"FT" zwraca szczególną uwagę na to, że nominacja niemieckiej minister obrony Ursuli von der Leyen wzbudziła kontrowersje nawet w samych Niemczech, a kanclerz Angela Merkel była zmuszona przez koalicyjnych partnerów z SPD do wstrzymania się od głosu w sprawie kandydatury rodaczki. Były lider SPD i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz mówił wprost, że 60-letnia minister obrony jest "najgorszym członkiem rządu", kpiąc, iż wygląda na to, że to wystarcza, aby zostać szefową Komisji.

Jak dodaje "FT", nawet w jej własnej partii znaleźli się krytycy, którzy komentowali, że jej odejście z krajowej polityki będzie dobre dla (niemieckiej) armii, (...) bo lata jej rządów były naprawdę trudne dla wojska.

Jednocześnie zaznaczono, że von der Leyen ma szczególne więzi z Brukselą, gdzie się urodziła i kształciła, mieszkając tam ze swoim ojcem, byłym urzędnikiem UE i późniejszym premierem Dolnej Saksonii Ernstem Albrechtem.

Dziennik zwrócił także uwagę na zaskoczenie towarzyszące nominacji Francuzki Christine Lagarde na stanowisko szefowej Europejskiego Banku Centralnego. Jak podkreślono, choć dzięki rządom w Międzynarodowym Funduszu Walutowym stała się gwiazdą międzynarodowego świata finansów, to nie ma bezpośredniego doświadczenia w polityce monetarnej, co może być utrudnieniem w obliczu trwających prób znalezienia nowych sposobów na walkę z niską inflacją i sposobami na pobudzenie gospodarki strefy euro.

"FT" pokusił się również o wskazanie zwycięzców i przegranych nowego rozdania w Unii. W ocenie gazety rozstrzygnięcia są korzystne dla francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona i tzw. "starej Europy", natomiast żadne z państw, które dołączyły do Wspólnoty po 1990 roku nie będą reprezentowane na czołowych stanowiskach.

Wśród przegranych wymieniono Holendrów i kraje skandynawskie, a także Grupę Wyszehradzką, zaznaczając, że choć udało im się zablokować (Fransa) Timmermansa, to na dłuższą metę nie mają się czym pochwalić, jeśli chodzi o swoje dyplomatyczne wysiłki. (W nowym rozdaniu) nie ma reprezentacji wschodu, a preferowany kandydat tego bloku - Michel Barnier - nie otrzymał stanowiska - pisze "FT", dodając, że von der Leyen i Michel prawdopodobnie będą gotowi do dalszych starć z regionem ws. przestrzegania zasad praworządności.

Z kolei centrowy "The Times" ocenia, że seria unijnych szczytów dotyczących obsady czołowych stanowiskach "pokazała głębokie podziały" wśród europejskich liderów, a także odrzucenie przez Radę Europejską koncepcji tzw. spitzenkandidatów, tj. wysuwanych przez europejskie partie kandydatur na szefa Komisji Europejskiej. Jak zaznaczono, von der Leyen jest jednym z najbliższych sojuszników Angeli Merkel i obejmie rolę jako zdeterminowana wyznawczyni idei +Stanów Zjednoczonych Europy+ w opozycji wobec brexitu i Donalda Trumpa.

(Von der Leyen) obejmie najważniejsze stanowisko polityczne w Unii Europejskiej w trudnym momencie, kiedy europejski projekt mierzy się z brexitem i populizmem, a także wrogim amerykańskim prezydentem. Ta trudna sytuacja polityczna jedynie wzmocniła jej federalistyczne poglądy, w tym - jak ostatnio powiedziała - ideę europejskiej armii - napisano.

Jednocześnie dodano, że nowy szef Rady Europejskiej 43-letni Charles Michel także jest jednym ze zwolenników postępującej federalizacji Unii Europejskiej, a w przeszłości był skonfliktowany z ówczesnym premierem Wielkiej Brytanii Davidem Cameronem, kiedy rząd w Londynie domagał się możliwości wyjścia z zobowiązania do "coraz ściślejszej unii".

Konserwatywny "Telegraph" również podkreślił, że nowi liderzy w większości mają federalistyczne poglądy na temat przyszłości Unii Europejskiej, a rezygnacja z kontrowersyjnego mechanizmu spitzenkandidatów sprawia wrażenie, że "unijni liderzy chcieli zachować swoje wyłączne prawo do uświęcenia szefa Komisji, porzucając ten demokratyczny eksperyment".