W Warszawie odbyła się we wtorek konferencja "Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO - rola Polski", zorganizowana przez Fundację Aleksandra Kwaśniewskiego "Amicus Europae" oraz Instytut Bronisława Komorowskiego.

Reklama

W konferencji wzięli udział liderzy najważniejszych partii opozycyjnych, którzy mieli wystąpienia. Jako ostatni głos zabrał prezes Porozumienia Jarosław Gowin.

Nawiązując do tematu konferencji ocenił, że nie można ulegać pojawiającej się także w Polsce narracji o zdradzie Zachodu. - Chcę bardzo mocno podkreślić: ci, którzy mówią o zdradzie Zachodu mówią w istocie to, na czym zależy Rosji" - mówił Gowin. "Polska od Zachodu nie może się odwrócić tak jak w 1939 roku nie mogła się odepchnąć od morza - dodał lider Porozumienia.

Jak zaznaczył, nie można mówić o większym zagrożeniu ze strony Zachodu i UE niż ze strony Wschodu, tak jak niedawno wypowiadał się europoseł PiS Zdzisław Krasnodębski. - Tu dotykamy zasadniczej linii podziału politycznego w naszym kraju. Ci którzy mówią o zagrożeniu Polski ze strony Unii Europejskiej działają, niezależnie od swoich intencji, obiektywnie w interesie Rosji - powiedział polityk. - Obecność w UE to jeden z gwarantów naszego bezpieczeństwa - dodał.

Reklama

Zaznaczył też, że "Polski nie stać dziś na bezsensowny konflikt z Niemcami". - Niemcy nie są dla nas zagrożeniem, Niemcy to nasz sojusznik - podkreślił Gowin. Jego zdaniem, trzeba jednak Niemcom przypominać, że w ostatnich latach prowadzili niewłaściwą politykę np. w kwestiach energetycznych, a także apelować o większe wsparcie dla Ukrainy.

Debata

Po wystąpieniach liderów odbyła się debata na temat polityki obronnej i modernizacji polskich sił zbrojnych. Były wiceminister obrony narodowej, a potem europoseł SLD Janusz Zemke krytykował obecnego wicepremiera i szefa MON Mariusza Błaszczaka.

Pan minister ma cztery stałe punkty działania. Zwołuje coś w rodzaju konferencji i mówi: odnieśliśmy kolejny wielki sukces. W drugim punkcie mówi: wysłaliśmy zapytanie, że chcemy kupić, albo że podpisaliśmy umowę o ramowym charakterze, vide Korea. Trzeci punkt: zyska na tym nie tylko wojsko, ale i przemysł, choć nie padają żadne konkrety. I czwarty stały punkt: nie ma żadnego uzasadnienia tych decyzji ani konferencji, podczas której można by było zadać pytanie - opisywał Zemke. - Inaczej mówiąc to, z czym mamy do czynienia, to jest chaos połączony z megalomanią - dodał.

Jeśli nie zaczniemy o tym mówić otwartym tekstem, może się to skończyć w następujący sposób: w ciągu roku niektóre z tych zapowiedzi przyobleką się w umowy, opozycja przejmie władzę za rok, część z tego uzbrojenia dopłynie do Polski i skończy się tak, że te czołgi będą stały w garażach, a samoloty będą stały w hangarach, bo ani nie ma systemu przygotowania pilotów, ani nie będzie logistyki, ani nie będzie uzbrojenia - ocenił Zemke.

Jego zdaniem "państwo tego wszystkiego nie wytrzyma finansowo". "Gdyby spełniły się zapowiedzi, że będziemy mieli HIMARS-ów 500, czyli więcej niż armia Stanów Zjednoczonych, których jedna salwa kosztuje 150 tys. dolarów, to cały budżet MON stać będzie na kilka salw" - podkreślił.\

Gorączka zakupów

HIMARS-ów 500, polskich KRAB-ów 120, koreańskich armatohaubic 600. Przecież nie ma armii świata, która by tego tyle miała - mówił b. wiceszef MON. Jak dodał, kupowanie z wolnej ręki, co jest dziś praktykowane, jest zawsze znacznie droższe niż w trybie przetargowym.

Były wicepremier i szef MON Tomasz Siemoniak (PO) ocenił, że "ta gorączka zakupów bierze się z tego, że do lutego prawie nic nie kupowano lub udawano, że się kupuje".

Według niego największym problemem w kwestii bezpieczeństwa i obronności jest brak dialogu. Dodał, że "okienko" dialogu z opozycją pojawiło się po wybuchu wojny, ale "krótko potrwało i się skończyło". - Nie wiemy prawie nic więcej ponad to, co jest publicznie mówione - powiedział Siemoniak. - Wydawane są setki miliardów złotych polskich podatników, zaciągane są zobowiązania na dziesiątki lat bez wysłuchania stanowiska opozycji - dodał.

Jednocześnie, mówił Siemoniak, w wystąpieniach rządzących "zawsze się pojawia atak na poprzedników". - Świat się zaczął w roku 2015, a wszyscy inni nie robili nic, niszczyli wojsko. To jest absolutnie destrukcyjne, antypaństwowe, ale ta propagandowa maniera cały czas rządzi polityką - oświadczył Siemoniak.

autor: Piotr Śmiłowicz