Prokuratura podała, że małżonkowie zatajali też na swoich kontach bankowych kwoty 326 tys. zł w 2011 r. i 124 tys. zł w 2012 r.
Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do spraw przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu prowadzi postępowanie, w którym małżonkowie Magdalena i Paweł Adamowiczowie usłyszeli zarzut z art. 56 par 1 i 2 k.k.s. w związku z nieujawnieniem dochodów.
- - wyjaśniła rzecznik PK prok. Ewa Bialik.
Przestępstwo polegało na ukryciu środków pieniężnych, poprzez zatajenie ich na rachunkach bankowych w kwocie ok.326 tys. zł w 2011 r. i 124 tys. zł w 2012 r. oraz zatajenia informacji o dochodach uzyskiwanych z wynajmu mieszkań w kwocie 25 tys. zł w 2011 r. i w kwocie 20 tys. zł w 2012 r., przez co uszczuplono podatek na rzecz skarbu państwa w kwocie 130 tys. zł – podała Bialik.
Paweł Adamowicz w wydanym oświadczeniu podkreślił, iż podobne zarzuty zostały postawione już znacznie wcześniej na podstawie decyzji organu podatkowego.
"" - napisał Adamowicz.
Według niego nieprawdziwe jest stwierdzenie, że zatajono "dochód z wynajmu mieszkań". Dodał, że najem mieszkań był i jest zgłaszany do właściwego organu podatkowego i z tego tytułu były i są odprowadzane zryczałtowane podatki, co nigdy nie zostało zakwestionowane przez organy podatkowe.
"" - napisał prezydent Gdańska.
"Ta nagonka ma podważyć zaufanie mieszkańców do urzędu i do mnie. Tymczasem od kilkunastu lat Gdańsk intensywnie się rozwija dorównując europejskim miastom. Te pozytywne zmiany są zauważane i doceniane choćby w postaci czołowych miejsc w rankingach, plebiscytach, uznaniu turystów i przede wszystkim mieszkańców. I na pracy na rzecz gdańszczanek i gdańszczan skupiałem się i nadal będę się skupiał. A o tym czy Prezydent wypełnia swoje obowiązki decydują w wyborach mieszkańcy" - podkreślił Adamowicz.
Jego zdaniem w obecnej sytuacji politycznej decydentom tzw. "dobrej zmiany" zależy na mnożeniu wątków i przeciąganiu całej sprawy. "Mówiąc językiem potocznym na +grillowaniu mnie+" - zaznaczył.
"Świadczyć o tym mogą różne działania, takie jak wzywanie do sądu coraz to nowych świadków, wzywanie na przesłuchanie mojego 90-letniego ojca, który kilka miesięcy wcześniej uległ poważnemu wypadkowi i nie może chodzić, czy nachodzenie mojego domu w godzinach nocnych, a nawet próby zastraszania jednego z moich pełnomocników" - napisał Adamowicz.
Przypomniał, że od dwóch lat Urząd Miasta w Gdańsku jest nieustannie kontrolowany przez różne organy państwa, a urzędnicy nieustannie przesłuchiwani.