Sytuacja Millera jest co najmniej niejasna. Jak wczoraj pisał DZIENNIK, politycy Lewicy i Demokratów boją się wprost powiedzieć, że nie chcą, by były premier kandydował w najbliższych wyborach. Problem staje się coraz poważniejszy, bo Miller utrzymał wpływy na lewicy, a działacze łódzkiego SLD widzą go nawet na pierwszym miejscu listy wyborczej.
Według DZIENNIKA, były premier mimo wszystko ma się całkiem nieźle. Choć przez ostatnie dwa lata oficjalnie żadnej funkcji politycznej nie pełnił, nadal politycznie istnieje - pojawia się w mediach, a w SLD stoi na czele utworzonej przez siebie wewnętrznej eseldowskiej Platformy Socjalliberalnej. Forsuje pomysły bliższe raczej centrolewicy niż SLD. Ma też wielki wpływ na partyjną "Trybunę".
Od czasu do czasu również atakuje. Ujawnione przez "Fakty" TVN informacje o tym, że Kazimierz Marcinkiewicz - gdy był premierem - mógł być podsłuchiwany, Miller podsumował krótko: "Jest mi przykro jako byłemu premierowi i Polakowi". Według Millera, "to kolejny sygnał o możliwości stosowania podsłuchów". "W normalnych demokratycznych krajach to się nie zdarza" - powiedział były szef rządu.