Ryszard Kalisz, który w imieniu SLD złożył na Kaczmarka donos w prokuraturze, uważa, że minister nie ma informacji o kontach ludzi lewicy i opowiada nieprawdę. "Minister nie przedstawił żadnych dowodów" - mówi Kalisz. SLD oskarża więc w zawiadomieniu Kaczmarka o przekroczenie uprawnień.

"W Polsce nie toczy się żadne postępowanie karne w sprawie tajnych kont zagranicznych polityków lewicy" - tłumaczy Kalisz. A Szwajcaria przekazuje informacje tylko o kontach osób, przeciwko którym toczy się śledztwo. Kalisz powołuje się też na ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, który po powrocie z wizyty w Szwajcarii informował, że nie wydano mu żadnych dokumentów.

Władze sojuszu - po wypowiedziach Kaczmarka - żądały od niego ujawnienia, którzy politycy mają konta za granicą, a także w jakich bankach zostały one założone, jakie sumy zostały na nich zgromadzone oraz skąd pochodziły wpłacone pieniądze.

Poza wnioskiem do prokuratury SLD złożył w warszawskim Sądzie Rejonowym już dwa pozwy - cywilny i karny. W cywilnym walczy o ochronę dóbr osobistych, a w karnym domaga się wyroku za zniesławienie.

Janusz Kaczmarek ze spokojem powtarza, że tylko sądowi powie, jakie osoby miały konta, w jakich bankach i z kim są powiązane. Zastrzegł, że ujawni te szczegóły, jeśli sąd zwolni go z tajemnicy służbowej.

Pod koniec maja szef MSWiA powiedział, że są politycy z SLD mający konta za granicą, a pieniądze na nich zgromadzone prawdopodobnie pochodzą z przestępstwa. Wymieniano nazwiska byłych prezydenckich ministrów Marka Siwca i Marka Ungiera, ministrów Jacka Piechoty, Wiesława Kaczmarka oraz Mariusza Łapińskiego, a także szefa NFZ Aleksandra Naumana. Wszyscy zaprzeczali.