DGP: „Pokolenie mojej mamy weszło w czasy sowieckie z silnym poczuciem ukraińskiej tożsamości i dumy” - mówi pan w rozmowie z Izabellą Chruślińską („Zrozumieć Ukrainę. Historia mówiona”, Krytyka Polityczna 2022). Czy to znaczy, że Ukraina nigdy nie rozpuściła się w Rosji?

Reklama
Jarosław Hrycak: Karło Zwiryńskyj,awangardowy ukraiński artysta, który urodził się w wioseczce na głuchej prowincji, wspominał, że w latach 20. XX w. niemal nikt nie mówił tam o sobie, że jest Ukraińcem, bo większość czuła się Rusinami. W latach 30. było już odwrotnie.
Te 10 lat przyniosło tak wielką zmianę?
Koniec lat 20. okazał się decydujący w procesie kształtowania ukraińskiej tożsamości wśród włościan. I to na ten właśnie okres przypadało dzieciństwo mamy i taty.
Co ukształtowało to pokolenie?
Paradoksalnie polityka międzywojennej Rzeczpospolitej. Warszawa w tym okresie chciała spolonizować Ukraińców i Białorusinów. A więc ukraińskie dzieci słyszały w szkołach wyłącznie o wielkiej kulturze i historii narodu polskiego, podczas gdy kultura i historia narodu ukraińska - jeśli w ogóle - były przedstawiane jako prymitywne, a nawet barbarzyńskie. Drugim elementem - obok silnego poczucie poniżenia - była wielka bieda. Galicja już w czasach Habsburgów była symbolem nędzy, a w trakcie I wojny światowej sytuacja jedynie się pogorszyła. Nie tylko z powodu samego konfliktu - po prostu Wiedeń zabronił galicyjskim chłopom emigrować do Kanady czy USA. Mój ojciec wcześnie został sierotą, a głównym jego wspomnieniem z dzieciństwa był głód. Zapamiętał dobrze jeden obraz: polskie dzieci jedzą na festynie w jego wsi bułeczki z masłem, a kiedy zobaczyły, że przyglądają im się ukraińscy rówieśnicy, to na złość im zaczęły grać w piłkę nożną tymi bułeczkami.