Tak jak zapowiadałam - sukcesywnie płace lekarskie będą rosły tak, by w 2010 r. osiągnąć ten poziom. Płaca powinna być powiązana z wykształceniem, umiejętnościami i
zaangażowaniem w pracę. Jest to kwestia racjonalnej polityki płacowej dyrektorów placówek. Prawdą jest, że naciski płacowe na dyrektorów w wielu przypadkach przyniosły skutek. Jeśli jednak
są zbyt wygórowane, mogą spowodować zamykanie oddziałów, a nawet całych placówek przez organ założycielski
Mam nadzieję, że do takich sytuacji nie dojdzie. Zawsze będą lekarze i pielęgniarki, którzy chcą pracować, lecząc swoich pacjentów. I tym odpowiedzialnym i dobrze pracującym chcę
zapewnić godziwe wynagrodzenia. Tyle że nie natychmiast. Zróbmy razem tę reformę, bo jeśli stanie się inaczej, nie będzie już czego reformować.
Realizowany przez nas program wprowadzi mechanizmy, które spowodują, że pielęgniarki będą zarabiały więcej.
Dzisiaj pielęgniarki muszą porozumieć się ze swoimi dyrektorami.
Minister nie ma instrumentów prawnych w tej materii. Nie mogę nakazać niczego dyrektorom. Uważam zresztą za nieporozumienie, żebym jako minister ustalała, ile ma zarabiać lekarz, a ile
pielęgniarka. Jest projekt zmiany planu finansowego NFZ i następne 1,4 mld pójdzie do szpitali. Ale to dyrektor podejmie decyzję, jak podzielić środki.
Nie może być tak, że da wszystko jedynie lekarzom. Gdyby brać poważnie żądania ustalenia stawek przez ministra, można by pomyśleć, że protestującym marzy się powrót do budżetówki.
Jeśli chcą, to możemy im ustalić odgórnie stawki i będzie po sprawie. Ale np. OZZL nawołuje do wolnego rynku. A jak wolny rynek, to płace nie mogą być kształtowane według zasady:
„wszyscy mamy takie same żołądki”. Chyba że chodzi tu o zbicie kapitału politycznego a nie o realizację reformy.
Gdy byliśmy opozycją i naprzeciw KPRM stanęło białe miasteczko, to wprawdzie tam bywaliśmy, ale nie dyktowaliśmy wysokości podwyżek! Byli także inni politycy. Namawialiśmy premiera i
koalicję rządzącą, żeby podjęli z protestującymi rozmowy. Mówiliśmy, że niegodne jest lekceważenie tej grupy zawodowej.
Roszczenia płacowe są konsekwencją kilkunastoletniego okresu zaniechań działań w systemie ochrony zdrowia. Skala protestów była znacznie większa rok czy dwa lata temu niż teraz. Problemu
roszczeń płacowych nie zamierzamy zamieść pod dywan. Ale tego, co nie zrobiono przez kilkanaście lat, nie da się naprawić w kilka miesięcy.
Niczego nie robię tylnymi drzwiami. Proces uszczelnienia systemu rozpocznie się, gdy wprowadzimy ustawę o ZOZ wraz z pakietem ustaw uzupełniających 2 stycznia 2009 roku. Na białym szczycie
przedstawiłam harmonogram działań i konkretne terminy.
Nie, nie boję się odpowiedzialności, dlatego planuję, że kolejne projekty ustaw będą projektami rządowymi. Oczywiście poza tymi, które już złożone zostały do laski marszałkowskiej jako
projekty poselskie. Rozpoczęły się już prace nad ustawą o podziale Narodowego Funduszu Zdrowia. Będzie ona gotowa w połowie tego roku, a jej wejście w życie planujemy na styczeń 2010. Poza
tymi ustawami nowelizujemy w trybie pilnym ustawy: o ratownictwie medycznym i o państwowej służbie krwi.
W Polsce brakuje lekarzy i pielęgniarek. Podjęliśmy już działania, żeby ograniczyć emigrację - zwłaszcza młodych lekarzy. Dlatego musimy bardziej racjonalnie wykorzystywać tych, których
mamy. Trzeba efektywniej wykorzystywać nie tylko ludzi, ale też sprzęt, na którego amortyzację przeznaczamy niemałe pieniądze. To kwestia organizacji pracy. Niech np. USG pracuje nie tylko do
godziny 14, ale również po 14 - wtedy, gdy jest tępy dyżur. Chodzi o to, byśmy umożliwili lekarzowi optymalne wykorzystanie sprzętu i dali mu szansę na dodatkową pracę za dodatkowe
wynagrodzenie.
