Według Jarosława Kaczyńskiego, pomysł albo przynajmniej zgoda na rozpracowywanie wyszły z Belwederu, a konkretnie od ówczesnego prezydenta, Lecha Wałęsy. Premier oskarżył też szefa
prezydenckiej kancelarii, Mieczysława Wachowskiego. "Był na pewno tym, który to popierał, być może taką propozycję przedstawił" - tłumaczył Jarosław Kaczyński. I
dodał, że to właśnie Wachowski mógł potem całą sprawę nakręcać.
Premier tłumaczył, że o wszystkim tym wie, bo był wtajemniczony w to, co się wtedy działo w prezydenckich gabinetach. Ale nie ma szans, żeby znaleźć w materiałach choćby słowo na ten
temat.
"To jest tak chore, jak chorzy są Kaczyńscy" - tak zeznania premiera skomentował były prezydent Lech Wałęsa. I dodaje, że nie miał nic wspólnego z rozpracowywaniem prawicy
- mówi, że służby specjalne robiły to ze służbowego obowiązku. "Robili przecież różne głupoty, palili jakieś kukły" - tłumaczył Wałęsa w radiu RMF FM. A
Mieczysław Wachowski, były szef jego kancelarii, słowa Jarosława Kaczyńskiego nazwał bredniami.
Wszystkie te rewelacje znalazły się w odtajnionych przez Sąd Okręgowy w Warszawie protokołach z przesłuchań. Co ciekawe, w swoich zeznaniach premier nie wspomniał nawet o Hannie Suchockiej
i Janie Rokicie. A za czasów, kiedy partie prawicowe były rozpracowywane, to właśnie Suchocka była premierem, a Rokita - szefem Urzędu Rady Ministrów.
Premier zeznawał na początku października w związku ze sprawą płk. Jana Lesiaka. 61-letni były esbek jest oskarżony o rozpracowywanie i rozbijanie partii, które sprzeciwiały się ówczesnym
władzom. Lesiak nie przyznaje się do winy. A grożą mu trzy lata więzienia.