Sytuacja wewnątrz Nowoczesnej nie napawa dużym optymizmem... Czas wyprowadzać sztandar?

Jerzy Meysztowicz: To doprawdy dziwna sytuacja. Przecież cały nasz klub parlamentarny jednoznacznie zgodził się na to, aby kontynuować współpracę w ramach Koalicji Obywatelskiej także w nadchodzących wyborach. Naprawdę nie mieliśmy zamiaru robić jakiegoś radykalnego zwrotu w tej kwestii. Tymczasem zostało wykorzystane pewne przekłamanie polegające na tym jakoby część klubu była przeciwna dalszej wspólnej pracy. I rzekomo w związku z tą sytuacją, Platforma Obywatelska zdecydowała się wykorzystać swoją pozycję i przyjąć do siebie tych kilku posłów. A my przecież nadal nie wykluczamy współpracy z Platformą Obywatelską. Jednak przypominamy, że Koalicja Obywatelska składa się z dwóch podmiotów: właśnie Platformy, ale też Nowoczesnej. Osoby, które przeszły do klubu PO nie są już z oczywistych względów członkami Nowoczesnej. Zatem nazywanie tego nowego tworu klubem Koalicji Obywatelskiej jest zdecydowanie na wyrost. To jedynie klub PO, tyle że pod zmienioną nazwą. Zobaczymy jak dalej rozwinie się sytuacja.

Spodziewa się pan dalszego exodusu z partii?

Mam nadzieję, że najgorszy etap jest już za nami. Domyślam się jednak, że Platforma Obywatelska będzie robiła wszystko, aby nakłonić kolejnych posłów do podobnego transferu. Uważam jednak, że ci którzy zostali wykażą się odpowiednią siłą charakteru. Takie zachowanie naszych partnerów to jednak wyraźna rysa na całej Koalicji Obywatelskiej - dzięki porozumieniu dwóch ugrupowań byliśmy realną alternatywą dla Prawa i Sprawiedliwości. Szkoda, że nie szanuje się tak dobrze wypracowanego porozumienia, które przecież sprawdziło się także w ostatnich wyborach. Choć nie wykluczamy współdziałania z Platformą Obywatelską, to trudno nie określić takiego zachowania jako dużego zgrzytu w naszej dżentelmeńskiej i honorowej umowie. Wobec koalicjantów takich rzeczy się nie robi. Tym bardziej, że w wielu kwestiach naprawdę myślimy podobnie. Jak to często bywa w polityce, wydaje mi się, że i tutaj decydującym czynnikiem okazały się ambicje personalne części polityków naszego obozu.

Czy jednak takie przejmowanie zaplecza personalnego nielicznej partii nie powinno nieco zmienić nastawienie Nowoczesnej do większego partnera?

Obywatele oczekują od nas budowy wspólnego frontu przeciwko szkodliwej władzy Prawa i Sprawiedliwości. Dostaliśmy na to silny mandat podczas wyborów samorządowych. Dlatego nie chcielibyśmy z tego rezygnować. Jednak nie ukrywamy, że taka postawa Platformy Obywatelskiej utrudnia dialog. Jeśli otrzymamy gwarancję, że w dalszym ciągu będziemy suwerennym podmiotem Koalicji to zdecydujemy się na kontynuację tego projektu.

Myśli pan, że zjednoczenie w jeden klub parlamentarny zawęzi elektorat opozycji?

Zdecydowanie. Nasza oddzielność programowa czy personalna powodowała, że każdy wyborca mógł oddać głos na partię, do której mu najbliżej. Teraz sami sobie ograniczyliśmy pole manewru. Powstaje pytanie: co stanie się z elektoratem, który oczekuje zmian, jest negatywnie nastawiony do PiS, ale jednocześnie nie był zachwycony ośmioma latami rządów Platformy Obywatelskiej? Nowoczesna jest powiewem świeżości na scenie politycznej i zrywała z błędami popełnionymi wcześniej. Warto z tego atutu korzystać. Teraz nie wiadomo, gdzie te głosy się podzieją. Zakładamy, że jeśli pozostaniemy na scenie politycznej, to dalej będziemy dobrą ofertą dla wielu wyborców. W najbliższych dniach zobaczymy jednak, czy to w ogóle możliwe.

Nowoczesna traci klub poselski, taka sejmowa marginalizacja chyba nie przekona nawet zdecydowanych wyborców...

Nie chciałbym przesądzać o utracie klubu poselskiego. Na razie jesteśmy kołem, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni. Prowadzimy pewne rozmowy na ten temat.

Tymczasem wywodząca się z Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus nie szczędziła słów krytyki pod adresem dawnych koleżanek z klubu. I to zarówno Katarzyny Lubanuer, jak i Kamili Gasiuk-Pihowicz. Trudno zatem liczyć, że to partia Teraz! właśnie poda pomocną dłoń.

Nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy, krytyka powinna dotyczyć tych osób, które teraz przechodzą do Platformy Obywatelskiej. My zostaliśmy w Nowoczesnej właśnie ze względu na wartości, które od samego początku przysłaniały naszej działalności.

Nie czuje pan żalu do osób, które odeszły?

Każdy jest odpowiedzialny za swoje decyzje. Trudno nie oceniać ich jednak jednoznacznie negatywnie. Niemniej, nie chcę być złośliwy wobec swoich niedawnych klubowych kolegów i koleżanek. Pozostawię to bez szerszego komentarza.