Decyzja rady stolicy nie była zaskoczeniem - większość mają w niej politycy PO. Posiedzenie rady to odpowiedź na pismo byłego już wojewody Wojciecha Dąbrowskiego. Chciał on, by radni stwierdzili wygaśnięcie mandatu Gronkiewicz-Waltz. Na podjęcie decyzji dał im 30 dni - termin mija 1 marca. Nie zrobili tego, więc o odwołaniu pani prezydent może zdecydować teraz sam wojewoda Jacek Sasin.
A ten już dziś zapowiedział, że po 1 marca wyda odpowiednie zarządzenie. Jacek Sasin wyjaśnił, że nie będzie czekał na opinię sądu administracyjnego w sprawie mandatu Gronkiewicz-Waltz. Zamiast tego od razu wystąpi o powołanie komisarza w stolicy.
Całe zamieszanie dotyczy oświadczenia majątkowego Hanny Gronkiewicz-Waltz. A ściślej - oświadczenia o działalności gospodarczej jej męża. Wojewoda utrzymuje, że pani prezydent ze złożeniem go spóźniła się o dwa dni. Sama Gronkiewicz-Waltz odpiera zarzuty i tłumaczy, że tak naprawdę nie musiała składać żadnego dokumentu. Tego samego zdania byli radni PO, którzy taki argument umieścili we wniosku o odmowę stwierdzenia wygaśnięcia mandatu pani prezydent.
Dzisiejsze posiedzenie rady od początku było wyjątkowo burzliwe. "Działania byłej pani prezydent i jej czerwono-liberalnej koalicji działają na niekorzyść miasta" - grzmiał Maciej Maciejowski z PiS. "Pani prezydent otrzymała łańcuch, który jest symbolem samorządności i prawa, a nie otrzymała władzy przyniesionej na kaczych bagnetach" - odpowiadał mu Andrzej Golimont z LiD.
W sali obrad stawili się przeciwnicy i zwolennicy odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz ze stanowiska. Wśród przeciwników pani prezydent są m.in. Obrońcy Piwnic Pałacu Saskiego, którzy nie zgadzają się z decyzją Gronkiewicz-Waltz na temat przyszłości piwnic. Przeciwko nim stanęli warszawiacy z transparentami: "Wybór warszawiaków, wyborem radnych", "Wybraliśmy gospodarza, nie chcemy komisarza", "Warszawa bez komisarza". Wśród zwolenników Gronkiewicz-Waltz znalazł się nawet "Lord Vader" - właściwie mężczyzna w masce słynnego bohatera "Gwiezdnych Wojen".
Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała, że jeżeli wojewoda zdecyduje się odebrać jej mandat, to poskarży się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Gdyby przegrała, to warszawiacy do urn poszliby jeszcze raz. Do tego czasu stolicą rządziłby powołany przez premiera komisarz.