"Nie wiem, czemu zabraliście się akurat za mnie. To, co panu powiem, nie jest do publikacji, tylko między nami. Wiem, że w Sejmie jest pewna pani, która na taksówki wydaje dużo więcej niż ja" - powiedział "Faktowi" do słuchawki rozżalony Bosak. "Na dodatek wozi ją ciągle ten sam kierowca" - dodał. Po co opowiadał "Faktowi" takie rzeczy?
Chciał odwrócić uwagę od tego, co sam wyprawia - uważa bulwarówka. W sobotę "Fakt" opisał, jak to Bosak na próby do "Tańca z gwiazdami" wozi się na fakturę Kancelarii Sejmu. To bulwersujące, żeby za wygody młodego parlamentarzysty musieli płacić z własnej kieszeni Polacy. A jak udało się ustalić "Faktowi", przez półtora miesiąca Bosak wyjeździł aż 1500 zł!
On jednak twierdzi, że nie jest to kwota porażająca, a inni wydają więcej. Kto? "Pewna pani, która była ze mną w programie" - zdradza tajemniczo Bosak. I wszystko staje się jasne. Chodzi o posłankę Sandrę Lewandowską, która wyleciała z "Tańca z gwiazdami" już w drugim odcinku.
Podróżami piękności z Samoobrony "Fakt" obiecuje wnikliwie się zająć. Tymczasem Krzysztof Bosak powinien przeprosić. Kogo? Polaków za to, że wyrzuca w błoto ich pieniądze. I koleżankę z sejmowej ławy za to, że tak skwapliwie na nią doniósł - uważa "Fakt".