"Niewprowadzenie zapisów o ochronie życia do konstytucji przez III RP, stało się zadaniem dla IV RP" - mówił na konferencji Jurek. "To naprawdę imponujące, że 60 proc. posłów głosowało za wprowadzeniem zapisu o ochronie życia do konstytucji. Koledzy z Europy byliby zaskoczeni" - dodał. Zapowiedział jednak, że fakt, iż poprawek jednak przyjąć się nie udało, zmusza go do podania się do dymisji. Na następne posiedzenie Sejmu wprowadza wniosek o odwołanie go z funkcji marszałka Sejmu.

O tym, że Marek Jurek już wcześniej nie wykluczał dymisji, mówił na konferencji prasowej lider PO Donald Tusk. "Jeżeli to się stanie, będzie to protest Jurka przeciwko własnej partii. My taką decyzję przyjmiemy ze zrozumieniem" - powiedział polityk Platformy. "Byliśmy świadkami narastającego konfliktu w PiS. Marszałek Jurek będzie jego pierwszą ofiarą. Po wielu tygodniach tej debaty konstytucja nie będzie zmieniona, ale popsuje się klimat w koalicji" - dodał. "Platforma obroniła obecny kompromis. W przyszłości nie pozwolimy, by lewica naruszyła kompromis aborcyjny" - zapowiedział Tusk.

Ale na drodze od złożenia dymisji do faktycznej zmiany na stanowisku marszałka jest jeszcze głosowanie w Sejmie. Nie wiadomo, czy posłowie pozwolą Markowi Jurkowi odejść. O głosowaniu przeciwko już dziś mówi Samoobrona. "Nie ma powodów, aby Jurek odchodził ze stanowiska marszałka Sejmu. Będziemy głosować przeciwko takiemu wnioskowi" - podkreślił wiceszef partii, Janusz Maksymiuk.

W Sejmie był dziś wyjątkowo gorący dzień. Posłowie głosowali nad propozycjami antyaborcyjnych zmian w konstytucji. Poprawek było pięć - wszystkie przepadły. Takim wynikiem rozczarowany jest premier Jarosław Kaczyński. Po głosowaniach przyznał, że jest zasmucony, bo o odrzuceniu poprawek zdecydowała "nieładna gra polityczna".