Przede wszystkim prostuję: to nie pomysł minister Hall, bo o takiej potrzebie mówi się od lat. Pytanie brzmi: jak to zrobić? I czy sposób, który zaproponowała pani
minister, jest właściwy.
Nie. Istotą tej zmiany jest to, żeby dzieci o rok wcześniej rozpoczynały naukę w szkole, a zarazem wcześniej zdawały maturę, czyli w wieku 18 lat, gdy osiągają pełnię praw obywatelskich.
Nie można tych dwóch spraw rozdzielać. Tymczasem minister Hall mówi o sześciolatkach i nie wspomina, co dalej. I dlatego jest to jeden z powodów uznania projektu za niezbyt dobrze
przygotowany.
Weto to decyzja czysto polityczna, trudno mi ją komentować.
Merytorycznie sprawa jest mocno nieprzygotowana. Mówię to jako dziadek dwojga siedmioletnich wnuków, które w tym roku poszły do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Widzę na ich przykładzie,
jaki będzie problem z posyłaniem dzieci rok wcześniej. W tej chwili program pierwszej klasy nie jest skoordynowany z programem przedszkola. To, jak przygotowane jest dziecko, to czysty przypadek,
zależy od tego, do jakiego przedszkola chodziło. Moje wnuki chodziły do bardzo dobrego przedszkola i zrealizowały tam sporą część programu pierwszej klasy. Teraz poszły do szkoły i się tam
trochę nudzą. Mówią: dziadku, teraz mamy mniej pracy niż w przedszkolu. Gdyby do pierwszej klasy trafiły sześciolatki dobrze przygotowane, po dobrym przedszkolu, to nie byłoby większego
problemu, ale takich przedszkoli jest wciąż niewiele.
Projekt pani minister nie do końca uwzględnia też mentalność dzieci sześcioletnich. W tym wieku doskonale uczą się one podczas zabawy. Trzeba więc naukę tak im zorganizować, aby nie tylko uczyły się poważnie w ławkach szkolnych.
Minister Hall w sensie ideowym kontynuuje reformę roku 1999. I nie można widzieć w jej działaniach tylko hasła: "sześciolatki do szkół", które niczego nie załatwia. Zbyt
wiele bowiem jest niewiadomych: jak ten program będzie wyglądał dalej. System edukacji jest potwornie złożony i każda zmiana wywołuje skutki w wielu innych jego obszarach, reforma musi być
spójna systemowo.
Moje odczucia nie są tak jednoznaczne. Z wielką radością powitałem na stanowisku ministra edukacji panią Katarzynę Hall, z którą miałem przyjemność współpracować w czasach, kiedy
byłem ministrem. Uradowałem się więc, gdy jako pierwsza powiedziała, że chce dokończyć moją reformę. Jednak przypuszczam, że polityka spowodowała, że się w swoich działaniach
pogubiła. Powodem może być to, że nie jest członkiem PO i nie ma wystarczająco silnego poparcia politycznego dla swoich pomysłów. Byłoby smutno, gdyby z jej reformy zostało tylko hasło:
"sześciolatki do szkół".
Z kolei reformie najbardziej zaszkodzili dwaj bardzo polityczni, by nie rzec partyjni, ministrowie: Krystyna Łybacka reprezentująca przede wszystkim interesy SLD oraz Roman Giertych, który przez edukację chciał wzmacniać LPR. Minister Łybacka na powrót scentralizowała system edukacji i podobnie jak minister Giertych z matury uczyniła problem polityczny. Obydwoje, by przypodobać się tysiącom dziewiętnastolatków i pozyskać ich głosy wyborcze, manipulowali przy nowej maturze.
Tak, ale potem to wszystko się rozsypało. Nie trzeba likwidować kuratoriów, wystarczyło część ich kompetencji przekazać organom prowadzącym szkoły (np. samorządom). Przekazywanie
prowadzenia szkół publicznych innym podmiotom niż samorządy, np. stowarzyszeniom rodziców, należało tak zaprojektować, by nie istniała groźba komercjalizacji edukacji. Oświata musi
pozostać jedną z najważniejszych misji, za którą odpowiada państwo.
Minister miała parę dobrych propozycji, m.in. inne określenie pensum, ale w końcu ze wszystkiego się wycofała. Niestety nie skorzystała z mojej rady stworzenia wzorem nauczycieli akademickich
elastycznych płac i godzin pensum. Ustawowo określane byłyby minima pensum i tzw. widełki płac, a decyzje szczegółowe należałyby do organów prowadzących szkoły. Przypuszczam, że to
bardzo nie spodobałoby się centralom związkowym.
To także stary temat. Pamiętajmy, że tu nie chodzi o przedmiot obowiązkowy z tzw. kanonu, ale religia miałaby trafić na listę tzw. przedmiotów obieranych. Nie ma w tym nic złego, by była
taka możliwość. Dzięki niej uczeń pragnący studiować teologię mógłby wybrać na maturze religię, tak jak uczeń idący na medycynę wybiera biologię.
*Mirosław Handke, profesor nauk chemicznych, minister edukacji narodowej w rządzie Jerzego Buzka, autor reformy szkolnictwa wprowadzonej za rządów AWS