mogłaby się wiele nauczyć od Korei Południowej. Historia obu krajów jest na tyle zbliżona, że nie ma konieczności przywoływania ewidentnych paraleli. Polska idzie tą samą drogą gospodarczą co Korea Południowa, tylko pozostaje 20 lat w tyle. Pod jednym względem jest w nawet lepszej sytuacji: kryzys azjatycki nie oszczędził Korei Południowej, natomiast Polska mądrze uniknęła załamania gospodarczego w Europie.

Zapaść finansowa w Azji została spowodowana przeszacowaniem walut. Podczas kryzysu europejskiego kraje nadbałtyckie świadomie przyjęły euro według przeszacowanych kursów, tracąc 10 lat potencjalnego wzrostu gospodarczego. Polska zachowała swoją walutę, pozwoliła, aby jej cena spadła w stosunku do euro (w czasach, kiedy euro samo traciło na wartości) i wyszła z załamania obronną ręką. Część lepiej zarabiających Polaków z kredytami w walutach obcych miała problemy, ale większość mieszkańców o małych i średnich dochodach przeżyła kryzys bez utraty życiowego dorobku.

Żadne państwo demokratyczne nie powinno pozwalać na zadłużanie się gospodarstw domowych w obcych walutach, ponieważ gospodarstwa tworzą wyborcy, którzy mają tendencję do głosowania na przeszacowane waluty duszące gospodarkę (ale pomagające im spłacać kredyty). Właśnie to wydarzyło się w państwach nadbałtyckich. Nie ma powodu, aby Polska podejmowała podobne ryzyko.

Autor jest doradcą naukowym w Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj