To nie była żadna mowa nienawiści. Jak trener powie w przerwie: "Chłopaki, w drugiej połowie dobijcie ich", to to nie jest mowa nienawiści. Ja powiedziałem: "Jeszcze jedna bitwa, dorżniemy watahy, wygramy tę batalię". To była zachęta do walki w kolejnej debacie, a a nie żadne nawoływanie do mordów politycznych. I samo używanie tego jako przykładu mowy nienawiści uważam, że jest nie fair - mówił Radosław Sikorski w rozmowie z Radiem ZET. I zresztą, nie ma symetrii między bardzo ostrą, czy nawet taką literacko-Sienkiewiczowską retoryką – może udaną, może nie, zgoda, nie wszyscy zrozumieli, niektórzy sami się uznali za tę watahę – ale jest zasadnicza różnica między tym a groźbami karalnymi, które są po prostu przestępstwami, które powinny wreszcie być ścigane - dodał.

Były szef polskiej dyplomacji przypomina, że te słowa wielokrotnie prostował, jednak cały czas są one wyrywane z kontekstu. Przypomina jednak, że czym innym jest zagalopowanie, a czym innym jest metoda polityczna polegająca na tym, że się wyklucza ze społeczności, odmawia patriotyzmu i nawołuje do fizycznej eliminacji. To są zasadnicze różnice, bo jedno jest nawet jeśli uznamy, że obelgą, ale nie jest przestępstwem. Groźby karalne są przestępstwem - przypomniał.

Sikorski skomentował też nieobecność prezesa PiS na sali posiedzeń, gdy Sejm oddawał hołd zamordowanemu prezydentowi Gdańska. Mam nadzieję, że w tych dniach politycy pokażą, że nie są mali, ale nie o wszystkich można to powiedzieć.  Ja nie wierzę, bo uważam, że gdyby nie było decyzji, to kierownictwo Sejmu nie śmiałoby nie zaczekać kilkudziesięciu sekund na prezesa Kaczyńskiego.  Zdaje się, że doszło do zaniedbań służb państwowych. Ale wydaje mi się, że jest to mord dość podobny do zamachu na prezydenta Narutowicza - powiedział. Dodał też, że po tym zdarzeniu, Jarosław Kaczyński powinien pojawić się na pogrzebie prezydenta Adamowicza, bo tylko w ten sposób przekona ludzi, że faktycznie spóźnił się na posiedzenie Sejmu.