W resorcie spraw zagranicznych wrze - spodziewane są odwołania z placówek kolejnych osób, raport wymienia bowiem jeszcze kilku attaché wojskowych, pełniących właśnie swoje funkcje za granicą.
Według RMF, do Warszawy wezwano Grzegorza Michalskiego, reprezentującego nasz kraj w Stambule, i Krzysztofa Szumskiego, urzędującego w Pekinie (z tym że w raporcie WSI wymieniony jest
Szumski, ale Stanisław). Jednak placówka w Pekinie zdementowała tę informację. Jeden z dyplomatów podkreślił, że polskie media zrobiły błąd w imieniu - ambasador nazywa się Krzysztof, a
w raporcie o WSI znalazł się Stanisław.
Wcześniej do Polski wezwano ambasadorów w Austrii i Kuwejcie. Nazwiska Marka Jędrysa i Kazimierza Romańskiego również znalazły się w raporcie przygotowanym przez likwidatora Wojskowych
Służb Informacyjnych Antoniego Macierewicza.
Wiele wskazuje na to, że ludzie ci zostaną odwołani. Ale prezydent powiedział wczoraj, że najpierw chce w tej sprawie porozmawiać z szefową MSZ.
Były szef MSZ Adam Rotfeld tłumaczy w radiu TOK FM, że jest normalną rzeczą umieszczanie w placówkach agentów wywiadu. "Na przykład, jeżeli chodzi o attachaty wojskowe, to wszyscy
uważają, że jest to zalegalizowana forma wywiadu" - wyjaśnia były minister. Ale zastrzega, że "nie jest rzeczą normalną, żeby polskich przedstawicieli za granicą
prezentować obcym służbom jako pracowników wywiadu".