Jarosław Kaczyński przygotował list do członków PiS. Co on oznacza?

Prezes Kaczyński wskazał jaką drogą będzie podążało dalej Prawo i Sprawiedliwość, a także tłumaczył dlaczego nastąpiły określone zmiany w rządzie. To normalna droga komunikowania się z członkami partii.

Mateusz Morawiecki jest premierem od ponad miesiąca. Nie za późno na tłumaczenia?

To odpowiedni czas, zresztą zbiegł się on z głosowaniem w Senacie w sprawie Stanisława Koguta. Prezes Kaczyński dał do zrozumienia, że PiS nie będzie podążało śladem Platformy Obywatelskiej i chroniło za wszelką cenę swoich członków, których uczciwość stoi pod znakiem zapytania.

Jak Pan ocenia wynik senackiego głosowania? Broniono kolegi?

Moim zdaniem należało umożliwić działania sądowi i prokuraturze, aby wyjaśnić tę sprawę jak najpełniej i nie pozostawiać żadnych wątpliwości. Niestety wynik głosowania spowodował, że na całej partii może ciążyć zarzut, że kogoś kryjemy. W związku z tym takie zachowanie nie powinno mieć miejsca i zasługuje na krytykę. Musimy za wszelką cenę pokazać, że uczciwość to najważniejsza cecha naszej partii.

Posłowie opozycji zauważają, że do nowotworzonego składu Krajowej Rady Sądownictwa zgłasza się niewielu kandydatów. Być może nawet braki personalne będzie musiało uzupełniać Ministerstwo Sprawiedliwości z sędziów tam pracujących.

Jestem pewien, że liczba kandydatów będzie dostatecznie duża i zadowalająca. Co ważne, dużą rolę w tym procesie odgrywają również sami obywatele, którzy zbierają podpisy pod różnymi kandydatami. To szczególnie cenne – nie tylko sędziowie popierają swoich kolegów, ale czynią to także lokalne społeczności. Nie powinno być z tym problemu. A nawet jeśli zdarzyłoby się, że nastąpiłoby uzupełnienie to i tak nie uważam tego za nic zdrożnego. Przecież wówczas również mamy do czynienia z sędziami, mającymi takie same prawa jak pozostali.

Sejm przegłosował dziś nowelizację ustawy o IPN, która pozwala na ściganie zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów. Reakcja Ukraińców będzie zapewne bardzo krytyczna. Czy jesteśmy na to przygotowani?

Bardzo często powtarzamy, że kwestia jak najlepszych relacji z Ukrainą jest dla nas priorytetowa. Zależy nam na tym, aby Ukraina była państwem wolnym i suwerennym, dlatego zdecydowanie sprzeciwiamy się działaniom rosyjskim na jej terytorium, nie uznajemy aneksji Krymu i opowiadamy się za utrzymaniem sankcji dla Rosji. Nie możemy jednak udawać, że zbrodnie popełnione na Polakach nie miały miejsca. Relacji nie da się budować na kłamstwie i krzywdzie wyrządzonej podczas rzezi wołyńskiej. Mówienie prawdy o tych wydarzeniach i o ludobójstwie jakie miało tam miejsce to nasz obowiązek. Jedynie prawda może być podstawą do budowania zdrowych dobrych sąsiedzkich relacji.

Czy można liczyć na zrozumienie ze strony ukraińskiej? Tamtejsze instytucje państwowe utrudniają m.in. badania na Kresach.

Ukraińcy wciąż poszukują własnej tożsamości i dlatego część z nich dopatruje się jej w działaniach banderowców. Niestety to uniemożliwia budowanie dobrych relacji. Nie możemy pogodzić się z honorowaniem zbrodniarzy. Kult Bandery nie sprzyja zresztą wygaszaniu konfliktu z Rosją.

Jest Pan członkiem komisji reprywatyzacyjnej, która ciągle bezskutecznie wzywa Prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz. Będą podejmowane w tej sprawie kolejne kroki?

Nowelizacja ustawy, która przeszła przez Senat pozwala na skorzystanie z pomocy prokuratora przy doprowadzaniu osób, które nie stawiają się przed komisję mimo wezwań. Niewykluczone, że skorzystamy z tego narzędzia. Chcemy uniknąć takiej sytuacji, ale jeśli Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz dalej uporczywie nie będzie chciała stawać przed komisją to nie będziemy mieli wyjścia. Prezydent ma przecież bardzo dużą wiedzę na temat procesu reprywatyzacji, więc takie zeznania mogą okazać się nie do przecenienia. Dlatego nie ustąpimy.

Problem reprywatyzacji nie dotyka wyłącznie Warszawy. Będą powstawać komisje dotyczące innych miast?

Tak, są takie plany. Będą powstawać komisje weryfikacyjne dotyczące innych miast. Pamiętajmy jednak, że w Krakowie czy Łodzi decyzje w tej sprawie podejmował sąd a nie samorząd. Nie odbywało się to zatem na podstawie decyzji administracyjnych. Dlatego wymagałyby innego umocowania prawnego.

Był Pan burmistrzem dzielnicy Praga-Północ. Jak jako były samorządowiec ocenia Pan konflikt z Państwową Komisją Wyborczą? Jej przewodniczący krytykował m.in. nowych komisarzy wyborczych. Jakiś czas temu nie wykluczał nawet dymisji.

Moim zdaniem czasu jest wystarczająco dużo, aby zrealizować wszystkie ustawowe założenia. Argumentacja o zbyt krótkim czasie jest niepoważna. Jeśli osoby na tak ważnych stanowiskach nie są w stanie sprostać nowym wyzwaniom to może faktycznie dymisja wiele by uprościła. Nikt nikogo tutaj na siłę nie trzyma.

Profesor Hermeliński powiedział, że sędziowie jednak nie zrezygnują z pełnionej funkcji. Jednak gdyby tak się stało to wybory w ogóle by się odbyły?

Wówczas zastanawialibyśmy się co dalej. Na szczęście istnieją procedury wybierania składu PKW.