"Mieszkaniec Milanówka twierdzi, że podczas ciszy wyborczej przed drugą turą wyborów samorządowych w 2018 r. Jolanta Turczynowicz-Kieryłło roznosiła plakaty ośmieszające jednego z kandydatów. Kiedy próbował ją zatrzymać, ugryzła go w rękę" - czytamy w sobotnim artykule "GW". Incydent, do którego miało dojść, opisał w listopadzie 2018 r. portal internetowy obiektywna.pl.

Reklama

Powołując się na tę relację, "Gazeta Wyborcza" podała, że w noc poprzedzającą drugą turę wyborów jeden z mieszkańców zawiadomił straż miejską, że trzy osoby (w tym kobieta z dwoma psami) kolportują ulotki ośmieszające kandydującego na burmistrza Piotra Remiszewskiego. Zgodnie z artykułem mieszkaniec zatrzymał te osoby do czasu przyjazdu straży miejskiej.

Na horyzoncie błysnęły światła samochodu patrolu, z rękawa wypadło jednemu z mężczyzn kilka ulotek, podniosłem je, otworzyłem i w tym momencie nastąpiła histeria kobiety z psami - relacjonował portalowi mieszkaniec.

Zaczęła się wydzierać na całą ulice, że to napad i, że ludzie Remiszewskiego ją napadli. Widząc zbliżający się patrol, dzwoniła po okolicznych posesjach w furii. W tym czasie chłopak chciał się oddalić, więc go przytrzymałem, bo patrol był coraz bliżej. Sytuacja stała się dynamiczna, w pewnym momencie kobieta rzuciła się na mnie i z całej siły ugryzła mnie w rękę, powyżej nadgarstka - czytamy. Zgodnie z informacjami "Wyborczej" kobietą tą była Jolanta Turczynowicz-Kieryłło.

Do tego artykułu odniosła się na Twitterze sama Turczynowicz-Kieryłło. Gazeta Wyborcza sięgnęła dzisiaj bruku. Stanęła po stronie damskiego boksera przeciwko matce broniącej dziecko. Ukryła opinie lekarskie, że sprawca mnie dusił. Zataiła, że zaatakował nas zawodowy hejter, opisywany w mediach ogólnopolskich - napisała.

O sprawie w swoim weekendowym wydaniu napisał również "Super Express", przytaczając wersję szefowej kampanii Andrzeja Dudy.

W listopadzie 2018 r., późnym wieczorem, wróciłam z pracy i wyszłam z synem, wyprowadzić nasze małe psy. Było po północy, pusto, spokojnie. Wtedy zostaliśmy zaatakowani. Jakiś mężczyzna rzucił się najpierw na mojego 15-letniego synka. Zaczął go szarpać, wmawiał nam, że mamy ulotki wyborcze i naruszamy ciszę wyborczą. Wyrwał dziecku dziurę w koszulce. Próbowałam bronić syna przed napadem, sprawca nie reagował pomimo moich wezwań, by puścił dziecko - czytamy.

Aby uwolnić moje dziecko podeszłam do sprawcy, a on wówczas także mnie złapał, zaczął szarpać, dusić i wyzywać słowami wulgarnymi. Zachowywał się bardzo agresywnie, wyglądał jakby był pod wpływem środków odurzających (...) W obronie dziecka i swojej własnej, gdy nie przestawał mnie dusić, ugryzłam go w rękę, którą trzymał mnie za szyję. Baliśmy się o swoje życie - powiedziała w rozmowie z gazetą polityk.

Podobną wersję wydarzeń szefowa kampanii Andrzeja Dudy przedstawiła w rozmowie z "GW".

Do sprawy na Twitterze odniósł się wicepremier Jarosław Gowin. Ciekawe, do czego jeszcze posuną się środowiska zaniepokojone tym, jak silnym wsparciem dla kampanii @AndrzejDuda2020 okazała się @mecenasJTK. Każdy przyzwoity człowiek powinien solidaryzować się z matką rzucającą się na ratunek swojemu dziecku - napisał Gowin.

Reklama

Głos zabrał również sam zainteresowany. Krzysztof Motyl Umiastowski zamieścił na Facebooku link do opisu zdarzenia. Skrytykował przy tym prokuraturę i poinformował, że "pani mecenas jest wezwana do stawiennictwa przez Sąd Rejonowy w Grodzisku Mazowieckim na sprawę w dniu 31 marca 2020 r.".

Tymczasem Turczynowicz-Kieryłło zaczepiła również kontrkandydatkę Andrzeja Dudy . "Oczekuję od M. Kidawy-Błońskiej, że potępi GW za tego typu promocję przemocy wobec kobiet" – napisała na Twitterze.

Turczynowicz-Kieryłło zamieszcza zeznanie strażnika z interwencji w Milanówku

Interwencja miała miejsce po zgłoszeniu przez szarpaniny między trzema osobami; ulotkę wyjął ze swojego samochodu mężczyzna, ulotek na ulicy nie zauważyłem – to fragmenty zeznania strażnika miejskiego z Milanówka, które upubliczniła szefowa kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy.

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło opublikowała w sobotę na Twitterze zeznanie w związku z publikacją "Gazety Wyborczej", która opisała zdarzenie sprzed wyborów samorządowych 2018 r. Wówczas - według "GW" Turczynowicz-Kieryłło miała ugryźć mężczyznę, który ją przytrzymywał.

Funkcjonariusz zeznał, że z kolegą interweniował w nocy z 2 na 3 listopada po otrzymaniu zgłoszenia o szarpaninie z udziałem trzech osób. "Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, zastaliśmy trzy osoby – kobietę z chłopcem i psem, których trzymał jakiś mężczyzna. Mężczyzna ten przytrzymywał te osoby za szyję, kobietę jednym przedramieniem, a chłopca drugim" – opisywał zdarzenie strażnik.

Jak dodał, "mężczyzna ten powiedział, iż ujął w czynie obywatelskim osoby, które złamały ciszę wyborczą i po godzinie 0:00 roznosiły na terenie Milanówka ulotki wyborcze jednego z kandydatów na stanowisko burmistrza". Tu strażnik zeznał, że mężczyzna pokazał ugryzienie na swoim przedramieniu, mówiąc, że ugryzła go kobieta. Potem wyjął ulotkę ze swojego samochodu. "Nie zauważyłem, aby na ulicy leżały jakieś ulotki" – zeznał strażnik miejski. Dodał, że wszystkie osoby na miejscu interwencji zostały wylegitymowane. "Kobieta nazywała się Jolanta Turczynawicz-Kieryłło (pisownia oryginalna - PAP)" - dodał strażnik.

W relacji funkcjonariusza, gdy kobieta zaczęła słabnąć, strażnicy wezwali więc karetkę pogotowia, do której najpierw udał się mężczyzna, który uczestniczył w szarpaninie, by opatrzono mu ramię po ugryzieniu. Na miejsce wezwano drugi ambulans. Gdy Turczynowicz-Kieryłło wyraziła zamiar zgłoszenia napaści na siebie i syna przez mężczyznę, strażnicy wezwali także policję.