Dziennik Gazeta Prawana logo

Samorządowcy nie chcą biernie czekać na projekt PiS. Pięć scenariuszy dla Warszawy

23 lutego 2017, 07:51
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Warszawa
Warszawa/Shutterstock
Samorządy nie zamierzają biernie czekać na to, co jeszcze PiS wymyśli w sprawie tzw. ustawy warszawskiej. Z naszych ustaleń wynika, że władze stolicy i co najmniej kilkanaście okolicznych gmin poważnie rozważają możliwość przygotowania kontrpropozycji legislacyjnej.

Wczoraj odbyła się pierwsza narada w tej sprawie. Według naszych informacji w grę wchodzi pięć scenariuszy prowadzących do zacieśnienia współpracy między stolicą i położonymi wokół niej gminami. Cecha wspólna: wszystkie zakładają dobrowolność współpracy samorządów i nie tworzą odgórnie nowej jednostki samorządowej, jak to ma miejsce w przypadku projektu PiS. Ale też żaden nie jest pozbawiony wad. Oto opcje, jakie są na stole:

Związek gminno-powiatowy. Możliwość powołania takiej formy współpracy istnieje od 2016 r. Dzięki takiemu rozwiązaniu możliwe będzie wykonywanie zadań publicznych wykraczających poza zakres właściwości jednego szczebla samorządu, czyli np. w obszarze drogownictwa i transportu publicznego (za inne drogi odpowiadają gminy, a za inne powiaty – istnieje możliwość koordynacji działań). – Kolejną korzyścią jest to, że w strukturę takiego związku mogłaby wejść Warszawa jako miasto na prawach powiatu, a więc nie trzeba byłoby dzisiejszej stolicy przekształcać w gminę Warszawa, jak chce PiS – zwraca uwagę dr Stefan Płażek z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Związek komunalny. Czyli współpraca międzygminna. Problemem może być to, że nie daje takich możliwości jak związek gminno-powiatowy (w zakresie zadań możliwych do realizacji). – Budżet raz w roku zatwierdzać musi zgromadzenie związku, a to oznacza brak stabilności finansowej w dłuższym okresie – zwraca uwagę jeden z samorządowców. Utrudnione byłyby duże inwestycje realizowane przez kilka lat. Plusem jest to, że statut związku może przewidywać, że część gmin mogłaby mieć więcej niż jednego przedstawiciela w organach stanowiących (odpowiednik rady). W efekcie im większa jednostka, tym większe jej znaczenie.

Związek metropolitalny. Ta koncepcja nawiązuje do rozwiązań przyjętych przez poprzedni rząd w ustawie z 2015 r. Wówczas powiaty wokół Warszawy pozostałyby nienaruszone (PiS dopuszczał likwidację niektórych z nich wskutek „włączenia” gmin do Warszawy). Ale do powołania takiej jednostki potrzebna byłaby zgoda rady „miasta rdzeniowego”, czyli stolicy oraz 70 proc. gmin i 50 proc. powiatów. Tak powołany związek nie zmienia ani uprawnień włodarzy miast i gmin, ani sposobu funkcjonowania gmin w zakresie kompetencji niezastrzeżonych dla metropolii. Rodzą się jednak pytania, czy wszystkim taka formuła współpracy się opłaci? – Mówimy o związku, w którym Podkowa Leśna czy Pruszków musiałyby oddać kilka procent ze swojego udziału w PIT jako składkę. Inna sprawa: niektóre gminy mają już zorganizowany transport pomiędzy sobą i mogą nie czuć potrzeby dorzucania się do komunikacji na obszarze całej metropolii – zastanawia się wysoki rangą urzędnik stołecznego ratusza. Jego zdaniem trzeba więc albo założyć niższy poziom składki dla członków związku (co ograniczy jego możliwości), albo ustalić, że jednostka otrzyma bonus w postaci 5 proc. z PIT pobieranego od podatników zamieszkałych na obszarze związku metropolitalnego.

