Magdalena Rigamonti: Mówiłam, że będziemy rozmawiać o gotowaniu.
Reklama
Anda Rottenberg: No właśnie.
Małgorzata Omilanowska-Kiljańczyk: I o świętach.
I polityce.
M.O.-K.: Na politykę się do końca nie umawiałyśmy.
Reklama
Polityka kulinarna.
M.O.-K.: W pandemii grupa przyjaciół różnych talentów, ale kompletnych dyletantów kulinarnych, nieznających się na gotowaniu, wymienia się przepisami, które mają dwie cudowne zalety: po pierwsze są sprawdzone, powtarzane od lat i ktoś to je, a po drugie są proste.
Grupa przyjaciół zainspirowana przez Andę Rottenberg, w poczuciu bezradności zaczyna rozmawiać o jedzeniu.
A.R.: To są rozmowy o życiu i jedzeniu, również w czasach, kiedy wielu artystów nie ma co do garnka włożyć.
Sałatka z kartofli, cebuli, soli, pieprzu. Jak za stanu wojennego.
A.R.: I z czasów wojny - jak przepis Małgosi Niezabitowskiej odziedziczony po babci Lili.
M.O.-K.: Są potrawy Andrzeja Stasiuka, Olgi Tokarczuk, Leona Tarasewicza i Zbigniewa Hołdysa.
Protesty nic nie dają, listy poparcia bądź potępienia nic nie dają, nie działają na władzę.
M.O.-K.: Listy poparcia dają sygnał.
A.R.: Pokazują niezgodę.
Czyli nic nie dają.
M.O.-K.: Dziś nie podejmę się wzywania do wyprowadzenia środowisk artystycznych na barykady w obronie Zachęty czy innych instytucji, w obronie niezależności i wolności sztuki. Nie podejmę się, bo teraz trzeba walczyć o to, żeby ludzie na granicy nie umierali. A umierają. W katolickim kraju, który ma na ustach chrześcijańskie wartości, w XXI w. umierają ludzie w lasach. Z głodu, z zimna, z wyczerpania.
A.R.: Pamiętam zimę stulecia, przełom lat 1978 i 1979. Ściany śniegu. Chodziłam na spacery z psem i spotykałam Marka Grońskiego, a on mnie spytał, kiedy to się wszystko sypnie.
Ta komuna?
A.R.: Mówiłam, że już niedługo, bo przyjdzie moment, w którym ludzie będą mieli więcej do zyskania niż do stracenia. I kiedy nie będą już mieli nic do stracenia, to ruszą. Ten moment, w którym społeczeństwo biednieje, w którym mu się zamyka różne możliwości, a władza robi się coraz bardziej arogancka, znowu nadchodzi.
M.O.-K.: Ludzie w większości nie mają poczucia, że potrzebują być wolni, bo nie rozumieją, na czym polega wolność.
A.R.: Dopóki ktoś im nie wchodzi do domu i tej wolności nie zabiera.
M.O.-K.: Pojęcie wolności jest rozciągnięte, niejasne. Poza tym wielu z nas ma zakodowane, jeszcze z czasów plemiennych, że potrzebuje wodza.
A.R.: A jak się ma wodza, to się przestaje być odpowiedzialnym za cokolwiek... Więc proszę nam nie zadawać pytań o to, co robić, jak postępować. My rozumiemy, czym jest wolność, czym jest kultura i ubolewamy nad rozkładem państwa, ale w Polsce takich ludzi nie liczy się na miliony.
*Anna Rottenberg to historyczka, kuratorka i krytyczka sztuki, w latach 1993–2001 dyrektorka Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. Ostatnio wydała książkę „Kuchnia towarzyska i uczuciowa”. Małgorzata Omilanowska-Kiljańczyk to historyczka sztuki, profesor nauk humnistycznych, w latach 2014–2015 minister kultury i dziedzictwa narodowego.