Członkowie tej organizacji nie powinni występować jako katolicy. W Kościele jest duży pluralizm, mieszczą się w nim osoby mające na wiele spraw różne poglądy,
jednak jest pewien zakres nauczania, który nie może być dowolny. Bycie katolikiem oznacza przyjęcie nauczania Kościoła, a także posłuszeństwo wobec orzeczeń Urzędu Nauczycielskiego
Kościoła, który ma głos decydujący w sprawach doktryny i moralności. Dlatego to, co robią Katolicy na rzecz wyboru, jest nie tylko nieuczciwe i irytujące, ale wręcz nielogiczne. Jeśli w
zasadniczych sprawach mają inne poglądy niż Kościół katolicki, to powinni z niego odejść. Tymczasem oni stawiają się w roli papieża i sami chcą określać swoją wiarę. Jezus Chrystus
wyznaczył do określania przekazu wiary biskupów z papieżem i tak jest w Kościele katolickim od ponad dwóch tysięcy lat. Dlatego członkowie tej organizacji powinni występować we własnym
imieniu, a nie katolików.
Choć Kościół nie jest partią, posłużę się tu pewną analogią. Wyobraźmy sobie, że do jakiejś partii zapisuje się grupa osób, która początkowo milczy, ale po pewnym czasie zaczyna
głosić poglądy sprzeczne z szefem tego ugrupowania i jego kierownictwem. To byłaby nikczemna próba przejęcia tej partii od środka. Podobnie postępują Katolicy na rzecz Wyboru, próbując
przechwycić władzę w Kościele katolickim i decydować o jego doktrynie.
W takiej sytuacji powinien poddać ten problem pod ocenę Urzędu Nauczycielskiego Kościoła i poczekać na jego orzeczenie. Na pewno nie może twierdzić z całkowitą pewnością, że to on ma
rację, a biskupi i papież się mylą. A tak zachowują się Katolicy na rzecz Wyboru. Taka postawa prowadzi do absurdu, co widać na przykładzie niekatolickich kościołów, w których nie ma
jednego ośrodka decydującego o zasadach wiary. Na przykład w Kościele anglikańskim kobiety są wyświęcane na biskupów, część duchownych popiera małżeństwa gejowskie i aborcję, są też
tacy, którzy twierdzą, że właściwie to Boga nie ma, a z drugiej strony część ma poglądy bliskie Kościołowi katolickiemu.
Kościół może ogłosić, że dana organizacja nie reprezentuje jego poglądów, mimo że używa w nazwie słowa "katolicy", i wiem, że tak robi. Tak samo może zdystansować
się wobec teologów, którzy mają poglądy niezgodne z jego nauczaniem. Wszystko to jednak odbywa się na płaszczyźnie kościelnej, natomiast w wymiarze prawa państwowego nie może nikomu
zabronić używania słowa "katolicyzm".
Na pewno ich działalność jest niebezpieczna dla tożsamości Kościoła katolickiego, bo zamazuje przekaz wiary, naszą wyrazistość. Stąd nie dziwi mnie, że zaprosiły ich skrajnie
feministyczne środowiska występujące przeciwko Kościołowi. Uważam jednak, że nie należy jakoś przesadnie reagować, bo to tylko nagłośni ich działalność. Radziłbym przemilczeć ich
aktywność, ewentualnie wydać krótki komunikat, że nie reprezentują oni nauczania Kościoła. Dyskusja z nimi nie ma sensu.
o. Dariusz Kowalczyk*: prowincjał jezuitów.