Specustawa. W praktyce chodziłoby o dostosowanie do potrzeb aglomeracji warszawskiej przyjętego niedawno przez rząd projektu ustawy dla Górnego Śląska. Nie przewiduje on udziału powiatów w związku metropolitalnym. Nie ma też mowy o prezydencie metropolii, lecz o kilkuosobowym zarządzie. Do rozstrzygnięcia pozostałby sposób wybrania radnych (projekt ustawy dla Śląska mówi o jednym przedstawicielu każdej gminy – a więc wracamy do problemu reprezentatywności rady, gdzie dwustutysięczny Mokotów i dziesięciotysięczna gmina Izabelin miałyby po jednym reprezentancie). Dla samorządów plusem może być to, że „ustawa śląska”, na której rozwiązanie miałoby się wzorować, zakłada, że w zakresie transportu lokalnego wszelkie zadania koordynacyjne byłyby możliwe tylko po zawarciu stosownych porozumień między jednostkami. A to oznacza większą elastyczność, ale pod warunkiem, że nie dojdzie do sporów.

Umowa cywilnoprawna między samorządami. Ta formuła wydaje się najmniej pewna. – Wadą może być słaba więź między jednostkami. Wystarczy, że dojdzie do jakichś scysji między uczestnikami, i umowa zostanie zerwana – wskazuje dr Płażek. Inna sprawa, że przy takiej umowie wszystko trzeba byłoby ustalać od zera: zakres zadań, kompetencje, organy, warunki podtrzymywania i wypowiedzenia umowy itd. Prościej byłoby skorzystać z gotowych rozwiązań przewidzianych w przepisach, czyli wybrać np. jakiś rodzaj związku dopuszczony przez ustawę o samorządzie gminnym.

W PiS nieoficjalnie słyszymy, że prace nad ostateczną wersją projektu mogą rozpocząć się w marcu. Być może pomysły samorządowców zostaną w nim w jakiejś mierze wykorzystane.

Zdaniem dr. Płażka to dobrze, że samorządy podejmują dialog między sobą. – Projekt PiS zakłada, że dobrowolnie do ładu się nie dojdzie, stąd próba odgórnego narzucania reguł. Skoro teraz trwają ustalenia między samorządami, oznacza to, że założenie przyjęte przez tę partię jest z gruntu złe – twierdzi ekspert. 

Prezes PiS zapowiada poprawki w ustawie warszawskiej

Bezpośrednie wybory burmistrzów warszawskich dzielnic oraz większa autonomia tych jednostek - takie zmiany w projekcie ustawy warszawskiej miał zapowiedzieć Jarosław Kaczyński kilka dni temu na zamkniętym spotkaniu z warszawskimi działaczami tej partii.

Takie informacje podała Polska Agencja Prasowa, powołując się na rozmowę z jednym z uczestników spotkania. - powiedział PAP warszawski polityk PiS.

Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, ocenia, że bezpośrednie wybory burmistrzów dzielnic to odważna koncepcja. a - zwraca uwagę.

Zaskakująca może być zapowiedź większościowych wyborów radnych metropolii warszawskiej. Jeszcze niedawno autor projektu ustawy Jacek Sasin w wywiadzie dla DGP zapewniał, że radni wybierani będą w systemie proporcjonalnym. - mówił poseł Sasin. Jarosław Flis podejrzewa, że prezes PiS mógł się w tej kwestii... pomylić lub też w partii wciąż trwają dyskusje, na jaki system wyboru radnych się zdecydować. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tomasz Żółciak

Dziennikarz zajmujący się tematami politycznymi, współautor podcastu „Z drugiej strony". Związany z DGP nieprzerwanie od 2010 roku. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW oraz Centrum Europejskiego UW.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraSkładka zdrowotna z kilkoma progami. Ma powstać nowy model »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj