Projekt zmienia m.in. zasady powoływania i odwoływania prezesów sądów, zwiększając uprawnienia ministra sprawiedliwości oraz wprowadza zasadę losowego przydzielania spraw sędziom.

PO i N wniosły o odrzucenie projektu, a w razie jego dalszego procedowania - poprawki. Poprawki złożyło też PiS.

Reklama

Na koniec debaty prowadząca obrady wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska spytała, czy jest sprzeciw wobec odesłania projektu do komisji sprawiedliwości, w związku ze zgłoszonymi poprawkami. Z sali padł głos sprzeciwu. Wtedy Kidawa-Błońska zapowiedziała, że sprawa będzie rozstrzygnięta w czwartek w bloku głosowań.

Projekt służy obiektywizacji rozpatrywania spraw; to kolejny krok w reformie wymiaru sprawiedliwości - mówił Waldemar Buda (PiS). Zgłosił trzy poprawki, m.in. co do urlopu rehabilitacyjnego dla sędziów oraz przesłanek zgody ministra sprawiedliwości na wykonywanie funkcji sędziego po uzyskaniu wieku emerytalnego.

Według Arkadiusza Myrchy (PO), projekt "wywraca konstytucyjny porządek, oparty na klasycznym trójpodziale władzy". Ocenił, że zmiany "tworzą z niezależnych sądów urzędy podległe ministrowi sprawiedliwości". - To, że wymiar sprawiedliwości wymaga zmian, wiedzą wszyscy. Wiedzą obywatele, prawnicy, sędziowie, eksperci. Proponowaną reformą PiS oferuje choremu organizmowi, zabójczego, politycznego wirusa, który będzie ten organizm niszczył od środka - mówił Myrcha.

Dziś wymiar sprawiedliwości, to ostatnia reduta obrony demokratycznego państwa prawa; PiS chce przejąć państwo całkowicie - oceniała Barbara Dolniak (N), która wniosła o odrzucenie projektu. - PiS zawłaszczył już prokuraturę, TK, teraz KRS, no i oczywiście sądy powszechne. Jak inaczej nazwać prawo ministra sprawiedliwości do powoływania i odwoływania prezesów, wiceprezesów i - jak już wcześniej uchwalono - dyrektorów sądów według własnego uznania - pytała.

W imieniu Kukiz’15, Jerzy Jachnik mówił, że "ustawa jest radykalna i głęboka tylko w jednym zakresie - jak wymienić kadrę". Jak dodał, nie twierdzi, że nie ma potrzeby takiej wymiany, ale prezesami sądów wyższych instancji nie mogą zostawać sędziowie sądów niższej instancji. Zapowiedział, że w Kukiz’15 nie będzie dyscypliny podczas głosowania nad projektem.

Reklama

Krzysztof Paszyk (PSL) zapowiedział, że klub nie poprze projektu. "Polacy oczekują zmian w wymiarze sprawiedliwości szeroko rozumianym, zwłaszcza w sądownictwie" - podkreślił. - Recepta, jaką proponujecie żeby polskie sądy uzdrowić, nie jest dobrą receptą - dodał.

Zmiany dają szanse na zwiększenie zaufania obywateli do wymiaru sprawiedliwości – przekonywał, podsumowując debatę, reprezentant wnioskodawców Bartłomiej Wróblewski (PiS). Dodał, że dla Polaków najważniejsze jest bezpieczeństwo i sprawiedliwość. - Dlatego jesteśmy zobowiązani, żeby usprawnić pracę polskich sądów. Jest olbrzymie oczekiwanie społeczne, aby takie zmiany zostały przez sejm tej kadencji przeprowadzone - powiedział. - Jesteśmy Polakom to winni i tego zobowiązania dotrzymujemy - dodał.

W mojej ocenie daje to szanse, by sądy zaczęły działać szybciej i efektywniej i żeby stopniowo zwiększało się zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości - podkreślił Wróblewski. Zaznaczył, że wprowadzone do projektu zmiany znacznie zawężają przestrzeń sporu w porównaniu z wersją sprzed dwóch tygodni.

Projekt zachowuje standard konstytucyjny, a zmiany w sądownictwie są konieczne i oczekiwane - przekonywał w debacie wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak. - W tym projekcie docenia się rolę sędziego jako sędziego, a nie jako prezesa. Bo wartością jest sędzia sprawujący wymiar sprawiedliwości i z tego wypływają konkretne rozwiązania - zaznaczył.

Piebiak dodał, że choć minister uzyskuje dominujący wpływ na politykę kadrową w odniesieniu do prezesów i wiceprezesów sądów, to jednocześnie kompetencje prezesów i wiceprezesów są ograniczane wyłącznie do kwestii związanych z administracją sądową. - Dobrzy prezesi będą mogli być nagradzani, źli prezesi będą odwoływani, jeśli będą doprowadzali do tego, że sąd mimo wszelkich możliwości finansowych, lokalowych i osobowych nie będzie funkcjonował dobrze - podsumował Piebiak.

Projekt przewiduje odstąpienie od modelu powoływania prezesów sądów apelacyjnych i okręgowych przez ministra sprawiedliwości po uzyskaniu opinii zgromadzeń ogólnych sądów. Propozycja zakłada też - "dla wzmocnienia nadzoru zewnętrznego sprawowanego przez ministra" - odstąpienie od zasady powoływania prezesa sądu rejonowego przez prezesa sądu apelacyjnego z zastosowaniem procedury opiniowania kandydata - na rzecz powołania go przez ministra.

Dziś prezesi sądów apelacyjnych i okręgowych mogą być odwołani przez ministra w przypadku: rażącego niewywiązywania się z obowiązków służbowych oraz gdy dalsze pełnienie funkcji nie da się pogodzić z dobrem wymiaru sprawiedliwości. Projekt wprowadza możliwość odwołania również w sytuacji "uporczywego niewywiązywania się z obowiązków służbowych" i szczególnie niskiej efektywności działań w zakresie pełnionego nadzoru administracyjnego lub organizacji pracy w sądzie lub sądach niższych.

Według projektu w procedurze odwoływania prezesów opinia Krajowej Rady Sądownictwa byłaby wiążąca. Musiałaby zostać ona podjęta kwalifikowaną większością 2/3 głosów.

Z kolei przepis przejściowy zakłada, że prezesi i wiceprezesi sądów "mogą zostać odwołani przez ministra sprawiedliwości, w okresie nie dłuższym niż 6 miesięcy od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy, bez zachowania wymogów" określonych w przepisach. Przez pół roku ma też istnieć możliwość dokonania przez prezesów "przeglądu stanowisk funkcyjnych" w sądach, czyli m.in. przewodniczących wydziałów.

Zdaniem opozycji doprowadzi to do usunięcia doświadczonych prezesów i spowolnienia prac sądów. "To będzie czystka" - oceniali w komisji posłowie PO i Nowoczesnej. To, że jest potencjalnie kilkuset prezesów do zmiany, to nie znaczy, że wszyscy będą odwołani - zapewniał wtedy Piebiak.

Projekt posłowie PiS złożyli w kwietniu. Krytykowała go KRS, zdaniem której jego podstawowy cel to dalsze, znaczące podporządkowanie sądów powszechnych ministrowi, co jest sprzeczne z zasadą trójpodziału władzy. Także według Sądu Najwyższego chodzi o stworzenie "jednowładztwa" ministra w zakresie obsady stanowisk prezesów.