Dziennik Gazeta Prawana logo

Kręta droga do podziału Mazowsza. Może ruszyć pisowski blitzkrieg [OPINIA]

6 sierpnia 2020, 08:44
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Adam Struzik
<p>Warszawa, 13.07.2020. Marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik podczas konferencji prasowej w Warszawie, 13 bm. Spotkanie dotyczyło bezpiecznego wypoczynku nad wodą i nowych czarnych punktów wodnych na Mazowszu. (pn/doro) PAP/Piotr Nowak</p>/PAP Archiwalny
Projekt podziału województwa mazowieckiego czeka w PiS na zielone światło. Choć jeszcze niedawno zapowiadał się w tej sprawie blitzkrieg. Ustawa miała trafić do Sejmu w zeszły piątek, tak by posłowie zaczęli nad nią pracować na pierwszym sierpniowym posiedzeniu, a przyjęli ją na kolejnym, prawdopodobnie specjalnie zwołanym w połowie miesiąca. Po 30-dniowym postoju w Senacie, z czym PiS się liczył, ustawa miała wejść w życie, żeby w listopadzie mogły się odbyć wybory do sejmików dwóch nowych województw, które miały powstać w wyniku podziału.

Teraz projekt ustawy o utworzeniu województwa warszawskiego czeka na decyzję polityczną. Zmiana harmonogramu oznacza, że wybory w tym roku stają się coraz mniej prawdopodobne. Co się stało?

Publikując tekst na ten temat ("Prezes będzie bił się dalej” z 23 lipca), ujawniliśmy koncepcję ‒ jak wynika z naszych informacji ‒ na wczesnym etapie. To spowodowało, że od razu skonsolidowali się przeciwnicy idei, na czele z marszałkiem województwa mazowieckiego Adamem Struzikiem. A to przystopowało zapędy w PiS. Zaczęto też myśleć o możliwych wynikach wyborów w dwóch nowych województwach. O ile PiS był pewny wygranej w województwie mazowieckim, o tyle w stołecznym wygrałaby opozycja. Partia rządząca mogłaby to nawet przełknąć, gdyż w Warszawie PO, Lewica i zwolennicy Szymona Hołowni walczyliby nie z PiS, a między sobą. Ostatecznie jednak pojawiła się obawa, że bez względu na wewnętrzny układ sił w opozycji zostanie to odebrane jako pierwsza porażka PiS po serii wyborczych zwycięstw. ‒ – przyznaje polityk PiS.

Do tego projekt, jak to często w polityce bywa, miał realizować dwa cele: programowy (podziału Mazowsza) i doraźny polityczny, czyli powyborczego przyciśnięcia ludowców. PiS liczył, że PSL ‒ obity po wyborach prezydenckich ‒ będzie łatwiejszym partnerem do rozmów w sprawie koalicji. Tym bardziej że projekt uderzał w Adama Struzika, który jest jednym z najważniejszych polityków w PSL i przeciwnikiem aliansu z PiS. A partii rządzącej chodziło głównie o odwrócenie koalicji w sejmikach. Gdyby to się udało, we wszystkich, poza Pomorzem i nowym województwem warszawskim, rządziłby PiS. Na razie jednak nie ma efektów rozmów z PSL, a ludowcy się raczej utwardzili.

Nacisk na ludowców miał z kolei stanowić straszak do rozmów z koalicjantami PiS. Bo gdyby powstała koalicja z PSL, to spadłoby znaczenie Solidarnej Polski czy Porozumienia. Politycy SP uważają nawet, że to był jedyny cel inicjatywy. Ale tak nie nie jest. Podział Mazowsza od dawna jest w programie PiS, w zeszłym roku zapowiadał to prezes partii. ‒ Nie rezygnujemy z tego pomysłu, najwyżej trochę poczeka ‒ mówi jeden z mazowieckich polityków obozu władzy.

