Dziennik Gazeta Prawana logo

Dudek: Wałęsa nie utraci miejsca w historii

19 czerwca 2008, 00:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" składa się z dwóch części. Pierwsza to bardzo obszerny wstęp, liczący prawie 300 stron. Druga to ponad 400 stron dokumentów. Dla mnie, jako dla historyka, najciekawsze są właśnie dokumenty, reszta to interpretacja. Zwłaszcza dotyczące lat 90. uważam za bardzo interesujące i cenne. To duże osiągnięcie autorów książki, że udało się je znaleźć i opublikować - pisze w "Fakcie"politolog, dr Antoni Dudek.

Mam mieszane odczucia co do wstępu. Z częścią wyrażonych przez autorów poglądów zgadzam się, z innymi nie. Uważam, że niepotrzebnie zawarto w nim różne wątki poboczne, niezwiązane bezpośrednio z Lechem Wałęsą. Mam na myśli na przykład dywagacje dotyczące innych osób. Mówiąc krótko, tam gdzie autorzy odbiegają od meritum, książka dużo mniej mi się podoba.

Największe emocje związane z książką budzi oczywiście sprawa agenta TW Bolek. Książka nie daje twardych bezpośrednich dowodów, że był nim Lech Wałęsa. Nie ma na przykład własnoręcznie pisanych donosów, czy podpisów na pokwitowaniu odbioru pieniędzy. Jest jednak mnóstwo dowodów poszlakowych, takich jak np. oryginalne dokumenty SB, w których wspomina się, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem. Te i inne poszlaki, moim zdaniem, generalnie wskazują, że Lech Wałęsa miał jednak w życiu epizod współpracy z SB.

Mam jednak pewne pretensje do autorów, że jednoznacznie interpretują zebrane materiały na niekorzyść Wałęsy. Nie dają pełnego obrazu jego biografii, nie wyczerpują nawet tematu zawartego w tytule książki. Koncentrują się tylko na sprawie TW Bolka i konsekwencji tej sprawy. Mniej jest o innych działaniach SB wobec Lecha Wałęsy. I to jest moim zdaniem duża słabość tej książki. Gdybym ja pisał książkę o Lechu Wałęsie, z pewnością zrobiłbym to inaczej.

Między innymi z tych właśnie powodów nie byłem przekonany do tego, żeby wydanie książki firmował IPN. Mimo to uważam, że dobrze, że ta książka się ukazała. Jestem zwolennikiem badań historycznych, poznawania przeszłości Polski.

Nie sądzę, żeby zajmowanie się przeszłością Lecha Wałęsy szkodziło Polsce. Najbardziej Polsce szkodzi tłumienie debat, narzucanie schematów myślenia o historii. Przecież w normalnej demokracji wszystko podlega dyskusji, a szczególnie osoby publiczne.

Obawiam się jednak, że dyskusja nad książką i samym Wałęsą i tak będzie z zewnątrz wyglądała na karczemną awanturę, a nie poważną debatę, której nam potrzeba. Ale obok niej toczyć się będzie mniej nagłaśniana przez media, bardziej rzeczowa i cenna dyskusja w gronie specjalistów.

Lech Wałęsa czuje się w tej sytuacji ofiarą i ma pełne prawo tak się czuć. Szkoda jednak, że mimo wszystko reaguje zbyt nerwowo i w sposób, który nie przystoi tak ważnej osobie publicznej. Szkoda, bo moim zdaniem nie powinien się tak bardzo obawiać, że utraci swoje miejsce w historii.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj