"Odwołałem się do wspólnego celu, jaki przyświecał nam od ponad 30 lat" - zdradził kulisy rozmów obu polityków premier. Spotkali się przed południem, by omówić przyszłość Dorna, który właśnie wrócił z urlopu. Potem razem poszli na posiedzenie rady ministrów. Wreszcie razem pojawili się na konferencji prasowej.
Wicepremier Dorn ma być faktycznym pierwszym zastępcą premiera. Będzie za niego prowadził posiedzenia rady ministrów, gdy sam nie będzie mógł tego robić. "Będzie to zdarzało się częściej niż dotąd" - dodał Kaczyński.
Ludwik Dorn sam przyznał, że przekonanie go do pozostania na stanowisku nie było trudne po oczyszczeniu go z prasowych zarzutów. O co chodziło? Media donosiły, że zastępca komendanta głównego policji gen. Waldemar Jarczewski miał niejasne powiązania z poszukiwanym listem gończym senatorem Henrykiem Stokłosą.
"Ani nie było najmniejszych nawet związków między panem premierem Dornem a panem Stokłosą, ani też nie było tak, że CBŚ blokował sprawę układu warszawskiego" - uciął te plotki premier Kaczyński.
Do dziś Dorn był na urlopie, którego zażądał, grożąc, że w ogóle odejdzie z rządu.
Poszło o informacje o jego konflikcie z ministrem sprawiedliwości. Wcześniej - ponad tydzień temu - odszedł z MSWiA. Miał zrezygnować po sporze o to, jak policja powinna współpracować z prokuraturą. Ale pozostał wicepremierem.
Jarosław Kaczyński powołał komisję do zbadania sprawy. Na jej czele stanął minister w jego kancelarii, Adam Lipiński. Dziś premier powiedział, że przygotowany przez nią raport oczyszcza Ludwika Dorna z zarzutów stawianych mu przez prasę. Zapewnił, że był przekonany, iż tak się stanie.