Całe szczęście, że można zablokować programy nieodpowiednie dla małoletnich. I to nie te z seksem, do których coraz łatwiej się dobrać na kablówkach. Paradoksalnie najbardziej szkodliwe dla dzieci są kanały dziecięce. Dlaczego moja sześcioletnia Polka ma oglądać filmy o psycholach na ZigZag, Jetix albo czasem Cartoon Network? To już nie są zabawy poczciwego kocura Jerry’ego z myszką czy bezradna pogoń wilka za ruskim zajcem z okrzykiem "Nu pagadi!". Tutaj dziwaczne stwory naprawdę rozpętują apokalipsę i wyrzynają się do ostatniej drgawki. Bohaterem tych filmów bywa najczęściej jakaś mega Frustra z twarzą ledwo zaznaczoną mściwą kreską. Oczywiście, nie zatrzymam rozwoju dziecka na etapie słodkiego kanału "Mini mini" czy genialnych Teletubisiów, ale czy muszę bezmyślnie narażać moją córeczkę na emocjonalne ścieki płynące dziecięcymi kanałami?
A czym innym mogę ją odciągnąć od tych tematycznie spotworniałych wizji? Telenowelą dydaktyczną typu "Ziarno" w państwowej telewizji? Przecież normalne szkraby są za dowcipne, za bystre na taki namolny, pedagogiczny kit. "Ziarno" może zachwyca księży i ich gospodynie - pod warunkiem, że nie mają dzieci. Ten program jest ilustracją przypowieści o piekle nudy wybrukowanej dobrymi chęciami. Szkoda, bo można łatwo tego uniknąć, ilustrując na przykład bezkonkurencyjny scenariusz Nowego Testamentu dobrą animacją i zamiast moralizatorstwa sprawić cuda.
Z jednej strony drętwa dydaktyka, z drugiej cyniczna manipulacja. Dziwi mnie, że po sukcesie małych czarodziejek "Witch" nikt jeszcze nie wpadł na pomysł stworzenia kanału tematycznego "Lolitka". Dynamiczne, malutkie witchowe bohaterki mają w biuście pokaźną trójkę, obnażone biodra modelek i mózgi rozmiaru minus S. Fanki wyczynów Witch dosłownie jeszcze sikają z wrażenia. Wiem, że wzorem kobiecości dla przedszkolaków są Mandaryna i Doda. Kiedyś, chcąc skorzystać z komputera w szpanerskim hotelu, minęłam gości popijających drinki w halu i zastałam ich dzieci w kąciku internetowym. Tłum dziewczynek w nabożnej ciszy ubierał wirtualną lalę - piosenkarkę.
Dzieci fascynuje dorosły infantylizm i dziecinna prowokacyjność Dodomandaryny. Dziewczynki zdają sobie sprawę ze swojej niewinności, a zarazem chciałyby wyrwać się w świat dorosłych - odwagą, hucpą tak jak ich idolki. Gdybym była pazernym i wyrachowanym producentem, stworzyłabym kanał dla małych dziewczynek, w którym leciałaby non stop Dodomandaryna na przemian z Britney Spears.
Nasze dzieci nie są jeszcze dostatecznie ogłupione różnymi księżniczkami z krainy Lobotomii. Co prawda, Barbie ze swoim notorycznym zachowaniem ofiary jest cudowną nauczycielką sado-maso, ale absolwentki przedszkoli szybko się nudzą jej disneyowskim, przesłodzonym wdziękiem. Dorośli, tworząc dla dzieci, kierują się tanim, "pedagogicznym" moralizatorstwem albo pazernością. W jednym i drugim przypadku ofiarą pada dziecko. Może warto by włożyć trochę pomysłowości i znaleźć trzecią drogę między bezwstydną chęcią zysku i pobożną życzeniowością.
Teletubisie są w swojej prostocie genialne, ponieważ wymyślili je artyści i psychologowie, a nie ideolodzy albo biznesmeni. Normalnemu na umyśle producentowi nie przyszłoby do głowy (chyba że jest autorem polskich telenowel), żeby powtarzać po dziecinnemu te same teksty i sceny. Przeciętnie inteligentnego widza powtórki męczą, a maluch potrzebuje ich do budowy struktur swego mózgu. Co dla nas jest nudną tandetą, przyciągnie dziecko do ekranu, ponieważ dla niego wszystko jest nowe, a ono samo odkrywcą. Dzieci chcą się śmiać, tak samo jak bać.
W kiepskich filmach całe napięcie to gonitwa od lewej strony ekranu do prawej, z przerwami na odrastanie trupów. Szkoda że zamiast bandażowych seriali o mumiach - nie ma seriali o greckiej mitologii. Dzieciom zostałoby coś w pamięci oprócz głupawego łubu-dubu. Liczę na eksperymentalną i odważną stację BBC, że doceni wszystkie momenty rozwoju dziecka, nie tylko ten teletubisiowy czy zbuntowany. Skoro tak ważny jest etap analny (sukces książeczki "Kupa"), pojawi się może seria edukacyjno-obrzydliwa. O wiele łatwiej eksperymentować z niektórymi substancjami za parawanem ekranu.
Dzieci uwielbiają się śmiać, bać i obrzydzać (sobie i innym). Czasami nowocześnie wychowując, warto być konsekwentnie tradycyjnym, a czasem... właśnie przełamać schematy dobrego
wychowania. Dobrym tego przykładem jest literacka, a później filmowa Pippi Pończoszanka. Jej niezależna, buntownicza postać brawurowo przełamała stereotyp grzecznej dziewczynki i jest dla
wielu europejskich kobiet wczesnym symbolem feministycznego przebudzenia. Rodzice uwielbiają narzekać na telewizję. Bo w moich czasach... To prawda, za moich czasów dzieciom wypadały zęby w
pierwszej, drugiej klasie. Teraz mleczaki tracą pięciolatki. Jeśli dalej tak pójdzie, to naszym wnuczkom w tym samym momencie co stałe zęby - pojawi się miesiączka.
O moja matko, starosiwa - niedawno powiedziała do mnie Pola. I umieściła mnie tym gdzieś w przedziale literatury starocerkiewnej albo antyku. Ma rację, nasze światy sie różnią. Elementarz Falskiego jest dla niej przestarzały. Inaczej niż u Falskiego pisze się teraz nawet litery - duże A i M. Marzę, że pewnego dnia moja Pola niezmuszana, sama z siebie wyłączy telewizor i powie, że woli towarzystwo mamy bardziej od wojowniczych (witch) czarownic. Byłby to mój sukces wychowawczy, ale nie klęska kanałów tematycznych. Na to nie mamy co liczyć, będą się dalej rozwijać. Specjalizować ewolucyjnie, by przetrwać i zasiedlać umysły naszych dzieci. Od nas zależy, czy po to, by je w symbiozie harmonijnie rozwijać, czy pasożytniczo pożreć.