"INNI SĄ, ALE TYCH NASZYCH NIE MA"

Reklama

Z dokumentów sprawy o kryptonimie Hornet - do których dotarł "Wprost" - wynika, że w rozmowach urzędników katarski fundusz startujący w przetargu jest nazywany "tym naszym". Inne, "te obce" firmy, biorące udział w aukcji nazywane są "sztukami". Tak jest na przykład w rozmowie szefa Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciecha Dąbrowskiego z jego zastępcą Jackiem Goszczyńskim (zaufanym człowiekiem Aleksandra Grada, który kiedyś był dyrektorem Departamentu Nadzoru Właścicielskiego i Prywatyzacji w resorcie skarbu).

"Cześć, siedem sztuk jest, ale oczekiwanego jeszcze nie ma…" - to słowa Dąbrowskiego do Goszczyńskiego z 13 maja, czyli z dnia, w którym zaczęła się aukcja.

Chwilę wcześniej, gdy na przeznaczonej do licytacji stronie internetowej nie zalogowali się jeszcze wszyscy inwestorzy, prowadzący przetarg zadzwonił do Dąbrowskiego. " Na razie mamy 2 osoby, ale nie te, które chcemy". Niecałą godzinę później: "Siedmiu, ale brakuje".



DZIWNE KŁOPOTY Z SIECIĄ

W rozmowie Dąbrowskiego z Goszczyńskim przewija się też wątek dziwnych kłopotów z siecią i serwerami podczas przetargu:

- "Wyobraź sobie, że wszystkie komputery padły w całej stoczni, zawirusowane oprócz jednego, wiesz wczoraj z Nojszewskim rozmawiałem, żeby jeden tempest, wiesz ustawić niezależnie poza siecią, zupełnie zasilany inaczej i Internet ciągniety inaczej" - mówi Dąbrowski, szef ARP.

- "Nie wykluczam, że chodziło o to, żeby dojść do…, nie tylko zablokować, tylko, żeby jeszcze dodatkowe jakiejś… informacje wyciągane" - odpowiada Goszczyński, zastępca szefa ARP.



czytaj dalej

Reklama



Reklama

"SZEF SZEFÓW MA ROZMAWIAĆ Z KATAREM"

Wojciech Dąrbowski dzwoni więc do wiceministra skarbu Zdzisława Gawlika i informuje:

- "To znaczy jest 7 sztuk, na razie na ma jeszcze tego"

Gawlik odpowiada:

- "Tego naszego…?"

Dąbrowski mówi też Gawlikowi, że od Jacka Goszczyńskiego dowiedział się, iż:

- "… szef szefów, że tak powiem ma rozmawiać z Katarem".







NIE MA KATARU. "MOŻNA PRZERWAĆ PROCEDURĘ?"

W miarę upływu czasu przybywało zarejestrowanych w przetargu podmiotów. Wciąż jednak, jak wynuika z zapisów rozmów, brakowało "tych naszych". Rosło zdenerwowanie urzędników.

Aleksander Grad, minister skarbu do szefa Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciecha Dąbrowskiego:
- "… Jak wygląda rejestrowanie?"

Wojciech Dąbrowski:
- "Przed chwilą patrzyłem i jest tam 10 podmiotów zarejestrowanych, no ale nie ma tego oczywiście, którym jesteśmy zainteresowani"

Aleksander Grad:
- "…Czy wyście analizowali możliwość przerwania tej procedury, czy od strony prawnej, formalnej…? (…) … bo my tu walczymy, różne rozmowy itd. Natomiast pytanie co zrobić jeżeli oni będą chcieli mieć odłożenie tego w czasie, czy można coś takiego zawiesić…(…) jakby była taka potrzeba z jakiś tam powodów"

Niecałą godzinę później szef ARP rozmawia z Romanem Nojszewskim, zarządcą kompensacyjnym majątku stoczni, pracującym przy przetargu:

- "…Wojtek nie mogę tego zrobić, tu już mam opinie, leży na papierze, wiesz co obserwator jest na miejscu w ogóle nie mam naruszonych ani przepisów prawa, ani regulaminu, ani nic, co mogło być powodem tego… (…)… wszystko jest zgodne z przepisami, obserwator siedzi cały czas i patrzy na ręce, wylazłem nawet… naruszenie regulaminu w ocenie Komisji Europejskiej też nie nastąpiło, nie mogę, Wojtek nie można (…)… a poza tym mogą mieć roszczenia odszkodowawcze, bo wynajęli kancelarie prawne, prawda, dla sprawdzenia majątku a były takie, zaciągnęli niektórzy kredyty na wpłatę wadium i potem będzie no odpowiedzialność za to, za odszkodowania na Zarządcy Kompensacji a tak a propos to ciebie tyczy, a potem Związki Zawodowe wsadzą nas do prokuratury i będziemy się tłumaczyć"

czytaj dalej



Dąborwski wszystko to przekazuje wiceministrowi skarbu Zdzisławowi Gawlikowi, który jest nimi wyraźnie zdenerwowany:

