Dwa lata temu grupa niemieckich i polskich prawników powołanych przez oba rządy uzgodniła opinię, że nie ma żadnych podstaw do jakichkolwiek roszczeń majątkowych wobec naszego kraju. Wśród nich był prof. Jan Barcz, który i teraz powtarza, że pozwy Powiernictwa Pruskiego - jeśli dotyczą zwrotu mienia na dawnych ziemiach niemieckich - nie mają szans przed Trybunałem w Strasburgu.
Prof. Barcz przypomina, że i kanclerz Schroeder, i kanclerz Merkel zapewnili, że niemiecki rząd nie będzie wspierał takich roszczeń. A w świetle prawa międzynarodowego jest to wiążące.
O tych zobowiązaniach pamiętają też Niemcy. O ustaleniach polskich i niemieckich prawników przypomina Klaus Bachman z Centrum im. Willy'ego Brandta. Dalej mówi wręcz, że Powiernictwo Pruskie to "niepoważna organizacja, która cierpi na brak funduszy i ekspertów, i która postanowiła porwać się z motyką na słońce". Ekspert dodaje, że ta sprawa nie powinna zaszkodzić polsko-niemieckim stosunkom.
Innego zdania jest wiceszefowa klubu parlamentarnego SPD. Angelika Schwall-Duren martwi się, że pozwy przygotowane przez ekipę Rudiego Pawelki sprawią, że z Berlina do Warszawy będzie jeszcze dalej. Ale i ona podkreśla, że w żadnym prawie nie ma przepisów pozwalających Powiernictwu Pruskiemu liczyć na powodzenie swoich zabiegów.