Przydacz: Podjął decyzję o wyjeździe do Wilna, był pod ochroną służb litewskich

Reklama

Pan Pratasiewicz nie posiadał azylu w Polsce. Kiedy był w Polsce, był pod ochroną polskich służb, był bezpieczny. Podjął decyzję o wyjeździe do Wilna, tym samym stał się przedmiotem ochrony służb litewskich – powiedział wiceminister spraw zagranicznych w Polsat News.

Dodał, że "nie wydarzyło się nic złego" innym białoruskim opozycjonistom, którzy przebywają w Polsce. Zapewnił, że Polska "jak najbardziej" wywiązuje się z obowiązku ochrony osób prześladowanych przez reżim Alaksandra Łukaszenki.

Na pytanie, czy po zmuszeniu samolotu do lądowania w Mińsku i zatrzymaniu Pratasiewicza, odbyło się spotkanie kierownictwa ABW, Przydacz odparł, że "jeśli wczoraj rzeczywiście kierownictwo ABW się zebrało, nie ma w tym nic dziwnego". Oczywiste jest, że staraliśmy się jako rząd polski dołożyć wszelkich starań, żeby jeszcze wzmocnić bezpieczeństwo przy nieprzewidywalności ze strony Mińska – dodał.

W niedzielę lecący z Aten do Wilna, zarejestrowany w Polsce samolot irlandzkich linii Ryanair został, krótko przed wejściem w przestrzeń powietrzną Litwy, zmuszony przez lotnictwo wojskowe Białorusi do zawrócenia i lądowania w Mińsku. Na lotnisku został zatrzymany opozycyjny dziennikarz, blogger i aktywista Raman Pratasiewicz i jego partnerka Sofia Sapiega, obywatelka Rosji. Władze Białorusi ścigały Pratasiewicza listem gończym.

Reklama

Kowal: Popełniono poważne błędy

Poseł Paweł Kowal (KO) zarzucił polskim władzom brak spójnego stanowiska i niedostateczne działania. Uważam, że popełniono poważne błędy w pierwszych godzinach – powiedział Kowal. Do błędów - "zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i ze względu na pewien gest wobec Białorusi" zaliczył kontynuację ruchu polskich samolotów nad Białorusią.

Uznał także za błąd utrzymanie bez zmian programu tureckiej wizyty prezydenta Dudy, któremu towarzyszą wicepremier Piotr Gliński i szef MON Mariusz Błaszczak, "trochę tak jakby się nic nie stało". Podkreślił, że Pratasiewicz to "człowiek, który dostał u nas azyl polityczny, za którego w dużym stopniu odpowiadamy", dlatego "Polska powinna była wyostrzyć stanowisko".

Pierwsza reakcja prezydenta, która nazywa to, co się stało, +wydarzeniami nad Białorusią+, jest absolutnie niestosowna. Uważam działania premiera za dojrzalsze i poważniejsze – powiedział Kowal, którego zdaniem „trzeba było rzecz nazwać aktem terroru i skierować na drogę prawną". Zaznaczył, że "widać brak koordynacji między tymi ośrodkami".

Przydacz: Dyplomacja pracowała

Kowal ocenił, że polscy ambasadorowie w krajach UE i NATO powinni byli w ciągu pierwszej doby przedstawiać stanowisko Polski, ponieważ "niektóre z tych krajów są słabo poinformowane lub mniej zainteresowane tym, co się dzieje na Wschodzie".

Przydacz odnosząc się do zarzutu niedostatecznej reakcji zaznaczył, że dyplomacja pracowała. "Zarówno nasi ambasadorowie reagowali, jak i my sami z poziomu centrali MSZ, informowaliśmy wszystkich naszych partnerów o naszym spojrzeniu na tę sprawę" - powiedział. Według Przydacza to dzięki premierowi Morawieckiemu sprawa stała się przedmiotem spotkania Rady Europejskiej. Zaznaczył, że rząd musi przedstawiać sprawdzone informacje i na ich uzyskiwaniu się skupia.