Dąborwski: "...z tych wszystkich wstępnych opinii to w ogóle nie ma żadnych podstaw do tego, jest co prawda klauzula że to można zamknąć, nie, ale to totalnie nic nie daje, bo natychmiast jak się zamyka to wchodzimy automatycznie w aukcję i za 3 dni czy tak czy inaczej jest aukcja".

Zdzisław Gawlik:
- "… K... mać! Przepraszam, ja pier…"

"A KTO TO CI KATARCZYCY"

Ze stenogramów opublikowanych przez "Wprost" wynika także, że urzędnicy ministerstwa i ARP nie wiedzieli, kim tak naprawdę jest inwestor z Kataru. Jeszcze 20 maja szef Agencji i wiceminister skarbu wspólnie zastanawiali się, skąd wziąć informacje na temat tajemniczej firmy.

Dąbrowski: "...to jest tak zagmatwana sprawa, że do tego nijak nie można dojść, bo nie ma w tych wszystkich rejestrach uwidocznionych właścicieli, jest uwidoczniony tylko reprezentant”

Gawlik: "...nosz k... mać (...) nie no zrobisz co się da, kurwa, trzeba coś zmontować bo to pójdzie w eter! To oni będą szukać, dziennikarze to trzeba wszystko w sposób wyważony zrobić i bezpieczny (…)”

Dąbrowski: "…no tak tylko ja w tym rejestrze szczerze, nic nie mam w tym rejestrze, bo mam ten wyciąg z rejestru i tu po prostu nie ma nic (...) ... ja też się boję brać informacje z Internetu, podawać, bo one mogą się okazać zupełnie niewiarygodne czy nie prawdziwe, prawda”

Gawlik: "…no zgoda tylko wiesz, nie możemy też wyjść i powiedzieć, że k... jest ta yyyyyyyy, że jest yyyyyy informacja tak skąpa, że nie wiemy nic”

czytaj dalej



JAK DBANO O "NASZYCH PRZYJACIÓŁ"

W materiałach, do których dotarł "Wprost" jest też fragment pisma, wysłanego przez szefa CBA do premiera, prezydenta i marszałków Sejmu i Senatu.

"Uprzywilejowane traktowanie jednego z oferentów uwidoczniło się już na etapie czynności wstępnych, obejmujących rejestrację podmiotów zamierzających wziąć udział w przetargu" - mówi raport CBA.

Gwoli przypomnienia: Przetarg na majątek stoczni ogłoszono 16 marca 2009 roku. Podmioty zainteresowane przystąpieniem do niego, miały do 30 kwietnia złożyć oświadczenie rejestracyjne i wpłacić wadium. Katarczycy nie wpłacili pieniędzy w terminie. Czas przelewu i przewalutowanie trwały do 8 maja. Katarczycy nie zostali jednak wykluczeni z przetargu. 7 maja ogłoszono przedłużenie terminu wpłaty wadium właśnie do 8 maja.

30 kwietnia, w dniu w którym wadium miało znaleźć się na koncie zarządcy kompensacji, Wojciech Dąbrowski, szef ARP rozmawiał z jednym ze swych pracowników (prawdopodobnie Piotrem S., dyrektorem oddziału warszawskiego ARP). Wtedy pada określenie "nasi przyjaciele".

S. informował swojego przełożonego: "Jest oświadczenie od przyjaciół, ale nie ma kasy i może nie być - niech oni prześlą potwierdzenie przelewu, niech prześlą faks z dowodem nadania kasy",

oraz: "Jest drugi problem też taki, no k..., niech oni by przesłali potwierdzenie przelewu, by potem bank był w stanie zaksięgować to z dzisiejszą datą, ja się po prostu boję, że będą nieprzyjaciele, rozumiesz… (…) k... u nas służby finansowe donoszą, za przeproszeniem, że co z tego, że jest oświadczenie, jak nie ma i się boję przyjaciół z innym kapitałem i innych inwestorów."