Kamila Wronowska: Można już mówić o wojnie między rządem a prezydentem w kwestii polityki zagranicznej?
Jacek Saryusz-Wolski*: To nie jest spór o politykę zagraniczną, o jej meritum. To jest niepotrzebny i szkodliwy spór o techniczną stronę wzajemnych kontaktów oraz o prymat w polityce zagranicznej. Z punktu widzenia konstytucyjnego politykę zagraniczną prowadzi rząd. Dlatego jak najszybciej trzeba ten spór zamknąć. Platforma już robiła wyraźne gesty. Zgodziła się na podpisanie traktatu z wyłączeniem Karty Praw Podstawowych, zgodziła się też na współreprezentację Polski w Lizbonie. Polska w sprawie polityki zagranicznej musi mówić jednym głosem.

Premier rękę do prezydenta wyciągnął – zaproponował spotkanie. Teraz kolej na gest prezydenta?
Istnieje potrzeba wyciszenia sporu i ułożenia tych relacji. Temu będzie sprzyjała rozmowa zapowiedziana przez Donalda Tuska z panem prezydentem oraz rozmowa Radosława Sikorskiego z prezydentem. Lech Kaczyński musi przyjąć do wiadomości wynik wyborów i się z nim pogodzić.

Czego oczekuje premier od spotkania z prezydentem?
Obserwując gesty premiera Tuska, spodziewam się, że spotkanie powinno przynieść jakieś efekty. Osobiste stosunki są podrzędne. Nadrzędną rzeczą są interesy Polski. PO i Donald Tusk są gotowi wiele zrobić, by w tej materii wszystko układało się dobrze. Ale jest też nieprzekraczalna granica – prezydent musi uszanować, że to rząd PO-PSL jest głównym ośrodkiem polityki zagranicznej i że można prowadzić tylko jedną politykę zagraniczną.

13 grudnia prezydent i premier jadą do Lizbony. Kto powinien podpisać traktat reformujący?
Zdecydowanie premier. Wszystkie traktaty z Unią podpisuje szef rządu. Prezydent natomiast je ratyfikuje.

Jaka będzie rola prezydenta w Lizbonie?
Jest to szczególny szczyt, bo dojdzie do podpisania traktatu. W tej optyce, w której dziś premier Tusk to widzi, to on będzie reprezentował Polskę, ale uszanuje też linię dobrych stosunków między dwoma ośrodkami: swoją jako szefa rządu i minioną rolę prezydenta w drodze do podpisania traktatu.

Jak na to, że do Lizbony pojedzie i polski premier, i prezydent, patrzą nasi partnerzy unijni? Jest to dla nich dziwna sytuacja?
Jest dziwna. Zostanie to zrozumiane, ale kanonem jest, że na szczyty jeżdżą szefowie rządów. Jedynym wyjątkiem jest Francja, gdzie na szczyt jeździ prezydent. Ale to wynika z ich konstytucji. Dlatego zapowiedź, że do Lizbony pojadą Donald Tusk i Lech Kaczyński, wzbudza zainteresowanie.

A krytykę?
Wierzę, że jest dla wszystkich klarowne, w jakiej roli w Lizbonie wystąpi premier, a w jakiej prezydent. Ale oczywiście przypominam sobie, jak została odebrana wspólna obecność prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Millera w Dublinie. To może nie przysłużyć się wizerunkowi Polski. Niektóre media pewnie to jakoś żartobliwie czy złośliwie skomentują.

Kto powinien pojechać na szczyt 14 grudnia do Brukseli?
To będzie spotkanie robocze. Tam będą podejmowane nie tylko tematy dotyczące polityki zagranicznej. Mogą zostać poruszone i sprawy środowiska, i technologii. Za to też odpowiada rząd i jego premier.

Ale dla Portugalii, która organizuje szczyt, nie jest to oczywiste. Nie było oficjalnego stanowiska Polski, kto pojedzie do Brukseli.
Jest to materia do wypracowania na poziomie służb dyplomatycznych. Wszystko powinno zostać załatwione w sposób dyskretny i wcześniej rozstrzygnięte. Przy stole nie ma miejsca na przepychanki. Ale wydaje mi się, że sprawa jest rozstrzygnięta, że do Brukseli pojedzie premier.

Z punktu widzenia dyplomatycznego które spotkanie będzie ważniejsze: prezydenta z Tuskiem czy z Sikorskim?
Oba są ważne i potrzebne. Spotkanie z premierem dotyczy generaliów i sposobu współpracy. Natomiast spotkanie z ministrem spraw zagranicznych jest elementem stałej współpracy ośrodka prezydenckiego z rządem. A wynikiem tych spotkań powinno być przeświadczenie, że jest zgoda co do zasad i że Polska w polityce zagranicznej będzie mówiła jednym głosem.

Prezydent musi się wycofać z polityki zagranicznej?
Zmiana rządu PiS na rząd PO-PSL oznacza też zmianę roli prezydenta w polityce zagranicznej. Ośrodek prezydencki może mieć psychiczny problem z przestawieniem się. Ale musi się z tym pogodzić i ręka w rękę współdziałać.

Co może zrobić Tusk, by nie zaogniać sporu z prezydentem?
Przede wszystkim powinny być dość częste spotkania szefa MSZ oraz nieco rzadsze premiera z prezydentem. Dobry obyczaj polityczny wskazuje na konieczność kontaktowania się i informowania prezydenta o najważniejszych sprawach.

A w kwestii odblokowania rozmów Rosji z OECD premier powinien wcześniej poinformować prezydenta?
Niekoniecznie. Ta kwestia nie należała do najważniejszych.

*Jacek Saryusz-Wolski jest wiceprzewodniczącym PO i eurodeputowanym