Lekarz pracujący powiedzmy po godz. 14 przyjmie pacjenta, który ma wykupioną polisę dobrowolnego dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Towarzystwo ubezpieczeniowe zapłaci za wizytę u tego
lekarza bezpośrednio szpitalowi, który się z nim rozliczy.
Dla poprawy systemu kluczowa jest ustawa o ZOZ. Regulacje w niej zawarte zabezpieczą szpitale przed zadłużaniem się i dadzą większe pole możliwości oddziaływania organów założycielskich.
Zwiększy się także odpowiedzialność dyrektora placówki - również o odpowiedzialność materialną.
Godziwie. Ale nie będzie to dyrektor z nominacji politycznej lub towarzyskiej, jak bywa teraz w niektórych przypadkach. Będzie to kompetentny menedżer firmy zatrudniony do sprawnego zarządzania
szpitalem lub nawet kilkoma szpitalami znajdującymi się na terenie jednego powiatu czy województwa. Chcę pomóc w kształceniu takich menedżerów.
Nie, bo ustawa zabezpiecza przed takim zagrożeniem. To sąd musi zdecydować, czy dana spółka będzie zlikwidowana, czy poddawana restrukturyzacji. Żaden menedżer nie może podać spółki do
upadłości, bo nie zezwala na to prawo. Poza tym samorządy będą musiały zachować co najmniej 51 proc. udziałów. Nie bardzo sobie wyobrażam, żeby samorząd, będąc większościowym
udziałowcem, mógł działać na własną szkodę. Chcemy skończyć z biernością samorządów. Poza tym, jeśli gospodaruje się majątkiem w postaci kontraktu z NFZ odpowiedzialnie, to może
warto pomyśleć o tym, żeby dać ordynatorom władzę nad tą częścią pieniędzy, która mu podlega.
Wzmocnić poczucie odpowiedzialności. I dać też element motywacyjny: to, co nam uda się zaoszczędzić, będziemy mogli przeznaczyć np. na wyposażenie placówek, na wyższe wynagrodzenia
itp.
Leki i sprzęt. Przykładów jest mnóstwo, choćby sprzęt ortopedyczny. Zwykła skarpeta elastyczna usztywniająca staw skokowo-goleniowy, która w sklepie kosztuje 10 zł, jeżeli producent nazwie
ją ortezą, to NFZ płaci za to 500 zł. Ile można na tym oszczędzić? Takich przykładów jest znacznie więcej.
To kwestia priorytetów. My już wstępnie je określiliśmy: pediatria, choroby nowotworowe, choroby krążenia i choroby ludzi starszych. Jeśli są jasne priorytety i przykładowo stawiamy na
onkologię, to wiadomo, że będziemy starać się wprowadzić na listę jak najwięcej leków leczących nowotwory, a nie - dwunasty lek na chorobę wrzodową. Niezrozumiałym jest także np. to,
że na liście leków refundowanych znajdowały się - a pamiętam taki zarzut w jednym z raportów NIK - preparaty, które nie miały badań klinicznych potwierdzających ich skuteczność.
Zmienią się. Stwierdziłam, że konieczne jest przyjęcie sztywnych i jasnych zasad - czego nie zrobili nasi poprzednicy. Dziś z pewną satysfakcją czytam pisma od firm farmaceutycznych, które
skarżą się, że został odcięty dostęp przedstawicieli tych firm do ministerstwa. Traktuję to jako komplement. Przygotowujemy zmianę prawa farmaceutycznego tak, by zapewnić pełną
transparentność procesu kwalifikowania leków na listy refundacyjne.
Wszystkie środki, które dziś Polacy wydają na zdrowie, także środki krążące poza systemem, to w sumie z pieniędzmi z NFZ więcej niż 6, nawet 6,5 proc. PKB. Nam chodzi o to, by te
pieniądze, które ludzie wydają, zostały wprowadzone do systemu. Chodzi o bardzo znaczące kwoty. I uważam to za lepsze rozwiązanie niż podwyższanie składki.