Dziennik.pl logo

Protesty rzadko kiedy są pokojowe i bezkrwawe. A jednak szukamy ich i im kibicujemy

26 grudnia 2021, 11:01
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Protest przeciwko lex TVN w Warszawie
<p>Protest przeciwko lex TVN w Warszawie</p>/Agencja Gazeta
Ruchy protestu są nieczęste, trudne i pełne sprzeczności, rzadko kiedy pokojowe i bezkrwawe. A jednak dziś mówimy o nich więcej, szukamy ich dookoła siebie i im kibicujemy.

Jedno z najczęściej i najbardziej bezczelnie nadużywanych słów. „Rewolucyjne” pomysły, technologie, ruchy społeczne i protesty często są w rzeczywistości równie wywrotowe i doniosłe jak „rewolucyjne” garnki, opiekacze do chleba i patyczki do uszu, które wciskają nam sprzedawcy telezakupów. Słowo to w marketingu i public relations może irytować i wprowadzać w błąd, być męczące, ale da się z tym żyć. Gdy jednak mówimy o polityce i życiu społecznym, przedawkowanie haseł „rewolucji” może szkodzić. Gdy się jej spodziewamy, wypatrujemy za każdym rogiem i wychowujemy kolejne roczniki absolwentów historii, nauk społecznych i studiów międzynarodowych w kulcie tej lub innej rewolucji – często zakłamanym i karykaturalnym – może naprawdę zaszkodzić. A w najgorszym razie nawet doprowadzić do tragedii. Nie raz i nie dwa w XXI w. rewolucyjne nadzieje – podkręcane przez komunikację online i popkulturę – utopiono we krwi.

W rzeczywistości przykładów politycznych rewolucji, co do których historycy przynajmniej nie mają wątpliwości, że się odbyły i osiągnęły początkowe cele, jest kilka – amerykańska rewolucja republikańska z XVIII w., chińska rewolucja komunistyczna Mao, rewolucja francuska i ta nieomal równoczesna na Haiti przeciwko Francuzom. Nawet rosyjska rewolucja październikowa, przykład niby oczywisty, ma swoje drugie i trzecie dno. Jak pokazała historyczka Sheila Fitzpatrick, przewrót bolszewików mógł być tak naprawdę tylko wstępem do serii kolejnych mniejszych i większych aktów rewolucji i kontrrewolucji, czystek, zamachów, represji i reform, które ciągnęły się jeszcze po śmierci najważniejszych rewolucjonistów. Są ludzie, którzy – jak marksistowski historyk Eric Hobsbawm – całe swoje długie życie i tysiące stron poświęcili opisaniu tylko jednej rewolucji, tej kapitalistycznej, i wciąż nie wyczerpali tematu. Inni, jak polski psychoanalityk i filozof Andrzej Leder, autor „Prześnionej rewolucji” o zmianie struktury społecznej i nowym powojennym porządku w Polsce, pisali lapidarnie i efektownie (co tylko prowokuje krytyków i polemistów do rozwlekłych odpowiedzi oraz ciągnących się miesiącami i latami sporów).

Prawdziwe rewolucje społeczne są jednak nieczęste, trudne i pełne wewnętrznych sprzeczności, rzadko kiedy pokojowe i bezkrwawe. A jednak właśnie w ostatnich latach – pokojowych, względnie stabilnych i dla coraz większej części świata również sytych – mówimy o nich więcej, szukamy ich dookoła siebie i im kibicujemy.

Skąd ta chęć rewolucji? I dlaczego tak często nic z marzeń o niej nie wychodzi?

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

*Autor jest publicystą, prowadzi bloga dymek.substack.com
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Jakub Dymek
publicysta „Przeglądu”, dymek.substack.com
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj