Choć ostatecznych decyzji należy się spodziewać dopiero pod koniec roku, nowa polityka migracyjna nabiera już konkretnych kształtów. Jak dowiaduje się DZIENNIK, powołany przy premierze specjalny zespół pracuje nad kryteriami, które będą musieli spełnić "kandydaci na nowych Polaków".
Na podstawie tych zaleceń rząd przygotuje projekt ustawy o nowej polityce migracyjnej, którą Sejm powinien przyjąć w przyszłym roku.
"Mile widziani w Polsce będą ci, którzy wykazują dużą zdolność do adaptacji i których kultura jest bliska naszej" - zapowiada Janusz Grzyb, wicedyrektor ds. polityki migracyjnej Ministerstwa Pracy. I dodaje: "Chodzi o Ukraińców, Białorusinów i Rosjan".
To dla obywateli tych krajów rząd zamierza uruchomić pakiet daleko idących zachęt do osiedlenia się w naszym kraju. Wśród tych, które są rozważane, dyrektor Grzyb wskazuje na możliwość studiowania na preferencyjnych zasadach, pod warunkiem pozostania w Polsce, udostępnienie mieszkań socjalnych, pomoc przy znalezieniu pracy, uruchomienie niskooprocentowanych kredytów.
Przyjezdni zza wschodniej granicy, których chciałby zatrudnić polski pracodawca, zapewne od razu otrzymaliby kartę pobytu, którą mogliby co roku odnawiać. Docelowo mogliby się starać o
polskie obywatelstwo.
Jak stworzyć sito, przez które przedostaną się słowiańscy imigranci, ale już nie Afrykańczycy, Azjaci czy Arabowie? Rządowi eksperci analizują, jak to się udało m.in. Kanadyjczykom,
Australijczykom i niektórym krajom Unii Europejskiej.
"Nie chcemy powtórzyć błędów, jakie Niemcy popełnili z Turkami czy Francuzi z Arabami" - mówi dyrektor Grzyb. Naszym władzom bardzo spodobał się wprowadzony w Austrii egzamin z "wartości", jakie wyznaje kandydat na imigranta.
W Polsce zostanie też zapewne zastosowany system przyznawania punktów za znajomość języka i historii Polski oraz związki etniczne z nową ojczyzną. Preferowani mają być ludzie młodzi,
czyli tacy, którzy mogą szybko mieć w Polsce dzieci. Innym, ale niekoniecznie najważniejszym kryterium będą kwalifikacje zawodowe.
Zapowiedziami nowej polityki migracyjnej zaniepokojone są organizacja pozarządowe. Oskarżają polskie władze o chęć dyskryminacji na tle pochodzenia etnicznego, a może nawet stosowanie
kryteriów rasowych.
"Nie można zezwolić na osiedlenie się jedynie hydraulikom chrześcijańskim czy elektrykom słowiańskim. Powinny jedynie obowiązywać wymogi zawodowe" - apeluje Michel
Abramovitch z brukselskiego Centrum na Rzecz Równości Szans (CECLCR).
Jednak władze Unii Europejskiej wprowadzenia nowych regulacji zakazać nie mogą. "Każde państwo członkowskie samodzielnie decyduje, ilu i jakich imigrantów chce przyjąć. Przepisy
europejskie niczego tu nie rozstrzygają" - zapewnia DZIENNIK Froso Roscan Abbing, rzecznik Komisji Europejskiej.
Ilu Ukraińców, Białorusinów i Rosjan mogłoby zamieszkać na stałe w naszym kraju ? W pierwszych latach spodziewać się można nawet miliona osób, ale pod warunkiem że oferowany przez rząd
pakiet zachęt będzie naprawdę atrakcyjny.
"Polskę ubiegły Włochy, Portugalia i Hiszpania. Tam już od dawna wyjechały setki tysięcy najlepszych ukraińskich fachowców. Czesi też przed nami próbowali przyciągnąć
imigrantów z Europy Wschodniej, ale nie udało im się znaleźć tylu chętnych, ilu potrzebowali" - ostrzega Marta Jaroszewicz z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Dziś w Polsce nielegalnie pracuje około pół miliona Ukraińców, Białorusinów i Rosjan. Nikt jednak nie wie, ilu z nich byłoby w stanie utrzymać się na stałe w naszym kraju.
Od minionego piątku mogą oni co prawda występować o trzymiesięczne wizy z prawem do pracy, dzięki której ich pensje nie będą mogły być niższe niż ustawowe minimum (prawie tysiąc złotych miesięcznie).
Jednak zdaniem większości imigrantów nowe wizy powinny dawać prawo do pracy przynajmniej przez rok, aby oferta polskich władz była atrakcyjna.
"To jest program pilotażowy. Dzięki niemu będziemy mogli łatwiej rozpoznać, czego oczekują imigranci ze Wschodu, aby na stałe osiedlić się w Polsce" - uspokaja Grzyb.
Tym, co może być dla nich najbardziej kuszące, jest szybki wzrost gospodarczy w Polsce przy narastających trudnościach w Europie Wschodniej. Zdaniem Banku Światowego już teraz poziom życia
na Ukrainie i Białorusi jest trzykrotnie niższy niż w Polsce.