Trudno przymknąć oko na to, że w szykowanej operacji podziału Mazowsza ujawniły się te same błędy, które PiS popełniał przy tego typu inicjatywach. Przede wszystkim to działanie w aurze tajemnicy i z zaskoczenia. Tak było w przypadku próby stworzenia metropolii warszawskiej czy ostatnich zmian w prawie wyborczym ‒ w obu przypadkach partia przysporzyła sobie więcej problemów niż korzyści. A plan, by dokonać istotnej zmiany na mapie administracyjnej kraju w drodze projektu poselskiego ‒ a więc szybką ścieżką, bez konieczności przeprowadzania konsultacji społecznych ‒ nie najlepiej świadczy o czystości intencji.

Problem dotyczy też merytorycznej otoczki przedsięwzięcia. Można zarzucać marszałkowi Adamowi Struzikowi, że w obronie stołków swojego i innych ludowców pokazuje wybiórcze dane, mające świadczyć o tym, że podział regionu zdewastuje finanse okrojonego Mazowsza. Ale przynajmniej jakieś dane prezentuje. PiS nie pokazuje żadnych wyliczeń. Choć politycy tej partii mówią o konieczności podziału, nie dają nawet szansy skonfrontować w merytoryczny sposób ich racji z racjami Struzika czy władz stolicy.

Dziwi to tym bardziej, że argumenty merytoryczne, dotychczas przedstawione przez PiS, są rozbrajane jeden po drugim, a partia niewiele robi, by to zastopować. Oczywiście jest to w dużej mierze związane z brakiem politycznych rozstrzygnięć w tej sprawie i brakiem samego projektu. To skutecznie wiąże usta politykom PiS, którzy zazwyczaj nam mówią, że z chęcią o sprawie porozmawiają, ale dopiero, gdy (albo jeśli) projekt trafi do Sejmu.

Jak dotąd wśród koronnych argumentów PiS za podziałem województwa było to, że na ogół w krajach UE, np. w Niemczech, region stołeczny jest wydzielony oraz że po zmianach lepiej zagospodarowane będą środki unijne. Ten ostatni argument w samym rządzie budzi mieszane uczucia – tę sprawę w dużej mierze załatwił już w 2018 r. podział statystyczny regionu. Poza tym ‒ jak wynika z przecieków z Komisji Europejskiej – utworzenie dwóch województw nie wpłynie na intensywność wsparcia dla Warszawy i okolic. A dodatkowo skomplikuje konsumpcję eurofunduszy, do obsługi których konieczne byłoby powołanie nowej instytucji. Na to politycy PiS odpowiadają, że chodzi o to, by Struzik nie rozdzielał eurofunduszy według klucza politycznego. Jeśli tak jest, to dlaczego tego nie udowodnić ‒ zorganizować konferencję prasową, przedstawić materiały, pokazać dziennikarzom nieprawidłowości, zainteresować sprawą np. Europejski Urząd ds. Przeciwdziałania Nadużyciom ‒ i tym samym przyszykować dobry grunt pod projekt ustawy podziałowej?

Z kolei na pytanie o to, z czego miałoby się utrzymać dużo mniej zamożne województwo mazowieckie (bez Warszawy, a więc głównej bazy dla wpływów z CIT), słyszymy, że przecież biedniejszy region otrzyma janosikowe od bogatszego województwa warszawskiego. Ile? Nie wiadomo ‒ resort finansów potwierdził nam, że na dziś nie da się obliczyć ewentualnych wpłat regionu stołecznego.

Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że choć na razie entuzjazm w PiS wokół podziału Mazowsza radykalnie opadł, to jednak w ostatniej chwili coś się odmieni ‒ zwłaszcza że PiS kupił sobie czas, przesuwając posiedzenie Sejmu z 7 na 14 sierpnia. Wówczas może ruszyć pisowski blitzkrieg i okaże się, że obecny jałowy bieg to tylko taktyczne uśpienie czujności politycznych adwersarzy.

PiS chciał zmusić PSL do ustępstw przy rozmowach o koalicjach w sejmikach. Jak na razie bez efektu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj