Pod koniec 2005 r. do Krauzego dotarł weteran poszukiwań surowców energetycznych Stefan Geroń. Ten jowialny, 62-letni inżynier ze swoją ofertą "wielkiej ropy" w Kazachstanie obszedł wszystkich liczących się w Polsce graczy. Był w PGNiG, Orlenie, Lotosie, a nawet u Gudzowatego. Wszyscy powiedzieli "nie". Dlaczego? Uznali pomysł za zbyt ryzykowny: złoża ropy nie były dobrze udokumentowane, zapowiadało się, że poszukiwania będą ogromnie kosztowne.

Reklama

W końcu Geroń dotarł do Krauzego. Pod pachą miał stare radzieckie mapy i wyniki badań poszukiwawczych. Inżynier przekonywał, że można dokopać się do majątku. Były szef PGNiG twierdzi, że spojrzeli sobie z Krauze w oczy i biznesmen się zapalił. "Sytuacja była paranoiczna. Chodziłem ze złotym jajem. I nikt tego jaja nie chciał. Dopiero pan Krauze podjął męską decyzję" - mówi Geroń.

U boku Geronia negocjacje z polskimi firmami prowadził Mansur Maciej Jachimczyk. Jest on doradcą kazachskiego biznesmena Bakhtybeka Baiseitowa, właściciela koncesji naftowych. Jachimczyk to tajemnicza postać. Tuż przed stanem wojennym wyjechał z Krakowa do Anglii. Tam w latach 80. kończył teologię na Oksfordzie. Potem znalazł się w ZSRR. W latach 90. był szefem Ośrodka Czeczeńskiego w Krakowie. Przeszedł na islam i przyjął imię Mansur. W 1997 r. Zbigniew Siemiątkowski, ówczesny minister koordynator ds. służb określił go jako człowieka związanego z rosyjskimi służbami, zagrażającego bezpieczeństwu Polski.

Jachimczyk zapowiadał, że wytoczy proces ministrowi, ale nigdy tego nie zrobił. Mansur wiedział, że ciągnie się za nim zła sława. Z kręgów zbliżonych do MON dowiedzieliśmy się, że 2 stycznia 2006 r. wysłał list do ówczesnego ministra obrony Radka Sikorskiego, powołując się na starą znajomość z czasów wspólnych studiów na Oksfordzie. Przekonywał w nim, że w sprawę szpiegostwa został wrobiony.

Stefan Geroń poznał Mansura w 2000 r. w stolicy Azerbejdżanu, Baku. Po 5 latach Jachimczyk znów się odezwał. Przedstawił się jako doradca kazachskiego biznesmena Bakhtybeka Baiseitowa (Baka). Od tej pory obaj szukali wspólnika dla Kazacha. Jachimczyk brał udział w negocjacjach, bywało, że robił za tłumacza z rosyjskiego. Czy Krauze wiedział o podejrzeniach wobec Mansura?

"Na początku nie mieliśmy takiej świadomości" - twierdzi Paweł Gricuk, prezes Petrolinvestu - "Potem doszły do nas różne pogłoski, które funkcjonowały w mediach, ale proszę pamiętać, że on od początku reprezentował drugą stronę". Gricuk twierdzi, że Jachimczyk w kazachskim interesie Petrolinvestu odegrał drugoplanową rolę.

Mamy potwierdzenie, że polskie władze wiedziały o obecności Mansura w grze o kazachskie koncesje. W czerwcu tego roku informacja ta była dyskutowana w najbliższym otoczeniu ministra sprawiedliwości.

Zaufani ludzie Krauzego uważają, że negocjacje z Kazachami odmieniły prezesa. "Rozmawiano tylko o ropie" - opowiada jeden z menedżerów firmy. Entuzjazm wylewał się z firmy i udzielał mediom. Dziennikarze tytułowali prezesa Prokomu naftowym szejkiem Kazachstanu.

Szybko okazało się, że droga do sukcesu na Wschodzie nie jest łatwa. Krauze nie kupił bowiem żadnej ropy. A jedynie udziały w sześciu spółkach mających koncesje na jej poszukiwanie. Największa z nich i kluczowa dla całego interesu to koncesja poszukiwawczo - wydobywcza OTG, w zachodnim Kazachstanie. To ogromny teren, wielkości województwa opolskiego. 50 procent udziałów kosztowało Krauzego bajońską kwotę 143 miliony dolarów.

"20 milionów USD zapłaciliśmy gotówką, pozostałe 123 miliony USD to zobowiązania inwestycyjne, które wypełniamy zgodnie z planem" - opowiada Paweł Gricuk. Gdyby na OTG odnaleziono jakąś ropę i spółka chciałaby ją wydobywać to koszty rosną w astronomicznym tempie. W takim przypadku na inwestycje należy przeznaczyć kolejne 662 milionów USD. Inne koncesje są tańsze, ale też pociągają za sobą wielomilionowe nakłady.

Mimo kosmicznych wydatków gorączka ropy w Prokomie trwała. Krauze dopiął transakcję pod koniec grudnia 2006.
Zimny prysznic przyszedł tuż po Sylwestrze. 3 stycznia kazachskie ministerstwo energetyki ogłosiło, że zawiesza największą koncesję, w której udziały ledwie kilkanaście dni wcześniej kupił Krauze. Powód? Niewywiązanie się z ogromnych zobowiązań inwestycyjnych ciążących na spółce poszukiwawczej za lata 2005 - 2006.

Paweł Gricuk, szef Petrolinvestu bagatelizuje ten problem: "Zawieszono wtedy wiele koncesji. Przyznam, że ja się przeraziłem, ale nasi kazachscy partnerzy uspokajali. Tłumaczyli, że nie ma powodów do niepokoju, jest to rutynowe działanie i wkrótce koncesja zostanie odwieszona".

Ryszard Krauze potrzebował pieniędzy. Gotówkę postanowił zdobyć w państwowym banku PKO BP. Jeszcze w styczniu wystąpił o ogromny kredyt. "Początkowo chciał 450 milionów złotych. Jednak przyznano mu jedynie 300 mln zł" - ujawnia nam jeden z dyrektorów PKO BP.

"Kredyt został udzielony na warunkach rynkowych" - dodaje Marek Kłuciński, rzecznik prasowy PKO BP.
Podobne zdanie ma Petrolinvest: "Przedstawiliśmy bardzo wiarygodny projekt i kredyt jest bardzo dobrze zabezpieczony, więc bank go nam udzielił" - tłumaczy Paweł Gricuk. PKO BP przyznał pożyczkę 21 marca 2007 r. Cztery dni później ministerstwo energetyki Kazachstanu odwiesiło koncesję OTG. Czy to przypadek?

"Jest oczywiste, że kredyt zaciągnięty w państwowym banku zrobił wrażenie na Kazachach" - tłumaczy nam jeden z najważniejszych menedżerów Prokomu. Paweł Gricuk z Petrolinvestu twierdzi, że to nieprawda: "Nie było żadnego związku między kredytem, a odwieszeniem koncesji".

Reklama

Kredyt w PKO BP może rodzić kilka wątpliwości. Udzielono go na poszukiwania ropy naftowej w sytuacji, gdy jedna z głównych koncesji Petrolinvestu została zawieszona. W chwili udzielania kredytu pełniącym obowiązki prezesa PKO BP był Marek Głuchowski, partner w słynnej sopockiej Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Głuchowski, Jedliński Rodziewicz, Zwara i partnerzy.

Głuchowski jest znajomym Ryszarda Krauzego. Klientami jego kancelarii są spółki Krauzego Prokom Software i Prokom Investments. Taka sytuacja prowokuje pytanie, czy nie doszło do konfilktu interesów. Jednak rzecznik PKO BP zapewnił nas, że gdy podejmowano decyzję o przyznaniu kredytu dla Petrolinvestu mecenas Głuchowski wstrzymał się od zajęcia stanowiska.

PKO BP w lipcu 2007 r. scedował połowę udzielnego kredytu Bank Gospodarstwa Krajowego. Stało się to tuż po tym jak na czele banku stanął Ireneusz Fąfara, który wcześniej był wiceprezesem ZUS, odpowiedzialnym m.in. za informatyzację. Musiał więc współpracować z Prokomem, który opracował system komputerowy dla ZUS-u. Czy tu można mówić o konflikcie interesów?

"Nie ma żadnego konfliktu interesów" - twierdzi Radosław Żuk z BGK - "24 maja, czyli jeszcze przed powołaniem nowego zarządu banku została zakończona ponad czteromiesięczna procedura przygotowania wniosku kredytowego na posiedzenie Komitetu Kredytowego Banku". Żuk dodaje, że decyzja komitetu była suwerenna i Fąfara na nią nie wpływał.

Krauze dla ropy zaryzykował niemal cały majątek i reputację. Na terenach, w które zainwestował biznesmen na pewno jest jakaś ropa. Nie wiadomo czy wielka, a poszukiwanie kosztuje majątek. Głęboki odwiert przeprowadzany właśnie na koncesji OTG to największa nadzieja na dokopanie się do ogromnego złoża.

"Wykopaliśmy 750 metrów, pozostało jeszcze 5 kilometrów i 300 metrów. Zajmie to jakieś 6 - 7 miesięcy" - przyznaje Gricuk. Ten jeden odwiert będzie kosztował firmę 30 milionów dolarów. Zdaniem Gricuka jest duża szansa na znalezienie bogatego złoża.
Pytanie co będzie jeśli wielkiej ropy tam nie ma?