Minister zdrowia Zbigniew Religa chce, aby rząd dał 30 mln zł na budowę sztucznego serca. Problem w tym, że na koordynatora tego programu wyznaczył Fundację Rozwoju Kardiochirurgii, której do niedawna sam był prezesem - pisze DZIENNIK.
Koszty projektu Religi są wyjątkowo wysokie - tak uważa wiceminister nauki Krzysztof Kurzydłowski, który nie chce wykładać pieniędzy na projekt Religi. Główny
zarzut dotyczy wynagrodzeń, które będą otrzymywali pracownicy Fundacji i innych instytucji realizujących program. Mają one pochłonąć aż 40 proc. sumy, którą rząd miałby przeznaczyć na
projekt!
Tymi zastrzeżeniami zdziwiony jest Religa. "W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że za ludzką pracę płaci się najmniej. A w nauce przecież to ona jest najważniejsza" - mówi szef resortu zdrowia.
Co ciekawe, kosztorys został sporządzony przez potencjalnego beneficjenta programu forsowanego przez ministra zdrowia, czyli Fundację. Także i ona nic sobie nie robi z zarzutów resortu nauki. "Kosztów jest bardzo dużo, ale nie da się z tym nic zrobić. Tak to zaplanowano i tak już zostanie" - twardo zapowiada zastępca kierownika pracowni sztucznego serca FRK Adam Jarosz.
Sposobem finansowania programu zaniepokojona jest także Fundacja Batorego, która zajmuje się problemem korupcji w służbie zdrowia. "Te wydatki trzeba będzie sprawdzać. Dochodzą do mnie sygnały, że Fundacja ma tendencje do przejadania pieniędzy. Niezręczna jest tu także rola pana ministra. Rodzi się pytanie, czy on sam nie będzie mógł korzystać z tych środków" - obawia się Adam Kozierkiewicz z Fundacji Batorego.
Tymi zastrzeżeniami zdziwiony jest Religa. "W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że za ludzką pracę płaci się najmniej. A w nauce przecież to ona jest najważniejsza" - mówi szef resortu zdrowia.
Co ciekawe, kosztorys został sporządzony przez potencjalnego beneficjenta programu forsowanego przez ministra zdrowia, czyli Fundację. Także i ona nic sobie nie robi z zarzutów resortu nauki. "Kosztów jest bardzo dużo, ale nie da się z tym nic zrobić. Tak to zaplanowano i tak już zostanie" - twardo zapowiada zastępca kierownika pracowni sztucznego serca FRK Adam Jarosz.
Sposobem finansowania programu zaniepokojona jest także Fundacja Batorego, która zajmuje się problemem korupcji w służbie zdrowia. "Te wydatki trzeba będzie sprawdzać. Dochodzą do mnie sygnały, że Fundacja ma tendencje do przejadania pieniędzy. Niezręczna jest tu także rola pana ministra. Rodzi się pytanie, czy on sam nie będzie mógł korzystać z tych środków" - obawia się Adam Kozierkiewicz z Fundacji Batorego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|