Lech Wałęsa przyznaje, że kiedy mówił o Lechu Kaczyńskim "dureń", nie mógł akurat znaleźć innego określenia. Wałęsa nie zaprzecza też, że był wtedy bardzo zdenerwowany. W swoim blogu internetowym na wp.pl porównuje się do Józefa Piłsudskiego i twierdzi, że w tej konkurencji i tak wypada lepiej, bo marszałek nie szczędził polskim politykom jeszcze ostrzejszych sów.
Lech Wałęsa przeprasza też wszystkich Polaków, którzy poczuli się dotknięci jego wypowiedzią. Ale odpowiedzialność za nią zrzuca na braci Kaczyńskich, którzy - jak twierdzi - zmusili go do tego swoimi działaniami. Przypomina też demonstrację zorganizowaną przeciw niemu w 1991 roku, kiedy to spalono kukłę Wałęsy.
Jednak Wałęsa będzie się musiał przede wszystkim tłumaczyć przed prokuraturami. Bo już w dwóch są zawiadomienia o popełnieniu przez niego przestępstwa znieważenia głowy państwa. Jak pisze DZIENNIK, autorem jednego są posłowie PiS, a drugiego mieszkaniec Piły. Czy były prezydent stanie przed sądem? O tym prokuratorzy mają zdecydować w ciągu najbliższych dni. Możliwe, że powołają nawet biegłego językoznawcę, który oceni, czy słowo "dureń" można uznać za zniewagę czyjejś godności.
Lechowi Wałęsie puściły nerwy po ujawnieniu raportu z weryfikacji WSI. Wymienia się tam jego nazwisko jako jednego z odpowiedzialnych za przekraczającą prawo działalność tych służb.