Dziennik Gazeta Prawana logo

Awantura, przepychanki i okrzyki "kłamca" podczas smoleńskiej miesięcznicy

10 stycznia 2025, 14:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego przerywały okrzyki "kłamca"
Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego przerywały okrzyki "kłamca"/PAP
Jak co miesiąc Jarosław Kaczyński razem z przedstawicielami PiS uczcili pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej. Złożyli też kwiaty przed pomnikami przy placu Piłsudskiego. Podczas przemówienia szefa partii wznoszono okrzyki "kłamca". Doszło też do awantury podczas składania wieńców.

Prezes PiS wraz z delegacją polityków partii w piątek rano uczestniczyli w nabożeństwie w intencji ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, a następnie złożyli wieńce przed pomnikami: prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku na placu Piłsudskiego.

"Dość kłamstw"

Przed pomnikiem zgromadzili się też protestujący sprzeciwiający się obchodom, którzy skandowali: "Dość kłamstw", "Skończ tę polityczną imprezę",

Kaczyński zwrócił uwagę, że ta sytuacja powtarza się co miesiąc. Dodał, że prawo przewiduje, iż demonstracje, które mają za jedyny cel zakłócić inne demonstracje są zakazane, i że policja powinna je trzymać co najmniej na 100 metrów od demonstracji, która jest atakowana. "Ale niestety, to ciągle nie jest przestrzegane. Policja nie wykonuje tego zadania. Jak sądzę dlatego, że ma taki rozkaz, i to jest z całą pewnością w ostatecznym rachunku rozkaz z samej góry" - ocenił szef PiS.

Jarosław Kaczyński o "ludziach Putina"

Tu słyszymy bez przerwy "", słyszymy propagandę putinowską. W tej sytuacji, która jest niezgodna z prawem, niezgodna z tradycją polskiej kultury, o czym mówi sam premier, mamy do czynienia ze stanem, w którym trzeba sobie jasno powiedzieć: w Polsce Putin ma takie wpływy, że może wszystko. Może tych ludzi tutaj przysyłać po to, by zakłócali te uroczystości - powiedział Jarosław Kaczyński podczas miesięcznicy smoleńskiej (10 stycznia).

Awantura przed pomnikiem

Podczas obchodów doszło do awantury. Gdy aktywista Zbigniew Komosa chciał złożyć wieniec z napisem o "ofiarach Lecha Kaczyńskiego", przed pomnikiem smoleńskim wywiązała się szarpanina. Przepychających się ludzi rozdzielali policjanci.

"Chciałem złożyć wieniec. Mam otarcia, ale nie o to tutaj chodzi. Chodzi o to, że nadal, mimo że tutaj jest zgłoszone nasze zgromadzenie, w tej chwili nie pozwala nam się podejść do pomnika kłamstwa smoleńskiego, który stoi w przestrzeni publicznej. Jeśli coś stoi w przestrzeni publicznej, a tylko wybrani mogą do niego podejść, to powinien z przestrzeni publicznej zniknąć - ocenił Zbigniew Komosa w rozmowie z "Faktem".

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria, najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj