Już rano, po publikacji w "Fakcie" o limitach na porody, minister Religa zapowiedział, że skonsultuje się w tej sprawie z szefem NFZ, Andrzejem Sośnierzem. A po rozmowie z nim zapewnił dziennik.pl, że każda ciężarna, która ma termin porodu pod koniec roku, będzie normalnie przyjęta na porodówkę.
To dobra wiadomość. Bo zanosiło się, że w grudniu ciężarne mogą mieć problem ze znalezieniem placówki, w której będą mogły urodzić. "Fakt" ujawnił, że NFZ może nie oddać szpitalom pieniędzy za porody przyjęte przez lekarzy pod koniec roku.
Wtedy możliwa byłaby dramatyczna sytuacja, kiedy rodząca kobieta jest odsyłana od szpitala do szpitala i sama musi sobie szukać porodówki, która nie zdążyła jeszcze w pełni wykorzystać przyznanego przez Fundusz limitu pieniędzy. Jednak minister Religa uspokaja - ciężarne nie muszą się martwić.
Potwierdza to także rzeczniczka NFZ, Jolanta Kocjan. W rozmowie z IAR tłumaczy, że porody są traktowane jako procedury ratujące życie pacjentki, dlatego Fundusz będzie za nie płacił w pierwszej kolejności. Przyznała jednak, że część oddziałów położniczych w tym roku dostanie mniej pieniędzy.